piątek Wrzesień 22nd 2017
reklamabanerustac.gif

Screwing (fragment rozdziału)

Któregoś razu, po skończonej pracy, pojechałem do jednego z tanich studiów masażu w Surabaya. Przy wejściu stoi mamasan, na drewnianym stole, pod szklanym blatem, wyłożone są zdjęcia dziewcząt. Często zdjęcia są stare, pokazują te same dziewczęta, ale sprzed kilku lat. Mimo to lubię czasem odwiedzać te miejsca, dają jakiś szczególny dreszczyk inności – o czym zaraz opowiem.


Wybrałem ładną, ciemnowłosą dziewczynę, wyglądającą na dwadzieścia lat. Zapłaciłem sześć dolarów za masaż. Schodkami na górę doszedłem do sporego pokoju, w którym znajdowało się kilka kabin zasłoniętych kotarami.

Kabiny były malutkie, dwa metry na dwa. W naszej znajdowało się małe łóżko, stolik nocny i lustro. Dziewczyna była dużo starsza niż na zdjęciu, miała około trzydziestki, pełne biodra i dość duże piersi.

Zaczęły się negocjacje. Problem z takimi miejscami polega na tym, że są tanie, ale dziewczyny zupełnie nie znają języka angielskiego. A tu trzeba się z nią dogadać na temat ceny i usługi, którą ma wykonać. Można skończyć tylko na masażu, ale nie są one w tym najlepsze.

Masaż dłonią można dostać już za osiem – dziesięć dolarów, za francuski około piętnastu, a za ful serwis piętnaście – dwadzieścia dolarów.

Niektóre dziewczyny, widząc, że jestem bule (biały obcokrajowiec), chcą spróbować szczęścia i zarobić więcej. Startują nawet z siedemdziesięciu dolarów, ale na końcu każda zgodzi się na dwadzieścia, ja ofiarowałem jej piętnaście plus dziesięć napiwku, jeśli będzie się starała.

Nie bardzo chciała, ale brakowało jej angielskiego, aby się ze mną dalej targować, a mnie bahasa indonesia (języka indonezyjskiego), aby dalej zaprzeczać.

Zgodziła się.

Dziewczę kazało mi się rozebrać, co uczyniłem, a biodra okryłem czystym ręcznikiem.

Położyłem się na plecach i dziewczyna rozpoczęła masowanie mnie, zaczynając od nóg. Nie minęło trzydzieści sekund, a jej dłonie spoczęły na rosnącym członku, którego wydobyła z okrywającego moje biodra ręcznika.

 


 

Zaczęła delikatnie masować moje jądra i gładzić główkę penisa dłonią. Po chwili wzięła go do buzi i ssała go energicznie. Poczułem się jak w niebie, sięgnąłem do jej bluzki, z której wydobyłem wielkie jak melony, jędrne piersi. Jej ciało nie należało do najpiękniejszych, ale byłem bardzo podniecony i zmęczony całym długim dniem.

Ssała mojego członka przez długą chwilę, po czym pociągnąłem ją na łóżko, na którym ledwo mieściliśmy się. Właśnie z tego powodu położyłem ją na plecach, a sam ułożyłem się pomiędzy jej nogami i zająłem się namiętnym całowaniem jej piersi, masowaniem rękami jej ramion, szyi i pieszczeniem opuszkami palców jej uszu.

Mój naprężony twardy penis napierał na jej ciało to w okolicy podbrzusza, to ocierając się o wewnętrzną stronę ud, to o jej kwiatuszek.

Jej cipka była ładna, a z brązowego koloru ciała zaczęła wyglądać na mnie czerwonawa łechtaczka, pobudzana przez ocierającego się o nią penisa. Ssałem długo jej piersi, chwilami przygryzając jej sztywne sutki. Dziewczyna wyraźnie oddawała się z podnieceniem i przyjemnością moim pieszczotom.

Mimo że zawsze jestem miłośnikiem dość długich wstępów, zapałałem ogromną żądzą zagłębienia się w niej, wręcz niepohamowaną.

Założyłem prezerwatywę i wszedłem w nią, powoli penetrując ją lekkimi ruchami bioder, dość szybko wypełniając ją aż do końca. Jęknęła cicho i oddawała mi się, kopiując te same ruchy, tak aby moja penetracja współgrała z jej ruchami. Jak głodny seksu młodziak zacząłem mocniej wbijać się w nią, rozchyliła szeroko swoje nogi, przyjmując moje uderzenia z wielkim zadowoleniem.

Przyjemność była coraz większa, ale problemem stało się łóżko, które w miarę moich coraz to energiczniejszych ruchów uderzało coraz mocniej w ściankę działową, powodując ogromny hałas. Śmialiśmy się oboje. Próbowałem inaczej się ułożyć, ale ilekroć moja kanonada przybierała na sile, łóżko uderzało bardzo mocno o ścianę lichego przepierzenia.

Do miejsc tego typu, większość klientów przychodzi po szybką usługę seksualną, oficjalnie są to jednak tylko studia masażu, gdzie kobiety ograniczają się do oferowania prostego miziania ciała, najczęściej skupiając się na dokładnym wymasowaniu dłonią penisa lub skromnego fellatio, czego efektem jest happy ending[1].

Na ścianie – zaraz u wezgłowia – wisiał wielki napis: „No seks allowed[2]”.

Czyli nie można mieć stosunków seksualnych.

W Indonezji prostytucja jest zakazana, pozwala się jednak w wielu miejscach, gdzie oferuje się masaże, na małe, nieoficjalne odstąpienia od tematu.

Jak to bywa w wielu krajach Azji, a nawet zapisane jest w kilku najstarszych księgach, uczących masażu, ostatnim punktem w czasie masowania jest członek męski czy też kobieca łechtaczka, jeśli się nie zrelaksuje tego miejsca, cały masaż idzie na marne. Szczególnie, jeśli celem masażu jest odprężenie całego ciała. Jednakże powinno się używać do tego dłoni czy też nóg, w żadnym wypadku nie pochwy kobiety lub jej ust.

Zmieniłem pozycję, położyłem się na wznak, a wciąż podniecona dziewczyna, uklęknęła na jednej nodze i siadając na mnie, zaczęła mnie ujeżdżać w bardzo nietypowy sposób. Śmialiśmy się bezgłośnie, ilekroć jej ruchy powodowały u nas głośniejsze jęki przyjemności.

Na chwilę zamarliśmy, jakiś klient z sąsiedniej klitki zaczął głośniej sapać w spazmach orgazmu – sądząc po odgłosach, dziewczyna robiła mu właśnie pięknego loda. Ekshibicjonizm tej sytuacji podniecił mnie jeszcze bardziej. Sam byłem zdziwiony, gdyż normalnie pewnie czułbym lekkie zniesmaczenie, ale w tym ciasnym, przedzielonym na kilka małych kabin miejscu, takie odgłosy dodawały tylko smaczku.

Po chwili odgłosy ucichły, wznowiliśmy nasze ruchy, najpierw nieśmiałe, później bardziej energiczne. Miała bardzo przyjemną cipkę, a ruchy, które wykonywała, półklęcząc nade mną, były dla mnie zupełnie nowe.

Ilekroć zbliżaliśmy się nawzajem do szczytu, chowała swoją twarz w moim ramieniu, a ja w jej włosach. Chichotaliśmy przy tym jak jakieś dzieciaki, które nie chcą być przyłapane na kolejnej psocie fundowanej dorosłym. W końcu nie wytrzymaliśmy i wpadliśmy w rytm, który prowadził już prosto do szczytowania, doszliśmy równocześnie, zaciskając mocno usta, tłumiąc krzyki przyjemności i cały czas patrząc na siebie, twarzą w twarz.

Byłem tak podniecony, że jeszcze z dziesięć – piętnaście minut, gdy leżała na mnie bez ruchu, mój drąg stał twardo, a ja poruszałem się w niej ruchami kroczowymi, jak nazywam delikatne poruszenia członka, gdy stoi w pełnej krasie. Ona również, co niewiele kobiet potrafi, ściskała mnie na przemian pochwą,  nie ruszając przy tym biodrami.

Sięgnąłem dłonią w kierunku stolika, na którym leżały kondomy, wziąłem jeden i podałem go dziewczynie. Normalnie zaczęłyby się w tym momencie negocjacje o więcej pieniędzy, za to, że chcę mieć orgazm jeszcze raz, ale ona tylko zeszła ze mnie, wprawnym ruchem zdjęła zużyty, wytarła mojego penisa wilgotną chusteczką higieniczną i nałożyła nowy w rekordowym tempie.

Po chwili siedziała już na mnie, ponownie ujeżdżając mnie w bardzo dziwny sposób. Jej technika mogłaby być ilustracją dokładnego tłumaczenia dla angielskiego „screwing somebody[3]”, czyli czasownika utworzonego od rzeczownika „śruba”, używanego w różnorakiej formie, jako rodzaj neologizmu określającego pieprzenie kogoś w dwu znaczeniach: w pierwszym to ordynarne określenie aktu seksualnego, a w drugim oznacza to olewanie kogoś lub też wulgarne lekceważenie.

Nasze tłumaczenie jako pieprzenie kogoś nie oddaje w pełni skrętów, których dokonywała na mnie. Rzeczownik „pieprz”(w tym wypadku jako źródło słowotwórcze) i utworzony od niego czasownik „pieprzyć” w jakimkolwiek przypadku nie mógł być zbyt stosownym tłumaczeniem nakręcania się na mnie, które wykonywała za pomocą swoich bioder.

Dziewczyna, „screwing” mnie, czyli nabijając się na mojego członka i jednocześnie półklęcząc na jednym kolanie, wykonywała magiczne skręty bioder, jakby nakręcała się na mojego penisa. Było to bardzo nowe i zarazem przyjemne uczucie, a co najważniejsze, łóżko, nawet w momencie szczytowania, nie uderzało mocno w ściankę, chociaż – kto to wie? Od dawna wiem, że słuch, wzrok i narząd mowy w czasie szczytowania mają wielką dysfunkcję.

Dziewczę tym razem rajdowało na mnie, zataczając przy tym wielkie półkoliste ruchy. Większość ruchów wykonywała sama, kręcąc i wiercąc się, aż w końcu, aby dać jej lepszy dostęp do mojego członka, opuściłem nogi na podłogę, półsiedząc, a ona, asekurowana przez moje dłonie, trzymające ją mocno za pośladki, kucała okrakiem nade mną, nakręcając się ruchami bioder na mojego penisa.

Nasze twarze ponownie spotkały się i wpatrywaliśmy się w nie, poszukując kolejnych oznak rozkoszy, tłumionych jęków, zagryzanych do krwi warg, aż po moment jej rozprężenia, w czasie którego bezwładnie leżała na mnie, gdy ja wciąż jeszcze nie doszedłem i musiałem dźwigać ją rękami, aby kontynuować ruchy frykcyjne – które w końcu doprowadziły mnie do orgazmu.

Tym razem, mimo starań, nie udało nam się zrobić tego zbyt cicho. Po jej orgazmie, starałem się dzięki mocnym pchnięciom uzyskać swój, moje chaotyczne ruchy zmusiły ją ponownie do wyraźnych krzyków, a mnie samemu wyrwał się niczym lwu potężny ryk, tłumiony tylko jej ciałem, w które wtulona była moja twarz.

Odpoczywając, leżeliśmy wymęczeni bez słowa, wtuleni w siebie, ona przykucnięta na mnie. Był to jeden z moich najlepszych razy, jakie miałem, uprawiając seks z dziewczynami biznesu.

Do dziś nie znam jej imienia i, mimo że odwiedziłem jeszcze ze dwa razy to samo miejsce w jej poszukiwaniu, nie spotkałem jej ponownie, mimo że jej zdjęcie pozostało na blacie frontowego biurka. Jednak kiedy zamawiałem ją kolejny raz, na jej miejsce pojawiały się inne dziewczęta.

Była ona jedną z wielu, dla których seks za pieniądze mógł być również wielką przyjemnością. Kochała się ze mną bez słów, gdyż nie znała anielskiego, bez jęków, bo w miejscu naszego aktu seksualnego miało być cicho. Mimo to oboje daliśmy sobie to, co najlepsze, chwile wielkiej przyjemności, które może dać sobie dwoje ludzi, mimo braku komunikacji.

Myślę, że właśnie dlatego ten seks zaliczam do najlepszych. Wiele kobiet miłosierdzia miało orgazm razem ze mną, na skutek moich starań lub też dzięki łatwości, z jaką przyjmują dawaną im przyjemność.

W zasadzie większość z nich go miała, a takich, które nie chciały – unikam z daleka, czasem kierując się w wyborze jakąś męską intuicją, dzięki temu większość moich partnerek ma głośne, pełne orgazmy, mimo że praca, którą wykonują, nie obliguje ich do tego.

Cieszę się, że ją spotkałem i wiem, że ona pewnie również wspomina czasem bule, z którym doszła dwa razy do orgazmu z uśmiechem na twarzy, mocno zagryzając wargi, wtulona w moje ciało, aby nie wydać krzyku rozkoszy.

 


[1] Szczęśliwe zakończenie – dosłowne tłumaczenie z języka angielskiego, w masażu erotycznym określa orgazm.

[2] Seks jest zabroniony – j.angielski.

[3] Wkręcać kogoś – dosłowne tłumaczenie z j. angielskiego, ma ono wiele znaczeń, pieprzyć kogoś, nabierać, olewać, oszukiwać.

Powiązane wpisy:

Dolly – strefa tolerancji prostytucji, cz. 2 (fragment książki)

Doskonałym miejscem na polowanie, jak nazywa się w seksturystyce znajdowanie dziewczyn z biznesu lub też chętnych do spędzenia z nami nocy amatorek, są galerie handlowe.

Plaza Tunjungan jest pełna ruchu i cewek (dziewczyn), które jeśli tylko uda nam się je upolować, bez problemu pójdą z nami do naszego hotelu, często nawet za darmo.


Najważniejsze to być miłym, choć ten rodzaj seksu nie jest czymś, co preferuję (ponieważ nie lubię oszukiwać dziewczyn fałszywymi obietnicami). Kilkakrotnie zdarzyło mi się upolować w tej galerii zgrabną dziewczynę, która chętnie poszła ze mną do hotelu, gdzie spędziliśmy upojną noc, a jedynym finansowym wydatkiem z mojej strony, była kolacja w hotelowej restauracji i drobne pieniądze na taksówkę z rana.

Dziewczyny nie były profesjonalistkami, ani pracującymi od czasu do czasu w biznesie. Zwykłe dziewczęta, mające ochotę zabawić się odrobinę, spędzić miło czas i spróbować „białego” mięska.

Kilka z nich starało się zyskać coś więcej niż tylko obietnicę kolejnego spotkania, wymiany numerów telefonicznych, mailów, pozostałe zdawały sobie sprawę, że jest to tylko jednodniowa znajomość zakończona seksem, do której nie przywiązywały zbyt wielkiej wagi.

Pewnie kilka z nich miało nawet narzeczonego, mimo to z ochotą rozkładały swoje nogi lub inaczej – z przyjemnością zdobywały białego mężczyznę.

Ten efekt łatwo można tłumaczyć wielką konkurencją. Wiele przyjaciółek opowiada, jak to spotkały fajnego, zagranicznego turystę, jak to romantycznie jadły z nim kolację, a po tym jak przyjemnie było być pompowaną przez wielkiego białego penisa. Każda z nich na pewno zna również inne historie, jak to turysta zakochał się i została jego dziewczyną z Indonezji, a może nawet ożenił się z nią i zabrał ją do innego kraju. Takie opowieści powodują dużą łatwość w nawiązywaniu kontaktów z panienkami i ochotę na to, aby wykorzystać swoje pięć minut – bo w kolejce stoi kilkadziesiąt innych dziewczyn, marzących o poznaniu bule, a on przecież wybrał nas.


Jednego razu poznałem w kawiarni sympatyczną dziewczynę i zaproponowałem jej spotkanie wieczorem. Było bardzo miło, uśmiechnięta dziewczyna zjadła ze mną kolację, pospacerowaliśmy odrobinę, wymieniliśmy kilka drobnych czułości, w tym namiętny pocałunek. Ale na moją propozycję pójścia do hotelowego pokoju odpowiadała negatywnie. W końcu pożegnałem ją czule, wsiadłem do taksówki i pojechałem do klubu „Station”, gdzie znalazłem ładną dziewczynę, gotową spędzić ze mną noc.

Następnego dnia moje wstydliwe dziewczę dzwoni do mnie i pyta, kiedy się spotkamy. Moja odpowiedź brzmiała prosto:

– Przepraszam, ale po naszej randce spotkałem wieczorem bardzo interesującą dziewczynę i jestem już zajęty.

Mam pewność, że następnym razem, gdy umówi się z jakimś bule na spotkanie, sama szybko zaproponuje mu pójście do jego hotelu, nawet bez wystawnej kolacji. Konkurencja sprawia, że dziewczyny szybko ściągają swoją bieliznę, starają się w łóżku, aby zaimponować nam, obcokrajowcom. Wielu seksturystów z tego korzysta. No, powiedzmy, że czasem korzyść jest obopólna. Mój znajomy Balijczyk, młody chłopak, ma trzy dziewczyny z którymi śpi i każdego weekendu podrywa nową na dyskotece. Te trzy, chociaż wiedzą o sobie, nie mają nic przeciwko temu, mają nadzieję, że to którąś z nich wybierze na żonę. Szczególnie, że pochodzi z dość dobrej rodziny. Żyć nie umierać. Ale to Balijczyk, a tam, choć nie uprawiają oni seksu na ulicy, mają dość luźne podejście do niego, gdyż w ich religii i kulturze seks nadal jest życiem, a nie grzechem.


Innym razem spotkałem w jednym z klubów dziewczynę, z którą miałem seks poprzedniej nocy. Spędzałem właśnie czas z dwoma innymi, zastanawiając się, którą z nich zabrać na noc do hotelu albo też jak namówić je, aby poszły do niego ze mną razem. Dziewczyna, zamiast awantury (tak postąpiłyby chyba Europejki), pozdrowiła mnie i wykonała gest w stylu „call me”. Nie miała nic przeciwko temu, że bawiłem się z innymi, mimo że na swoim ciele nadal czuła gorąco moich porannych pocałunków, wciąż jednak delikatnie przypominała się, że jest gotowa spotkać się ze mną ponownie.

Mój przyjaciel mówi: „Świat jest pełen drapieżców, jeśli nie ten, to inny, jeśli nie ta, to inna, zawsze się znajdzie ktoś chętny wysłuchać litanii naszych modlitw i spędzi z nami czas, modląc się do bogów seksu”.

Powiązane wpisy:

Dolly – strefa tolerancji prostytucji, cz.1 (fragment rozdziału)

Współczesna cywilizacja i kultura w niespotykany dotąd sposób opierają się na książkach i filmach, które pozwalają nam na przeżywanie fikcyjnego życia innych ludzi. Nawet nasze prywatne marzenia są najczęściej kreowane przez literaturę albo film. Historie w nich opowiadane stały się nieodłącznym elementem naszej rzeczywistości, tak potrzebnym jak filiżanka kawy rano. Podobnie działa płatny seks.


W czasie gdy oglądamy film, utożsamiamy się z bohaterem i przeżywamy jego rozterki, problemy czy fantastyczne przygody. W czasie czytania książki, na czas lektury wchodzimy w naszej wyobraźni do innego świata. Nie zawsze musi nam się on podobać, ale staramy się go zrozumieć. Z seksem jest tak samo. Płacimy za doznania, które nam daje, za chwilę ulgi, za możliwość obcowania z drugą osobą, za magię i spełnienie – będące jak ostatnia kartka książki, czy napis „The End” w filmie.

Często mówię, że światem obecnie rządzą emocje. Ludzie wspinają się na wysokie szczyty gór albo drapacze chmur, skaczą z bungee albo ze spadochronem, ścigają się samochodami, motorami, samolotami, łodziami… Robią to dla napływu adrenaliny, która wydaje się być ich narkotykiem. Dla mnie i innych podobnych liczą się nagłe skoki testosteronu, a dokładniej – wydalanie go w najprzyjemniejszej tego formie.

Surabaya jest wielkim miastem portowym, w którym przeładowuje się towary, dostarczane z Jawy i kilkudziesięciu sąsiednich wysp. Jak wieść niesie: gdzie jest port, tam są marynarze, a gdzie są marynarze, tam i muszą być dziewczyny z biznesu.

Najsłynniejszym miejscem w mieście jest dzielnica czerwonych latarni – Dolly, założona jeszcze za czasów kolonializmu holenderskiego, przez holenderkę Dolly van der Mart. Dolly jest uważany za największy kompleks burdelowy w południowo-wschodniej Azji. Mimo że w Indonezji prostytucja jest zakazana, dzielnica Dolly cieszy się specjalnym przywilejem – to Strefa Tolerancji Prostytucji (Prostitition Tolerance Zone).

Każdego wieczoru ulica czerwonych latarni wypełnia się ludźmi pracującymi w biznesie. W małych, dobrze oświetlonych na czerwono sklepikach, na fotelach siedzą dziewczyny oczekujące na klientów. Rozpiętość cen – od dziesięciu dolarów w górę – wszystko zależy od wyglądu dziewczyn, rodzaju usług i umiejętności negocjacyjnych.


Przez ostatnie kilkanaście lat dzielnica ta zaczęła delikatnie podupadać z powodu dużego ryzyka zarażenia się chorobą AIDS, dziewczyny nie lubią używać prezerwatyw, a ich badania lekarskie odbywały się od święta, często zupełnie przez nie ignorowane.

Mimo to dzielnica ta od lat słynie na całym świecie szczególnie z liczby pracujących tam piętnastu tysięcy dziewczyn (skromnie licząc, obrobienie takiej ilości zajęłoby mi koło sześciu lat, ze średnią siedmiu dziewczyn dziennie, a nie licząc kosztów jedzenia, picia, hotelu, na same dziewczyny musiałbym stracić ponad milion dolarów). Ta liczba mówi sama za siebie.

Od kilku lat rząd próbuje zmniejszyć zatrudnienie w Dolly, ograniczając ilość pracujących w niej dziewczyn oraz wymusza większą nad nimi kontrolę lekarską. Dzisiaj ryzyko złapania w Dolly AIDS wciąż istnieje, mimo że większość dziewczyn dokonuje rutynowych badań lekarskich.


Co ważne, to zakup na własną rękę paczki prezerwatyw – mimo ryzyka, często dziewczyny zgadzają się na seks bez zabezpieczeń, mając wręcz wrodzoną  niechęć do gumowych nakładek. cdn

Powiązane wpisy:

Sali i Jule

 

Klęcząca Jule pochyla się między moimi nogami i bierze czule do buzi mojego członka, który wypełnia dokładnie jej całe usta. Ssie go energicznie.

Sali, jeszcze mokra, bo prosto spod prysznica, kładzie się z boku – moja dłoń wędruje po jej ciele. Opuszkami palców dotykam jej krągłości, jeżdżę wokół zarysów wypukłości drobnych, lecz pełnych piersi. Zakreślam spokojne łuki tam i z powrotem, chwilami zjeżdżam na uda, starając się jeszcze nie dotykać bardziej intymnych miejsc. Podobnie pieszczę sutki jej piersi. Wodzę palcami wokół, czasem przypadkowo zahaczając o nie – ale nigdy nie zatrzymując się na dłużej. To mój spektakl, mój dzień, mój plan.


Drugą ręką gładzę piersi Jule, podczas gdy ona ssie mojego penisa, trzymając moje jądra w swojej małej dłoni. Po kilku minutach moje pieszczoty stają się bardziej nachalne, obsypuję nimi sutki Sali i jej cipkę, która mimo to ciągle jest sucha. Uspokajam się myślą, że Azjatki z południa nie oddają zbyt wiele wilgoci; mało się pocą w tropikalnym klimacie, a ich szparki, mimo że już podniecone, nie ociekają wilgocią jak u białych kobiet.

Mój penis stoi w pełni wyprężony niczym żołnierz na musztrze. Popycham Jule w dół, przerywając jej fellatio; kładę ją na wznak wzdłuż leżącej drugiej dziewczyny. Sam przyklękam miedzy nimi i na przemian pieszczę dłońmi ich łona i piersi.

Po kilku minutach pieszczot pozwalam Jule założyć mi prezerwatywę i rozchylam nogi Sali; ma ładną muszelkę, pokrytą gąszczem ciemnych włosów łonowych. Nie wchodzę w nią od razu. Głaszczę najpierw jej piersi i szyję, równocześnie naciskając penisem na jej clitoris. Łagodnie ocieram się, aż Sali syczy lekko z podniecenia. Podoba jej się, chociaż jest wyraźnie zdziwiona, że jeszcze w nią nie wszedłem. Lubię się drażnić, lubię czuć ich podniecenie, ich oczekiwanie, ich pragnienie, żebym już był w środku. Lubię, gdy zapominają o płynącym czasie, o kolejnych klientach i całą uwagę skupiają tylko na jednym: przyjemności, którą im daję.

Dziewczyny szybko zauważają, że jestem trochę inny od większości klientów.


Powiązane wpisy:

Randki

Na jednym z portali randkowych byłem zasypywany ofertami zawarcia znajomości z osiemnastoletnimi dziewczętami, które akceptowały partnerów aż do sześćdziesiątego piątego roku włącznie.

Internet stworzył gorącą linię, w czasie której można je poznać, poczatować, obejrzeć na kamerze video, zapisać numer telefonu, a w końcu wybrać się na dwa tygodnie wakacji, wcześniej planując spotkania z kilkunastoma pretendentkami na nasze (domniemane) życiowe partnerki – lub po prostu skorzystać z darmowych próbek, czyli możliwości sprawdzenia nowego modelu „samochodu”, zanim się na niego zdecydujemy.

To również seksturyzm.


Lecąc samolotem do Manili, spotkałem kilkunastu mężczyzn, co do których jestem pewien, że wybrali się, by skonsumować swoje internetowe randki.

Dziewczyny nie mają nic przeciwko temu, że spotykasz się każdego dnia z inną, w końcu działa to podobnie, jak sprzedaż nowego samochodu.

Robisz jazdę próbną każdego auta, aby w końcu wybrać ten model, który ma największe zalety: najlepiej się prowadzi, jest najszybszy, najwygodniejszy i ma te wszystkie cechy, których pragnie konkretny nabywca.

To, że większość tych panów dalej będzie szukać swojego wymarzonego „pojazdu”, może w Chinach, może w Tajlandii, Kambodży, Indonezji – to już inna bajka, ważne jest, że przyleciał obcokrajowiec i dzięki temu wiele dziewczyn ma szansę zaprezentować siebie jako „produkt”, tak że może klient zakocha się w niej, ożeni i wyrwie z szarej egzystencji, którą wiodła do tej pory. A takim wymarzonym rajem dla wielu z nich jest Ameryka i Europa, gdzie życie, ukazane w kolorowych czasopismach, musi być przecież przepiękne.

Sam poznałem smak emigracji i wiem, że z biegiem lat świat filmowych neonów i zachodnich kolorowych czasopism szybko nabiera szarości, a trzymający się nadziei na lepsze życie, emigrant zbyt koncentruje się na zarabianiu pieniędzy, zamiast cieszyć się wolnym czasem i czerpać przyjemności z życia, dla poprawy którego przecież przybył do tego wymarzonego kraju.

Niestety wiele z tych dziewcząt o tym nie wie, a i tak dla ich pewnej liczby nawet siwy dziadek jest lepszą alternatywą niż to, co daje im ich kraj, w którym niewiele osiągną bez możliwości opłacenia edukacji, a co za tym idzie – znalezienia pracy, którą mogłyby wykonywać, aby zapewnić sobie jakikolwiek standard życia.

Z tego powodu obie strony uprawiają pewien rodzaj wędkarstwa: seksturyści szukają wrażeń, a dziewczyny partnerów na całe życie – jeśli coś się złapie na haczyk i nie zerwie, każde z nich będzie miało z tego pożytek. Tym bardziej, że w tym wypadku konsumpcja jest obustronna.

Powiązane wpisy:

Królik i ja

Ujeżdżając na zmianę moje trzy dziewczyny, wpadam w seksualny szał posiadania ich dziurek. Co chwilę wymyślam zmianę pozycji. Najpierw układam je na plecach obok siebie i ponownie ujeżdżam na zmianę. Potem proszę, żeby położyły się na sobie, jak naleśniki – ale niestety, z racji ciężaru tylko dwie mogą to zrobić bez problemu.

Citra jako najwyższa staje okrakiem nad nimi. Penetruję Sorayę leżącą na dole, powyżej mam cipkę Desi, cipka Citry natomiast znajduje się na wysokości moich piersi. Dosiadam je, co chwilę zmieniając i pieprzę z energią zajączka z reklamy znanych baterii.

 


Powiązane wpisy:

Siostry miłosierdzia

Zawsze – powtarzam – zawsze, ale to zawsze mam do nich szacunek, nigdy pogardę – mimo świadomości setek zaplamionych członków, penetrujących ich ciała. Szanuję je za ciężką pracę, za możliwość, którą dają tysiącom zdesperowanych mężczyzn, płacących za seks z nimi.


 

Jak w piosence Leonarda Cohena, są siostrami miłosierdzia dla odrzuconych przez żony mężów, dla pogardzanych przez kolegów nieudaczników, nie potrafiących znaleźć sobie dziewczyny, dla sfrustrowanych menadżerów, pracowników, którym szef udzielił ostatnio nagany, dla dziadków wspominających stare czasy, prawiczków bojących się pierwszego razu, dla pijanych facetów, chcących się zabawić, dla zrozpaczonych i złaknionych oraz dla turystów takich jak ja, chcących poznać inne kraje poprzez rozebranie Mona Lizy z ciuszków, aby w głębi jej ciała odkryć tajemnicę jej uśmiechu.

Powiązane wpisy:

Seks i turysta

Kieruję się do klubowego wejścia. Dwóch, stojących na bramce ochroniarzy, sprawdza dokładnie moją podróżną torbę. Nie ma w niej wiele. Telefon, podróżny portfel, latarka czołówka, z którą nie roztaję się nigdy w czasie moich podróży, paczka papierosów i zapalniczka.

Muzyka wewnątrz klubu uderza mnie jak podmuch wiatru. W środku, w półmroku rozświetlanym kolorowymi światłami stroboskopowymi, przebywa kilkaset osób. Tuż przy wejściu wpadam na śliczną, nagą dziewczynę. Ogląda mnie przelotnie wzrokiem i odchodzi, zmysłowo kręcąc szczupłymi biodrami, okrytymi zaledwie krótką spódniczką, spod której wyraźnie widać jej bieliznę. Nie różni się zbytnio od innych dziewcząt w tym lokalu.

To świat podziemny Dżakarty, ukryty dla oczu normalnego mieszkańca. To mekka dla wielu podobnych do mnie odkrywców, do której odbywamy pielgrzymki z różnych krajów świata, aby sprawdzić się, zyskać odrobinę relaksu w monotonii życia, a może udowodnić coś samemu sobie bądź odkryć coś nowego?

W świecie i w czasie, w którym żyjemy, gdzie cała Ziemia została już dokładnie pomierzona, sfotografowana i skatalogowana – nie zostaje wiele do odkrycia. Współcześni Kolumbowie – żądni nowych przygód i wrażeń, są niczym mucha w butelce, obijają się o szklane ściany, widząc przez nie zamglony obraz świata. Każde przemierzanie tych samych szlaków jest niczym podróżowanie pospiesznym pociągiem. W oknie widać przemykający krajobraz, który nie wydaje się już tak interesujący, oglądany wcześniej dziesiątki razy na zdjęciach czy filmach.

Ja i mnie podobni – jesteśmy innego rodzaju odkrywcami. Nie robimy tego dla zdjęć, filmów czy katalogów. Nie robimy tego po to, aby opowiadać historię znajomym, posiłkując się zdjęciami i dokumentacją osób, które poznaliśmy. Odkrywamy dla samych siebie, dla przeżyć i wrażeń, których doświadczamy, dla dreszczyku podniecenia, zaangażowania – dla motyli, które również odczuwamy, ale – w odróżnieniu od kobiet – w innym miejscu niż w brzuchu. Jesteśmy kolumbami niezbadanych bliźniaczych wzgórz, Magellanami nieopisanych dotąd jaskiń i tuneli, smakoszami piękna i degustatorami wrażeń i zapachów.

Dla rzeszy kobiet jesteśmy tą gorszą połową mężczyzn, którzy są nie tylko ojcami, mężami, opiekunami, przyjaciółmi, lecz także samcami z wielkim popędem płciowym, pchającym ich do coraz to nowszych podbojów seksualnych. Dla tych wyemancypowanych kobiet jesteśmy dzikimi zwierzętami, buntownikami, których nie da się okiełznać czułymi obietnicami wiecznie trwającej miłości. W dodatku musimy się ukrywać, gdyż większość społeczeństwa – mimo ukrytej fascynacji osobami takimi jak ja – ocenia nas i sprowadza do rodzaju chorych osobników, stawiając na równi z gwałcicielami i pedofilami różnego typu.

Dla nas samych jest to dużo prostsze. Są turyści pragnący odpoczywać i robić sobie zdjęcia pod piramidą Cheopsa, są też tacy, którzy chcą uprawiać miłość w jej cieniu. Najlepiej z dwoma ładnymi Egipcjankami. To my.

Jesteśmy seksturystami.

 

Powiązane wpisy:

 

 Strona 9 z 9  « Pierwsza  ... « 5  6  7  8  9