piątek Lipiec 21st 2017
reklamabanerustac.gif

Najstarsza Biblia świata (cz.1)

Obudził mnie natarczywy głos dzwoniącego telefonu. Zapaliłem lampkę nocną, spojrzałem na wyświetlacz zegarka. Trzecia w nocy.

- Kto o tej porze dzwoni do mnie? – myślałem. Obok spała jakaś kobieta. Zacząłem przypominać sobie poprzedni wieczór: jakaś galeria, restauracja i w końcu trafiliśmy do mojego mieszkania. Spałem pewnie z godzinę, sądząc po dość wymiętej pościeli na łóżku. Dzwonek rozbrzmiewał coraz natarczywiej, wysunąłem się z objęć dziewczyny, wstałem z łóżka i podszedłem do stolika, na którym leżał telefon.

- Aloo – mój głos zabrzmiał chrapliwie. Nadal uśpione sennym relaksem mięśnie z trudem potrafiły wyartykułować właściwe fonetycznie sylaby.

- Adam? – zapytał głos w słuchawce, po którym rozpoznałem mojego przyjaciela Aleksa – W końcu odebrałeś. Dzwonię już chyba dziesiąty raz. Mam coś, muszę ci to pokazać. Przyjedź do mnie jak najszybciej!

- Aleks? Jest trzecia nad ranem. Śpię na stojąco, a w łóżku mam piękną kobietę. Jeśli wszystko z tobą w porządku, żyjesz, nie miałeś wypadku, nie wisisz na wysokości 40 piętra, daj mi się wyspać i zadzwoń po południu – odpowiedziałem zaspany, siląc się na odrobinę sarkastycznego dowcipu.

- O, no tak, przepraszam – zmieszał  się na chwilę – zapomniałem, że już jest tak późno, ale musisz to zobaczyć. To zmienia WSZYSTKO!!! To jak, jak… – przez chwilę szukał odpowiedniego słowa – jak odkrycie Kopernika. Jak odkrycie Ameryki. To.. -

- Aleks, nawet Kolumb spał nocą, a gdyby miał w łóżku taką dziewczynę, jaka leży teraz u mnie, to po Ameryce do dziś by hasały stada bizonów i półnagich Indian. Chłopie, co cię opętało dzwonić o tej porze? Nie znasz mnie? Jak śpię albo jestem z jakąś dziewczyną, na drzwiach mam wywieszoną kartkę: „nie przeszkadzać, w razie pożaru albo powodzi, przenieść w bezpieczne miejsce”. Zrozumiałeś?!

- Ale to zmienia wszystko! – rozpaczliwie krzyknął Aleks, przygnieciony moimi argumentami – To jest ważniejsze niż sen, albo jakaś dziewczyna!

-  Dobra, dobra stary – przerwałem mu prawie wypuszczając słuchawkę telefonu ze zrelaksowanej, nadal pragnącej snu dłoni – Daj mi kwadrans, ogarnę się i przyjadę do ciebie – Wiedziałem, że Aleks nie odpuści. Nie pierwszy to raz kiedy budził mnie w środku nocy i pewnie nie ostatni, z drugiej strony, po to ma się przyjaciół, aby móc się z nimi podzielić własną ekscytacją. Tylko dlaczego w jego wypadku  zawsze musi  to robić o trzeciej nad ranem, kiedy śpię w łóżku z bardzo atrakcyjną kobietą.

Powlokłem się do łazienki, po drodze nastawiłem ekspres ciśnieniowy. Po chłodnym prysznicu, duszkiem wychyliłem filiżankę espresso i napisałem kartkę z przeprosinami dla dziewczyny, adresując ją bezosobowo – „Myszko”. Nadal za nic nie mogłem sobie przypomnieć jej imienia, ale pamiętałem, że piszczała jak myszka, w czasie naszych erotycznych zabaw. Wsiadłem do samochodu i pojechałem do Aleksa. Stał już w drzwiach, czekając na mnie.

Jego małe, dwupokojowe mieszkanie zawalone było książkami. Odziedziczył je po ojcu. Poza ogromnym zbiorem książek, wśród których znajdowało się wiele zabytkowych i cennych woluminów, odziedziczył również pasję swojego ojca – kolekcjonowania książek, a szczególnie bardzo rzadkich tytułów. Mieszkanie było tak zawalone książkami, że czasem trudno było się w nim poruszać. Tak dla zabawy, jako handlowiec, starałem się kiedyś wycenić jego księgozbiór i wyszło mi kilka milionów złotych. Aleks teoretycznie był milionerem, praktycznie bałaganiarzem, w jego mieszkaniu trudniej było znaleźć porządne krzesło, niż pierwsze paryskie wydanie „Dziadów” Mickiewicza z 1834 roku. Między innymi dlatego był moim najlepszym przyjacielem, już od czasów dziecięcych łączyła nas pasja czytania książek i szukania w nich ciekawych historii z przeszłości. Choć dla mnie było to tylko jedno z wielu hobby, Aleksa książki wciągnęły zupełnie.

- Mam nadzieje, że to coś ważnego. Ooo, tego mi trzeba – spojrzałem na szklany dzbanek świeżo zaparzonej kawy, leżący na dębowej ławie. Nalałem do pełna kubek i pociągnąłem sporego łyka.

- Zamieniam się w słuch – powiedziałem.

Aleks był zawsze podekscytowany, kiedy chwalił mi się jakie to tym razem unikatowe dzieło udało mu się znaleźć w antykwariacie lub na Allegro. Tym razem to było coś więcej niż zwykła ekscytacja, prawie płonął.

- Pamiętasz tę książkę z 1877 roku o sumeryjskim piśmie, napisaną przez żydowskiego lingwinistę, Isaaka Katznera? – spytał.

- Nie, nie bardzo – Aleks takich książek miał pewnie kilkadziesiąt, tylko kilka z nich oglądałem pobieżnie, a zresztą nakład ówczesnych publikacji naukowych był bardzo skromny. Choć sumeryjskie historie zawsze lubiłem.

- Isaak był jednym z najbardziej znanych badaczy egipskiego języka w XIX wieku. Napisał tę książkę, opisując znalezisko odkryte w starym grobowcu w Zachodnich Tebach, przez naszego hrabiego Tyszkiewicza.

 

No tak słynny hrabia Michał Tyszkiewicz był mi dobrze znaną postacią. Zapalony myśliwy, podróżnik, filantrop, kolekcjoner, bogacz spędzający swój czas na przyjemnościach życia, w czasie jednego z wyjazdów zafascynował się odkryciami archeologicznymi i zaczął je studiować. Organizował kilkanaście wypraw archeologicznych, głównie do Egiptu, w czasie których zgromadził wiele cennych znalezisk. Za czasów kiedy żył, posiadał najbogatszą, prywatną kolekcję archeologiczną na świecie. Niestety część tego niesamowitego zbioru wysprzedał w Europie, porozdawał, twierdząc, że w Polsce za czasów rozbiorów taka kolekcja zaginęłaby lub też zostałaby rozkradziona. W tym wypadku miał pewnie proroczą rację. Niemniej to Tyszkiewicz otrzymał miano polskiego nestora archeologii. Nikt przed nim i nikt po nim nie zebrał już tak wielkiej kolekcji.

- Tyszkiewicz i sumeryjskie tabliczki? Z tego co pamiętam, „Tyszek” polował w Afryce na zwierzęta, a w Egipcie i Nubii kopał w poszukiwaniu starożytnych dzieł sztuki. Miejsce starożytnej Sumerii to okolice Iraku, prawie tysiąc kilometrów na północny wschód. Skąd się tam wziął nasz hrabia?

- Tyszek nigdy nie prowadził wykopalisk archeologicznych w Iraku. Dzięki wrodzonemu talentowi i bogactwu, udało mu się uzyskać zgodę ówczesnego króla Egiptu – Saida Bashy, na prowadzenie wykopalisk na terenie całego kraju. Nikt z ówczesnej Europy nie uzyskał wówczas takiego pozwolenia. Wszystkie prace archeologiczne odbywały się pod ostrym nadzorem komisji, mającej na celu ochranianie rozkradania starożytnych zabytków. Tyszek natomiast legalnie plądrował stare grobowce w Karnaku, w Tebach Północnych. Tam właśnie, w jednym ze starożytnych grobowców, oprócz dobrze zachowanych mumii, znalazł zaplombowany dzban liturgiczny, a w nim – ku jego zdumieniu, doskonale zachowane gliniane tabliczki z pismem klinowym. Przesłał znalezisko do Isaaka w celu jego przetłumaczenia. Katzner był wówczas szanowanym  w Europie badaczem zapomnianych języków i tłumaczem. Po otrzymaniu przesyłki, odpisał Tyszkiewiczowi, że to nie jest ani pismo egipskie, ani akadyjskie, tylko sumeryjskie. Czyli gliniane tabliczki mogą mieć nawet 5000 tysięcy lat, są starsze od wielu egipskich znalezisk prawie 1000 lat! Hrabiego Tyszkiewicza ta informacja nie zainteresowała za bardzo, ponieważ bardziej interesował się Egiptem, niż mało znaną wówczas, zapomnianą Sumerią. Jego zainteresowanie wzrosło dopiero po przesłaniu mu pierwszych zdawkowych tłumaczeń. Znalezione przez niego tabliczki opisywały historię stworzenia świata, bardzo podobną do biblijnych zapisów.

 

- Skąd żydowski opis powstania świata wziąłby się w Sumerii?- zapytałem.

- Pierwsze księgi świętych, judaistycznych pism zostały napisane w czasach niewoli egipskiej narodu wybranego. Dzisiaj naukowcy twierdzą, że to Mojżesz napisał przynajmniej pierwsze księgi Starego Testamentu. Posiłkował się przy tym krążącymi wokół izraelitów legendami oraz zapisami na egipskich, akadyjskich i sumeryjskich księgach, glinianych tabliczkach. Większość chrześcijan traktuje Pismo Święte jako pierwszą, napisaną przez ludzi. księgę zasad i moralności, czy też legend o stworzeniu świata. Ale tak nie jest. Dziś odnajduje się dziesiątki fragmentów akadyjskich i sumeryjskich ksiąg, a większość z nich przedstawia nie tylko sporo starszych legend i opowieści, ale również starożytne prawa, czy też zwykłe opisy ówczesnego świata i ludzi. A nawet rachunki domowe.

- Domyślam się, że te zapiski, to pismo klinowe, używane przez Sumerów lub cywilizację akadyjczyków, którzy przejęli od Sumerów sporo rzeczy, między innymi klinowe pismom, zapisywane na glinianych tabliczkach. Egipcjanie z kolei zaadaptowali akadyjskie pismo klinowe na swoje potrzeby, po jakimś czasie tworząc z niego własne – hieroglify?

- Dokładnie. Dlatego Tyszek wrócił do Egiptu z kolejną wyprawą, dzięki której chciał wyjaśnić skąd sumeryjskie tabliczki wzięły się w domu Egipcjanina.

- Kim był Egipcjanin?

- Należał do kasty rządzącej. Był nadzorcą niewolników u jednego z ówcześnie rządzących faraonów. Interesowały go tylko liczby. Dzban, który znaleziono w jego grobowcu, był zaplombowany. Wydaje się, że ktoś postawił go w nim w konkretnym celu, wiedział co znajduje się w środku i znał treść lub też wartość zapisanych glinianych tabliczek.

- Dobra. Jakiś egipski bogacz, pełniący przez całe życie rolę nadwornego ekonoma i poganiacza niewolników na dworze jednego z faraonów, wchodzi w posiadanie kilku historycznych książek, napisanych za czasów, kiedy Egipt był tylko małą wioską. Po co kazał umieścić je w swoim grobowcu? Żeby nie nudzić się w zaświatach? Żeby, dla urozmaicenia, gdy zrobią mu się odleżyny, zapalić oliwną lampkę i zająć się studiowaniem lektury?

- No właśnie. Egipski pochówek wymagał przygotowania ciała zmarłego do przejścia w zaświaty. Kapłani mumifikowali ciało, po czym składano je w starannie zabezpieczonych grobowcach. Razem z nim w  grobowcu umieszczano całe mnóstwo przydatnych dla zmarłego przedmiotów, które miały pomóc mu w innym świecie. Jeśli dzban z tabliczkami został z nim pochowany, oznacza to tylko jedno. Potrzebował go na drugim świecie albo był skarbem, albo był czymś bardzo użytecznym. Aby to sprawdzić, Tyszkiewicz po raz kolejny udał się do Egiptu – odparł Aleks.

- Co było na tabliczkach? – spytałem.

- Isaak spędził sporo czasu na odczytywaniu ich zapisu. Tym bardziej, że nie było jeszcze nikogo na świecie, kto umiałby pisać lub czytać tego rodzaju pismo. Dopiero po Napoleońskiej wyprawie do Egiptu, przyszła moda na egiptologię, sporo europejskich naukowców parało się łamaniem kodu hieroglifów pisma egipskiego. Ale pismo to w niczym już nie przypominało, starszego od niego, pisma klinowego. Nie było łatwo złamać taki kod, sumeryjskie pismo klinowe często tworzyło słowa dodatkowe przesz dodanie zwykłej kreski w napisie, co zmieniało właściwy sens całego tekstu. Niektóre tabliczki miały na sobie widoczne widmo kilku tysięcy lat, rysy, pęknięcia. Na dodatek tabliczki sumeryjskie często również kopiowano, a pismo klinowe miało duży minus, wystarczało czasem jedno niezdarne nacięcie w miękkiej glinie i sens zapisanej kopii zmieniał znaczenie.

- To nic nowego – odpowiedziałem, sam zdając sobie sprawę, jak często kopiowanie potrafi zmienić zawartość oryginału – częste kopiowanie zmienia tekst, do dziś w wielu starych księgach wyraźnie widać różnice, kiedy porównuje się ich oryginały z kilku różnych źródeł językowych. Biblia jest tego najlepszym przykładem. A jej pierwowzór – judaistyczna Tora, była tak wiele razy błędnie kopiowana, że Żydzi stworzyli specjalny zakon kopistów, których zadaniem było pilnować, aby kopia była identyczna z oryginałem. Czasem jakiś dowcipny kopista chciał podpisać się pod kopią, zmieniając lub nawet dodając zupełnie nowy wers. Stare pisma są pełne błędów i przeinaczeń nabytych  przez wieki w czasie kopiowania ksiąg. Wynalezienie ruchomej czcionki przez Gutenberga w XV wieku, poprawiło jakość kopiowanych książek, ale nawet wówczas pojawiało się sporo błędów, zrzucanych żartobliwie na karb chochlików drukarskich. Dopiero w czasach kiedy rozpowszechniła się fotografia, można było zrobić fotokopie oryginału, nie popełniając ani jednego błędu.

- I to właśnie zauważył Isaak.  Część tekstu zapisanego na glinianych tabliczkach, dotyczyła historii zapisanych w Biblii i innych judaistycznych księgach, ale już po pierwszej lekturze Isaak zdumiał się różnicami, jakie w nich odnalazł. Nie tylko niektóre z nich nie pokrywały się z ich starszą wersją, ale wręcz zyskiwały zupełnie inne znaczenie. Isaak był starym żydem, który od najmłodszych lat studiował święte księgi żydów – Torę i Talmud. Odkrył, że słowa zapisane w nich, różniły się znacząco od wersji zachowanej na sumeryjskich tabliczkach.

Dopiero teraz zdobył pełnię mojego zainteresowania.

cdn.

Gdybym był kobietą

Nie jestem kobietą i mogę tylko domyślać się, jak funkcjonuje kobiecy mózg, używając do tego bardzo nieadekwatnych wzorów – mózgu męskiego. A jak wiadomo, nie ma nic bardziej błędnego, niż opisywać koło, używając do tego wzoru trójkąta lub też na odwrót.

Wokół nas tysiące zdrad, długoletnie związki rozpadają się, a dzieci, czasem z czterech różnych rodzin, wychowują się razem. Główny powód rozpadu związków? Zdrady.

Nie wiadomo kto więcej zdradza – mężczyźni czy też kobiety. Jakakolwiek analiza tego jest zupełnie zbyteczna, od dawna wiadomo, że my -mężczyźni – lubimy chwalić się podbojami, a kobiety wolą trzymać je w głębokiej tajemnicy. A co do ilości podbojów i zdrad – postawiłbym znak równania. Wnioskuję to z prostej logiki. Do tanga zawsze trzeba dwojga.

 

Zdrada jest czymś co nas podnieca i mierzi. Potrafimy snuć fantazje, że ta Pani lub Pan stojąca/y właśnie w kolejce do banku, nagle odwróci się i nasze przypadkowe spotkanie doprowadzi do romantycznej kolacji – kończącej się w łóżku. Jednocześnie na myśl, że nasza połówka może też mieć takie fantazje lub też mogą im się one urzeczywistnić, stroszymy sierść, robimy się podejrzliwi i zazdrośni.

Niemniej nic nadal nie robimy w tym kierunku, aby to niebezpieczeństwo zminimalizować.

Ja, gdybym był kobietą, dokładnie wiedziałbym co zrobić, aby mój facet nigdy nawet nie spojrzał na inne kobiety.

Sposób pierwszy i podstawowy:

Na zmęczenie.

Mój przyjaciel ma parę znajomych. Znają się już kupę lat. Żona jego znajomego stosuje starą, babciną zasadę: z pustej konewki żadnego pożaru nie ugasisz. Na przyjęciu, na weselu, na urodzinach, na pogrzebie – jak tylko zobaczy swojego faceta strojącego minki do innych kobiet, woła go na chwilę, pędzi z nim do łazienki lub samochodu i bawi się w sapera, rozminowując zagrożenie jakie dla niej stanowi. Chłop, czy chce czy nie, musi poddać się tej czynności, a po wszystkim – to mu nawet ochota przechodzi tańczyć z innymi kobietami. Z tego co czasem opowiada, to ma tak od zawsze, przed wyjściem do pracy, przed wyjściem na piwo z kumplami, przed czymkolwiek gdzie mogła by mu się przydarzyć jakaś przygoda z nieznajomą. Czasem nawet przed wyjściem na spacer z dzieckiem, bo w parku sporo innych mamusiek, zawsze liczebnie przewyższających parkowych tatusiów.

Czy buzią, czy rączką, czy tradycyjnie – stres musi być rozładowany, a chłop jak to chłop – nie protestuje, według równie innej starej zasady – lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu. Samemu śmiać mi się z tego chce, ale z drugiej strony, to ta para już prawie wychowała dzieci, dalej są razem, a metoda naszych babć, w ich wypadku – sprawdza się na pewno.

Sposób drugi i niestandardowy:

Na urozmaicenie.

Kolejną najczęstszą przyczyną spoglądania naszych panów na inne panie – jest znudzenie i monotonia. Wina zawsze leży po obu stronach, ale…?

Na początku naszych związków Panie potrafią flirtować z nami z wrodzoną umiejętnością Wenery. Żonglują naszymi uczuciami, prowokując naszą wyobraźnię, powstrzymując nas, obiecując, kusząc. Później tracą tym wszystkim zainteresowanie. A przecież można nadal kontynuować tego typu żonglerkę, przez cały czas. Może ci dam, może nie. Seks w parku, w windzie, w publicznej łazience, w samochodzie, w czasie imprezy urodzinowej. Seksualne kuszenie. Spontaniczność. Nie kończące się prowokowanie. To coś, co nas facetów kręci i wzbudza nasze pragnienie. Automatycznie podejmiemy grę, adorując was podobnie jak na początku naszego związku.

Gdybym był kobietą i … brakowałoby mi kwiatów – proste, za każdy bukiet niespodzianka seksualna. Kolacji w restauracji? Weź mnie do niej, a w czasie jedzenia znikniemy na chwilę, zobaczyć jak wygląda łazienka albo moja noga będzie wędrowała w okolicy twojego rozporka, rozpalając. Spaceru? Nie ma nic lepszego niż romantyczny spacer na łonie przyrody i szybki seks pod drzewem. Wyjazd na wakacje? Każdego dnia – niezapomniany seks trzy razy dziennie. Co najmniej. Seksowne ciuszki, erotyczny taniec, erotyczne zabawy, seksualne masaże i cokolwiek, co już wiedziałbym, że rozpala mojego partnera.

Jeśli brakuje wam kwiatów, spacerów, kina, restauracji, wakacji – zastosujcie podobną metodę, a już wkrótce zaczniecie narzekać na ich nadmiar. Do serce faceta – wchodzi się przez rozporek.

I zmiana, ciągła zmiana.

Na jego zły humor – coś co rozgrzeje go i rozpali. Nie ma takiego heteroseksualnego faceta, który nie zacznie reagować na konsekwentne zaczepki swojej kobiety. Seksowna bielizna, taniec, prowokacja przez cały dzień, w czasie spotkań, rozmów telefonicznych, krótkie SMS-y z pracy: „jestem mokra, myśląc o tobie”, „moja kaczuszka chce cię całować”, „właśnie wyobrażam sobie, jak twój maluszek rośnie w moich ustach” i wiele innych.

Chcecie wytłumaczyć zbyteczne zakupy: „kupiłam właśnie seksowną sukienkę DLA CIEBIE – zobaczysz ją wieczorem w sypialni”, „kupiłam nowy kolor szminki, zobaczymy czy pasuje do twojego wacusia”, „mam nową patelnię, upiekę dziś na niej według specjalnego przepisu wielkiego steka, ponoć działa jak najlepszy afrodyzjak”, „mam nowe zasłony, kupiłam na przecenie, myślisz, że będę w nich wyglądała ładnie nago, wieczorem w naszej sypialni?”.

Wyobraźnia nie zna granic. Właśnie nią różnimy się od innych ssaków – tym, że wymyślamy rzeczy w naszej głowie i później je realizujemy, nie tylko w sprawach seksu. Monotonia zabija każdy związek. Dlatego szukamy czegoś nowego. Innego. Co ponownie obudzi nam motyle w brzuchu, czy napełni ciała jamiste krwią.

Lubicie się bawić mężczyznami – bawcie się, z pewnością podejmiemy tę zabawę i ponownie będziemy was zdobywać, tak jak za pierwszym razem, i uczcimy każde starania taką samą adoracją i zaangażowaniem. Faceci to skały, trzeba czasem do nich dotrzeć, a wówczas zamienią się w romantycznych kochanków – i tak jak skała, często sterczymy bezczynnie, czekając na burzę, trzęsienie ziemi, aby pokazać, że mimo to nadal jesteśmy nieporuszeni. Większość z nas, jeśli brakuje już tego ognia w związku, czeka i akceptuję ten czas, konsekwentnie wypełniając rolę ojca, byłego kochanka, męża. Ale czekając, jesteśmy narażeni na obstrzał z innych stron. Bo kierują nami emocje. Wystarczy iskra, którą zaprószy sąsiadka, koleżanka z biura, kelnerka z baru i nasza adoracja skieruje się w ich stronę. Takie nasze samczo–rozporkowe dzieło.

Jakaś żona z kilkunastoletnim doświadczeniem, na którymś forum napisała, że na kolejne urodziny męża dała mu w prezencie… seks każdego dnia przez 365 dni w roku. Dokonała tego, ale jak sama opowiada, nawet nie zdawała sobie sprawy, jak trudne to będzie dla niej. Mąż był zachwycony. Na pewno w tym czasie nie miał nawet czasu ani potrzeby spojrzeć na inną. Spróbujcie, a gwarantuję, że przez okrągły rok w waszym związku będzie kwitła miłość i wzajemny szacunek.

Gdybym był kobietą, wiedziałbym jak utrzymać mężczyznę przy sobie, przez całe życie i to tak, że byłby zakochany we mnie nawet na łożu śmierci. Niestety nie jestem. I ciągle głowię się nad tym, jak zadowolić kobiety, tak aby mnie kochały i były ze mną, niekoniecznie długo, ale żeby zapamiętały mnie na całe swoje życie.

Czy seks uzależnia?

Mamy na to odpowiedzi w postaci zdiagnozowanych nimfomanii lub ich męskich odpowiedników – hiperseksualności – głównie różnorakiego rodzaju zboczeńców. Ale to nie o taki rodzaj uzależnienia mi chodzi.

Wiele najprostszych rzeczy uzależnia. Ulubione jedzenie, ciastko, czekolada, codzienne bieganie – ale to inny rodzaj uzależnienia. Narkotyki, nikotyna i alkohol uzależniają. Jeśli tylko nadużywa się ich w dużej ilości. Jak wygląda na ich tle seks?

Nie można przecież położyć znaku równania miedzy alkoholem i seksem. Płyn alkoholowy, wprowadzany do naszego organizmu, choć produkcji organicznej, jest substancją obcą w naszym ciele. Upojenie alkoholowe to nic innego jak zatrucie organizmu. Seks jest jednak inny. Nie zatruwa naszego organizmu, tylko wpływa na niego – powodując specyficzne uniesienie i zmianę naszego zachowania.

To głównie instynkt tworzy nasze pragnienie, czyli w naszych genach zapisane jest, że mamy na widok atrybutów kobiecych, ślinić się i wykonywać śmieszne ruchy biodrami. Tym samym jesteśmy uzależnieni od seksu już od momentu urodzenia, podobnie – jak nowo narodzone dziecko, którego matka nadużywała w czasie ciąży alkoholu lub narkotyków.

Oczywiście seks – na całe szczęście – nie objawia się tak drastycznie u dzieci, jak uzależnienia chemiczne od alkoholu lub narkotyków, które  powodują głód już zaraz po urodzeniu. Niemniej towarzyszy nam w wielu formach już w okresie dziecięcym (wzwody u maluchów, częste dwuznaczne zabawy z pluszakami u dziewczynek [pocieranie zabawką o prywatne części ciała]), aż do momentu dojrzewania, w czasie którego nasze hormony szaleją, gdy jako nastolatki odkrywamy masturbację i miękną nam nogi na widok wymarzonego partnera.

Czyli seks jest uzależnieniem, działającym z opóźnionym zapłonem. Nasz głód objawia się powoli i popycha nas do tego, aby go zaspokoić, spróbować, a dopiero wówczas określone zostaną nasze potrzeby.

Wszystko to – zarówno głód seksualny, jak i wzory jego konsumpcji – zapisane jest w naszych genach.

Wyobraźmy sobie dwie podobne sytuacje.

Pierwsza – jesteśmy ludźmi sprzed kilkudziesięciu lat, bez znajomości słowa „narkotyk”. Powiedzmy, że mieszkamy gdzieś na zabitej dechami wiosce, ale dzięki wrodzonej inteligencji, potrafimy logicznie myśleć i wyciągać z tego w miarę konstruktywne wnioski. Wyruszyliśmy pierwszy raz do miasta, dziwimy się wielu rzeczom i przedmiotom. W końcu trafiamy na grupę narkotyzujących się heroiną – ludzi. Zbieramy fakty z naszej obserwacji. Ci ludzie wstrzykują sobie jakąś substancję, a po chwili – ich motoryka ciała zostaje zaburzona, kontakt z rzeczywistym światem ulega zakłóceniu, ślinią się, bełkoczą, a po jakimś czasie są nadmiernie pobudzeni. Mało tego – po kilkunastu godzinach wyglądają jak szaleńcy, aż do momentu kiedy ponownie wstrzykną sobie kolejną porcję substancji. Dla osoby nie znającej pojęcia „narkotyków” i „narkomanów”, wszystko to wydaje się dziwne. Nie rozumieją potrzeby wstrzykiwania sobie substancji i nie rozumieją, zachowania narkotyzujących się ludzi.

Druga – na naszej planecie pojawia się UFO, wysypują się z niego zielone ludziki i trafiają na pierwszych ludzi. Na ich rodzimej planecie rozmnażają się dzięki dzieworództwu, nie znają rozmnażania płciowego.

Pierwszy zaobserwowany przez nich mieszkaniec ziemi jest nastolatkiem, siedzącym przed maszyną z ekranem. Chłopak z ziemi zachowuje się dziwnie, marszczy czoło, stęka, a jedna z jego czółek skoncentrowana jest na poruszaniu dziwnie wyglądającą wypustką na środku ciała. Po jakimś czasie istota wydaje szereg dziwnych dźwięków, z wypustki wylewa się gęsta ciecz, a ona sama zmniejsza swój rozmiar, chowając się w ciele.

W pomieszczeniu obok są dwie inne istoty. Kilkoma czułkami dotykają się nawzajem, ta większa tworzy podobny czułek, jak chłopak w pokoju i wpycha go we wnękę drugiej istoty. Obie ruszają się w dziwny sposób, macają się czułkami i wydają dziwne dźwięki.

Akt seksualny widziany przez kogoś, kto nie ma najmniejszego pojęcia o seksualności, wydaje się dziwny, wręcz nienaturalny. A potrzeba jego zaspokajania – zakrawa na horror, średniowieczne umęczanie ciała. Lepszym przykładem niż zielone ufoludki, byłby opis dziecka obserwującego naszą seksualność, ale w dziecku instynkt mógłby obudzić odrobinę zapisanej w nim seksualności, poza tym dzieci korzystają z dziecięcej logiki, kiedy opisują świat i to byłoby bardziej zabawne, niż straszne.

Kiedy ufoludki po raz kolejny obserwują to dziwne połączenie istot, zrzucają je na karb pewnego rodzaju uzależnienia, czy też fizjologicznego zapotrzebowania, coś na kształt jedzenia lub wydalania, lub też ładowania baterii.

Czyli seks jest uzależnieniem fizjologicznym?

Jak to ma się do rzeczywistości? Na początku próbujemy seksu z partnerem powoli, doświadczając go, ucząc się. Więcej się masturbujemy, niż mamy stosunków seksualnych. Przynajmniej większość z nas. Kiedy poznajemy właściwego partnera, wówczas popadamy na jakiś czas w stan „przedawkowywania”. Seksimy się co dzień – dwa, trzy razy dziennie, aż po jakimś czasie znajdujemy standard dla naszego związku – statystycznie 3-5 razy na miesiąc.

Jak to ma się do naszego uzależnienia?

Proste. Seks użalenia, ale tylko kiedy próbujemy go z kimś nowym, po jakimś czasie nudzi się. Nie musimy zaspakajać naszego głodu zbyt często. Poznajmy jednak nową osobę, która będzie na nowo nas podniecać, a dawkowanie ponownie wróci do narkomańskich norm – codziennego seksu, nawet kilka razy dziennie.

Ale to oznacza, że to nie seks nas uzależnia, a specyficzne emocje, które odczuwamy, kiedy mamy go uprawiać z osobą, która nadal nas podnieca lub też z kimś zupełnie nowym.

Ze starym partnerem nadal odczuwamy potrzebę, ale jest ona dużo mniejsza, gdyż emocje, jakie temu towarzyszą, powoli gasną.

Czy więc seks użalenia?

Tak. Jeśli tylko będziemy karmić naszą wyobraźnię coraz to nowszymi podbojami, częstą zmianą partnerów, nasze pragnienie lub też uzależnienie, będzie coraz większe. Seks jednak nie użalenia jak heroina, czy inne twarde narkotyki. Potrafimy dawkować go sobie sami. W najgorszym wypadku, jeśli nie mamy go wystarczająco, regulujemy jego brak – masturbacją. Jeśli jesteśmy z partnerem i masturbujemy się na boku, bez jego wiedzy, oznacza to, że nasze dawkowanie jest zbyt skąpe i potrzebujemy więcej seksu. Jeśli tego nie robimy, oznacza to, że ilość seksu jaką otrzymujemy, jest dla nas zupełnie wystarczająca.

Znowu kłania się ku nam efekt Coolidge’a, w czasie którego u samców zwiększa się poziom libido podczas zmiany partnerki. Gdybyśmy trafili na bezludną wyspę, z setką ładnych dziewczyn, prawdopodobnie nasze ciało przez kilka pierwszych tygodni byłoby zdolne do kilkunastu aktów seksualnych dziennie. Swoją drogą szkoda, że nikt nie zrobił jeszcze tego rodzaju doświadczenia.

W tym wypadku nasze uzależnienie od seksu, które mamy już nabyte od urodzenia, pracowałoby nad zwiększeniem stężenia dopaminy w naszym ciele, tak abyśmy mogli odbyć co dzień kilkanaście stosunków dziennie, z kilkunastoma różnymi paniami, znajdującymi się na wyspie. Natura, uzależniając nas od momentu narodzin od seksu, postarała się również pomóc nam w sytuacjach, kiedy zmuszeni będziemy do zwiększenia naszych sił witalnych, w celu zadowolenia większej ilości partnerek.

Jak to ma się do naszego uzależnienia?

Proste, nasze dawki uzależnione są od potrzeb sytuacji. Jeśli trafimy na partnerkę, która będzie potrzebowała seksu pięć, sześć razy dziennie – nasz organizm spróbuje temu podołać i przynajmniej przez kilka miesięcy (wszystko zależy jak długo nasza partnerka będzie nas podniecać) będziemy zdolni do seksu kilkakrotnie w ciągu dnia.

Jakie płyna z tego wszystkiego wnioski?

Seks uzależnia. Jesli tylko mamy do tego dogodną sytuację, nasz pierwotny instynkt (uzależnienie) pcha nas do zwiększania jego ilości, przekraczając czasem wielokrotnie granice naszego normalnego dawkowania. Jednak już kolejnego dnia nasze uzależnienie może spaść do poziomu minimalnego, wywracając teorię uzależnienia do góry nogami. W tym wszystkim możemy cieszyć się z jednego, że przedawkowanie nie jest dla nas śmiertelne.

Czy dziwki potrafią kochać? cz. 2

Dagmara pochodzi z Wrocławia. Wyjechała kilka lat temu za granicę, żeby zarobić trochę pieniędzy na studia. Pierwsza praca – cleaning lady (sprzątaczka). Jej szef rozwoził je na domki, a tam musiały sprzątać w biegu, aby wyrobić się w przeznaczonym przez niego na każdy dom czasie. I tak z domku na domek. W końcu poznała Ewę. Ewa pokazała jej, jak można zarobić naprawdę duże pieniądze. Zaczynały jako striptizerki, później pracowały w studiu masażu, a teraz mają swój osobny apartament, w którym przyjmują klientów prywatnie. Mieszkają razem i pracują razem. Mija już trzy lata, odkąd przyjechała z Polski. Każdego razu kiedy spotykamy się – mówi, że właśnie przeglądała Internet i już prawie kupiła bilet powrotny. Ma już dosyć pracy. Trochę odłożyła. Wróci na studia, znajdzie fajnego, uczciwego chłopaka, wybuduje dom i urodzi dwójkę dzieci. Kiedy opowiada o tym, wychylając kolejnego drinka, jej oczy błyszczą (i to nie tylko od alkoholu), jest wyraźnie pobudzona. Idziemy potem do łóżka i tam kocha się ze mną tak namiętnie, jakbym był jej jedyną nicią, łączącą ją z normalnym życiem. Czule całuje moje usta, oczy, ramiona. Uśmiecha się, zasypiając wtulona w moje ramiona.

Ostatni raz widziałem się z nią ponad półtorej roku temu, przysłała mi jednak świąteczne życzenia i zapewnienie, że tęskni za mną. Na pytanie kiedy planuje powrót, odpowiedziała, że wczoraj „prawie” już kupiła bilet na samolot.
Carla jest Brazylijką. Kocha tańczyć. Ma swoje występy każdego wieczoru, w kilku różnych klubach ze striptizem. Nie jest typową prostytutką. Wysoko ceni swoją prywatność (również finansowo), a na zaczepki facetów potrafi odpowiedzieć dość ostro. Do łóżka zaprasza tylko dobrze już poznanych przez siebie mężczyzn, każąc sobie słono za to płacić. Jej piękne, wybujałe, ciemnoskóre ciało potrafi rozgrzać już samym widokiem najbardziej skostniałych facetów. Za jeden wieczór tańcowania na rurze i kolanach mężczyzn zarabia dwa razy więcej niż zwykła prostytutka. Dlatego klientów na noc zaprasza rzadko i zawsze sporo sobie za to liczy.
Mnie polubiła za „11 minut” Paula Coelha. Carla lubi czytać i kocha tego rodzimego pisarza. Sama przyznała mi, że to właśnie po przeczytaniu tej książki, zdecydowała się wyjechać z kraju i zacząć pracę w erotycznym biznesie. Dużo rozmawiamy. O jej uczuciach i pragnieniach. O jej poszukiwaniu. Nie, nie jest Marią z jedenastu minut. Nie szuka miłości, której zresztą ze swoim wyglądem i osobowością, miała by na pęczki. Szuka doświadczeń. Szuka przygód. Nigdy nie zatrzymuje się dłużej w jednym mieście, niż na rok.

Jest tak zwaną dziwką wędrowną. Kiedy nadchodzi czas, pakuje walizki i wyjeżdża do kolejnego miasta. Dokładnie zaciera za sobą ślady. Nie wiem, w jakim mieście jest teraz. Mimo jej zimnego wyrachowania, nie mogę zapomnieć momentu, gdy w końcu zaprosiła mnie do siebie. Rozmawialiśmy o twórczości Coelha i Castanedy. Rozmawialiśmy o magii jaka łączy świat fizyczny, ułożony dla nas przez prawa i zasady, ze światem duchowym, intuicją, którą chowamy w sobie każdego dnia. W końcu oddaliśmy się miłości. W łóżku Carla była zupełnie inną kobietą. Czułą, namiętną, doskonale współgrającą kochanką. Nasz seks był pełen mistycyzmu. Delikatnych pieszczot, ruchów – smakowaliśmy nasze ciała i akt ich połączenia, jak wytrawny smakosz – odleżałe wino.

Seks z Carlą był zawsze bardziej przeżyciem duchowym, niźli tylko motoryką naszych ciał. Spotkaliśmy się zaledwie kilka razy, ale na zawsze została w mojej pamięci, jako kochanka doskonała.
Ussy zawsze pachnie jaśminem. Jest Indonezyjką. Pracuje za małe pieniądze, raczej dorywczo niż na stałe. Poznałem ją dawno, podczas mojego pobytu w jej mieście, w końcu udało mi się do niej wrócić. Mieliśmy ze sobą fajny seks podczas pierwszego spotkania. Ot, dwoje zupełnie nie znanych sobie ludzi. Jeden płaci za seks, druga ma wykonać wstydliwą usługę. A więc, jeśli już i tak musi się to wydarzyć, dlaczego nie mieć z tego obustronnej przyjemności – szczególnie, że zapałaliśmy do siebie intuicyjną sympatią.
Dopiero za kolejnym razem, już po gorącym i długim akcie seksualnym – opowiedziała mi swoją historię, wtulając się w moje ramiona.
Urodziła się w małej wiosce, wśród kilku sióstr i braci. Liznęła zaledwie kilka klas szkoły podstawowej, na więcej nie pozwalały finanse rodziny. Jedzenia nigdy im nie brakowało. Pracowała, uprawiając pole z rodzicami od maleńkości. W końcu, kiedy zakwitła, poznała chłopaka. Zakochała się w jego adoracji, w pieszczotach i rozmowach. W tym, że znalazła bratnią duszę, która łaziła za nią, ilekroć oderwała się od domowych obowiązków.

W końcu oddała mu się. Seks był fajny, bo zbliżał ją do ukochanego, ale nie zastanawiała się nad nim za bardzo. Oddawała mu się, bo on tego pragnął, a ona kierowana instynktem i pragnieniem obdarowania ukochanego, traktowała to jako naturalną część życia. W którymś momencie zorientowała się, że jej miesięczne krwawienia ustały. Była w ciąży. Pognała do swojego chłopaka, a on oświadczył jej, że to jej sprawa, że jest za młody na małżeństwo i że, i tak jego rodzice nie zgodzą się na nie, bo Ussy pochodzi z biednej rodziny.
To była jej pierwsza lekcja dorosłego życia. Złamane serce i mały owoc miłości, rosnący pod jej sercem. Rodzina, na wieść, że Ussy będzie miała dziecko, nie zezłościła się. Przyjęli to spokojnie, ale zarazem stanowczo. Ojciec udał się do rodziców chłopaka z zamiarem wyegzekwowania małżeństwa. Wyśmiano go. Powiedzieli, że ma lepiej pilnować córek.
Dbając o dobre imię rodziny, postanowili, że Ussy ma opuścić rodzinny dom i poszukać szczęścia w mieście. Mieli pomóc jej w tym krewni jej ojca. W mieście z trudem znalazła jakąś pracę, ledwie wystarczało na jedzenie. Na szczęście czasami do miasta przyjeżdżał jej brat z workiem ryżu. Urodziła ślicznego chłopczyka, sama, w domu. Pomagała jej tylko starsza sąsiadka. Ktoś tam dał jej trochę zużytych ciuszków, ktoś wiklinowy koszyk na łóżeczko.
Na płatny seks namówili ją krewni ojca. Był jakiś klient, chciał zapłacić za seks. Ussy nadal była młodą dziewczyną. Krewni zawieźli ją do hotelu klienta. Pieniądze, jakie dostała za „jedenaście minut”, były bliskie jej tygodniowej wypłaty. Jej synek potrzebował opieki. Z myślą o nim zatrudniła się w jednym z barów serwujących trochę więcej, niż drinki i herbatę. I tak płynęło jej życie. Klientów nie było zbyt wielu, ale pieniądze, jakie zarabiała w ten sposób, wystarczały na spokojne życie dla niej i dla jej synka. Nie spotyka się z żadnym chłopakiem. Samotna dziewczyna z dzieckiem w Indonezji, to jak  wypalone znamię na czole, przez całe życie. Dopóki jest zdrowa i piękna, będzie nadal pracować w biznesie, później, jak wychowa syna, kto wie? Ale w miłość już chyba nie wierzy, chyba tylko w taką z indyjskich filmów. Kiedy kończy mówić, wtula się w moje ramiona, szukając w nich ciepła, opieki i prowokuje nasze kolejne miłosne zbliżenie.
Kiki znalazłem z ogłoszenia. Miała 22 lata, przyjechała z Korei (nie wiem której). Kiedy wszedłem do pokoju, okazało się, że jej angielski jest gorszy niż myślałem. Po kilku minutach prób porozumienia się, poddałem się. Moje próby stresowały dziewczynę.
Przeszedłem na uniwersalny język migowy miłości. Ten zrozumiała od razu. Chciała szybko dobrać się do mojego członka, w końcu zrezygnowała i ułożyła się na łóżku. Była lekko zdziwiona. Moje dłonie zaczęły tańczyć na jej ciele. Po kilku minutach Kiki coraz szerzej otwierała na mnie oczy, nie tamowała już rozkoszy, jaką wydobywały z niej moje dłonie. W końcu zapamiętała się zupełnie. Wypchnęła wysoko biodra w moim kierunku, a ja za pomocą moich dłoni, doprowadziłem ją do skraju szaleństwa. Nigdy jeszcze nie spotkałem tak otwartej na moje pieszczoty, dziewczyny z biznesu. Tym bardziej, że jedyną komunikacją, jaką mieliśmy ze sobą, była klawiatura naszych ciał. Była tak podniecona, że zamiast kochać się z nią, pieściłem ją samymi dłońmi, zafascynowany intensywnością odbieranych przez nią odczuć.

Kiki miała wielki orgazm, zanim jeszcze ją posiadłem. Reagowała na każdy dotyk mojej dłoni. Jej biodra drżały w spazmach. Wybuchła tak niespodziewanie i spazmatycznie, że sam byłem zaskoczony gwałtownością i otwartością jej orgazmu. Minęło kilka kolejnych minut, a ona nadal poddawała się moim pieszczotom z otwartymi oczami i z rozchylonymi ustami, łykającymi łapczywie powietrze. Ze zdziwieniem.
W końcu wszedłem w nią powoli, penetrując jej muszelkę. Przyjęła mnie jak starego kochanka, owijając nogi wokół moich bioder, napychając się na mnie. Ruszaliśmy się powoli, idealnie współgrając nasze ciała, dając sobie nawzajem przyjemność z każdej pieszczoty. Zapomniałem się bez końca w naszej miłości, aż do wspólnego zakończenia. Kiki leżała pode mną, z trudem łapiąc powietrze, nadal patrzyła na mnie wielkimi oczami, jakby ciągle próbując zrozumieć, co się właśnie z nią stało. Mimo że znała mnie zaledwie czterdzieści minut, była zupełnie zafascynowana moją osobą. Zaczęła mnie całować i głaskać po całym ciele, ruszać biodrami w taki sposób, aby pobudzić moją męskość. Nie minęła minuta, a ponownie wpadliśmy w to znajome kołysanie, które w końcu przemienia się w gwałtowny, oceaniczny sztorm, zalewający statek rozkoszą.
Dziewczyny z biznesu często udają orgazmy. Kiki musiałaby się zdrowo na nie napracować, bo miała ich tego dnia co najmniej trzy. Kiedy ubierałem się już do wyjścia, długo trzymała mnie swoich ramionach, nie chciała mnie wypuścić z pokoju. Wiedziałem, że to tylko seks, dobrze wykonany seks, ale Kiki fascynowała mnie swoją osobą, faktem, że tak instynktownie oddała się moim pieszczotom i tak mocno przeżyła swoje orgazmy, niemal jakby to były jej pierwsze orgazmy z mężczyzną. Być może mi pierwszemu się to właśnie udało.

Wróciłem w to miejsce tydzień później, chciałem jeszcze raz spotkać Kiki i przekonać się, czy tylko za pomocą zmysłowego seksu można zbliżyć się do dziewczyny z biznesu, która nawet nie rozumie, co się do niej mówi. Drzwi otwarła mi zupełnie inna dziewczyna. Kiedy spytałem gdzie jest Kiki, odpowiedziała:
- Ja Kiki.
Wszedłem, ale to już inna historia, a tej młodej, koreańskiej dziewczyny, o przybranym imieniu Kiki, nigdy więcej nie spotkałem. Ale nadal ją mam w swojej pamięci i myślę, że podobnie i ona w dalekiej Korei wspomni czasem nieznanego mężczyznę, z którym spędziła krótką, ale jakże namiętną godzinę. I zastanowi się czasem, jak wytłumaczyć fenomen spotkania się dwóch przypadkowych osób, w celu odbycia płatnego seksu i zapałania tak wielką namiętnością. Czasem bywa i tak. Czasem spotykasz normalną dziewczynę i już w łóżku okazuje się, że to nie to. Że nie iskrzy między wami. Tak jest i w płatnym seksie.
Wiem, że dziewczyny z biznesu mają takie same uczucia, jak każda normalna, a może jeszcze większe, bo często samą siebie ukrywają przed innymi, grając rolę rozwiązłych kobiet, przyjmujących kolejnych klientów. Wiem, że czasem wychodzą z siebie, pokazując światu swoją prawdziwą twarz i również wiem, że potrafią kochać równie bezinteresownie, poddając się chwili i emocjom, jak każda najzwyklejsza dziewczyna na świecie.

Czy dziwki potrafią kochać? cz. 1

Czy dziwki potrafią kochać?
Jaka korzyść płynie z miłości z dziewczyną biznesu?
Żadna. Przecież te dziewczyny mówią każdemu klientowi, że go kochają, a już szczególnie takim, którzy do nich kilkakrotnie wrócili. Taki klient jest jak złoto, którym zresztą płaci za każdą wizytę. Trzeba o niego dbać i dać mu odczuć, że jest kimś wyjątkowym spośród innych. A czy rzeczywiście dziewczyny z biznesu mogą się zakochać?
Kobiety upadłe – to pojęcie nadaliśmy kobietom uprawiającym prostytucję. Tylko dlatego, że „dają” często i każdemu, kto za to zapłaci. Ich upadłość kreuje w naszych głowach obraz szatańskiej kobiety (Szatan to jeden z upadłych aniołów), rozwiązłej, złej, kłamliwej, nieczystej etc.
Takie kobiety nie mogą przecież posiadać normalnych uczuć, jak inne zwykłe kobiety, które dbają o rodzinę, męża i dom. Trudno wyobrazić sobie dom, w którym dziewczyna z biznesu, kiedy wraca do rodziny, już na progu krzyczy do męża:
- Kochanie, zrób mi masaż, bo miałam dzisiaj ciężki dzień, prawie dwudziestu klientów obsłużyłam, a jeden taki był wymagający, że każda kosteczka mnie boli.
Śmieszne. Ale nie tak zupełnie odbiegające od prawdy. W wielu biednych krajach dziewczyny pracują w biznesie i mają rodziny. Męża i dzieci. Dzięki swojej pracy utrzymują ich wszystkich. W USA, po kryzysie, coraz więcej słychać historii, w których ładne żony zdecydowały się na pracę jako prostytutki, aby utrzymać dom, dzieci i bezrobotnego męża. Same straciły pracę, a prostytucja dała im szansę na dobre zarobki, dzięki którym nadal mogą żyć na tym samym poziomie co przed kryzysem.
Kilka miesięcy temu wypłynęła historia o nauczycielce uczącej dzieci, która dorabiała na boku, występując w filmach pornograficznych. Mąż o wszystkim wiedział.
Ale wróćmy do upadłych kobiet – takich, które wykonują już ten zawód przez kilka, kilkanaście lat, bez rodzin, męża, stałego chłopaka. Czy one chcą kogoś kochać? Czy marzą o mężu i dzieciach?
Oczywiście, że tak. Część z nich odsuwa plany stałych związków na określony czas, ale wiele z nich spotyka się z chłopakami lub czasem z klientami, marząc – że będzie to ktoś, dzięki komu zdecydują się na zerwanie z zawodem.

Kobiety z biznesu mają takie same uczucia, jak każda najnormalniejsza dziewczyna. Chcą być kochane, chcą być przytulane i chcą kogoś mieć przy sobie każdej nocy.

Są nawet dużo lepsze niż jakakolwiek porządna żona. Przynajmniej w kontaktach z mężczyznami. Większość z nich dokładnie wie, jak zadowolić faceta, zna sposoby, aby go podniecić i bez problemu odda mu się kilkakrotnie w czasie dnia. Tym górują nad zwykłymi kobietami, które w seksie są dość ograniczone zasadami przyzwoitości, do tego stopnia, że najczęściej zatrzymują swoje marzenia seksualne tylko dla siebie, bo boją się, że ich partner posadzi ich o kurewstwo.
Od lat krąży zdanie, że najlepsza żona dla faceta – to prostytutka. No może nie do końca, bo nawet jeśli się ustatkują, nadal wiele z nich tęskni za podziwem jakim każdy klient je obsypywał. Ale to prawda, że większość dużo rzadziej zdradzałaby swojego męża, niż normalne kobiety. Facetami i to najróżniejszymi, zdołały się już nasycić. Miały ich całe mnóstwo. Flirty? Do tego się już przyzwyczaiły, do czarowania, uwodzenia. Ale po co? Kiedy już nie pracują w biznesie i mają kogoś u swojego boku na stałe, każdej nocy.
Jeśli tylko udało im się dzięki takiej osobie rzucić biznes i wrócić do normalnego życia, pokochają ją i będą do końca życia wdzięczne.
Żeby uprawiać ten zawód, dziewczyny muszą być twarde. Wszelkie uczucia trzeba chować głęboko i starać się ich nie okazywać. Klient nie chce widoku delikatnej dziewczyny, której nie wyszło w życiu i podjęła się zawodu wyszydzanego przez całe społeczeństwo. Klient chce widzieć ładną, zadbaną kobietę, która chłodnym głosem powie mu:
- Ale mnie rozgrzałeś kochanie, chcę żebyś mnie pieprzył jak królik.
Taką dziewczynę doceni każdy klient.
Niestety, czy to na wskutek co miesięcznych turbulencji hormonalnych, czy brania nadgodzin, czy spotkania szczególnie nieciekawego fizycznie i moralnie klienta, zdarza się, że od czasu do czasu taka dziewczyna pęka. Znika profesjonalna poza, chłodna kalkulacja, a pojawia się zwykła, wrażliwa, czasem zagubiona dziewczyna, która pragnie czułości, męskiego ramienia i adoracji, jak każda inna.
To właśnie w takich momentach można zauważyć prawdziwą twarz kobiety pracującej w biznesie. Jeśli uda ci się z nią umówić, spędzisz z nią niezapomniane chwile we dwoje – jak zakochani. Niestety, większość z nich unika wówczas kontaktów z facetami, rozpaczając samotnie do poduszki.
Na dziesięć kobiet z biznesu zawsze udaje mi się zainteresować osiem z nich. Nie, nie jest to ani zaletą mojego wyglądu, ani osobowości – to skomplikowana mieszanka zachowania, głównie opierająca się na dużym szacunku do nich i podziwie do ich zawodu. Dziewczyny momentalnie to wyczuwają.
- To nasz ziomek – myślą – takiemu możemy zwierzyć się z najgłębszych sekretów i przespać w jego ramionach spokojnie całą noc. Takiego można pokochać – marzą.
Ja tam tylko ich słucham.

 

Oksana pracuje już w biznesie od dziesięciu lat, wygląda oszałamiająco. Słowiańska uroda, duże pełne piersi, ostry makijaż. Jej ciało, mimo 37 lat, jest piękne. Wygląda na 26 lat. Sporo inwestuje we własne ciało. Musi, bo zarabia nim przecież dużo pieniędzy. Kupuje właśnie trzecie mieszkanie. Wszystko za gotówkę. Z wykształcenia… jest inżynierem i architektem, skończyła dwa fakultety na Politechnice Kijowskiej. Planowała, tak jak jej rodzice, budować i projektować mosty. Poszło inaczej. Z pracy zrezygnowała, bo płacili mało. Wyjechała do przyjaciółki za granicę, a ta pokazała jej w jaki sposób może zarobić duże pieniądze. I tak już została.

Czasem jak ma chandrę, dzwoni do mnie, a ja wpadam do niej na całą noc z butelką kalifornijskiego wina. To nie randka. To spotkanie przyjaciół, kochanków. Tuli się wówczas do mnie, czasem prowokuje, głaszcze i bardzo dużo mówi. Wiem, że pragnie odgrywać przy mnie zwykłą kobietę, że potrzebuje tej normalności, jak chory leczący się wizytami u psychoanalityka. Takie małe katharsis. Odegra swoją rolę Julii, pomarzy, że tak będzie już zawsze, że to nie jest tylko ta jedna noc, pokocha się ze mną namiętnie, tak bez udawania, bez zapłaty, a następnego dnia wstanie rano i pójdzie do pracy.
Aisha pochodzi z Kazachstanu. Pracuje już ponad siedem lat jako siostra miłosierdzia. Jej orientalne rysy i wysoki wzrost, sprawiają, że ma duże powodzenie u mężczyzn. Ma wielu stałych klientów. W Kazachstanie tańczyła w zespole ludowym. Kochała taniec, ale zdarzył się jej wypadek. W czasie jednego pokazów Kyz kuu (kazachstańska gra ludowa, polegająca na gonitwie na koniach, między chłopakiem i dziewczyną, jeśli chłopak pierwszy minie linię mety, może pocałować dziewczynę), doznała ciężkiego złamania nogi, spadając z konia. Straciła pracę w zespole i szanse na kontynuowanie kariery jako tancerka. Podobnie jak Oksana, wyjechała za granicę i tam znajome Rosjanki pokazały jej, że nadal może tańczyć, tylko tym razem taniec ma być nago – dla mężczyzn.
Aisha najpierw tylko tańczyła w klubach, ale wkrótce, oprócz tańca, zaczęła spotykać się poza klubem z mężczyznami, którzy w zamian za taniec i nie tylko, ofiarowywali jej prezenty i pieniądze. Do domu nie zaprasza zbyt wielu klientów. Mnie czasem. Gotuje dla mnie specjalnie manti (rodzaj pierogów z baraniną, pieprzem i cebulą, gotowanych na parze wodnej), które uwielbiam, puszcza kazachską muzykę i tańczy. Ach, co to za taniec. Dopiero kiedy tańczy, widać, jak bardzo Aisha zakochana była w kazachskim tańcu.

 

Jej imię wiąże się z kolejną historią. Dawno temu żyła piękna Aisha, córka wielkiego, bogatego chana Khakim-Ata. Pokochała z wzajemnością chłopaka o imieniu Karkhan. Ojciec Aishy odmówił jednak pozwolenia na małżeństwo młodych, ponieważ chłopak nie był zbyt bogaty. Aisha uciekła z domu, aby spotkać się z ukochanym. Ojciec przeklął ją, mówiąc:
- Przebędziesz sześć rzek, ale siódmej nie przekroczysz – i tak też się stało. Aisha po przebyciu szóstej rzeki, została ukąszona przez węża i zmarła, zanim jej ukochany przybył po nią. Zrozpaczony Karkhan na miejscu jej pochówku postawił mauzoleum. A wiele lat później, gdy umierał jako starzec, kazał, aby pochowano go naprzeciw, tak aby mógł zawsze patrzeć na ukochaną.
Minęły wieki, a mauzoleum nadal stoi. Na przekór upływającemu czasu, zawieruchom i wojnom, jest świadectwem trwania wielkiej miłości. Dzisiaj mauzoleum odwiedzane jest przez młode pary, proszące o małżeńskie szczęście i potomstwo.
Kiedy Aisha opowiedziała mi tę legendę, spojrzałem na nią inaczej. Dla każdego klienta była jeszcze jedną, rozkładającą szeroko nogi za pieniądze – dziewczyną, dla mnie była Aishą – dziewczyną, która dla swojego ukochanego tańca przekroczyła nawet siódmą rzekę, bo tak wielka była jej miłość do niego. Aisha nadal tańczy w klubach ze striptizem.

Xiao Niao pochodzi z jednej z wielu wiosek niedaleko Pekinu. Już gdy dorastała jej wujek zaprosił ją do Hong Kongu, aby znalazła sobie dobrą pracę. Pracowała w wielu miejscach – jako hostessa, sprzedawczyni, organizatorka spotkań biznesowych, aż w końcu za którymś razem jakiś miły klient zaprosił ją na noc na hotelu, a nad ranem wyprawił z niego, wkładając kilkaset hong kongskich dolarów do jej kieszeni. I tak zaczęła się przygoda Xiao Niao z biznesem. Była piękną dziewczyną, z cudowną cerą.

 

Xiao Niao dosłownie znaczy mały ptaszek.
Szukałem kiedyś po spotkaniu z nią, informacji na temat jej imienia i trafiłem na piosenkę Delly Ding „Wo Shi Yi Zhi Xiao Xiao Niao”  „Jestem małym ptaszkiem”
Spodobała mi się, a szczególnie jej refren:
Byłem małym ptaszkiem
Chciałem latać, ale nie za wysoko
Szukam i poszukuję ciepłego uścisku
Czy te pragnienia nie są za wysokie

Xiao Niao, kiedy spotykaliśmy się, zawsze pragnęła mojego dotyku. Trzymała mnie za dłonie, kiedy rozmawialiśmy, trzymała mnie za rękę, kiedy szliśmy do chińskiej restauracji na obiad, trzymała mnie ściskając mocno, kiedy kochaliśmy się. Czasem wydawało mi się, że od pierwszego momentu, kiedy tylko pojawiałem się w jej mieszkaniu, nie traciła ze mną kontaktu ani na chwilę. Nie wiem dlaczego to robi, chyba instynktownie szuka ciepła u innej osoby, którą polubiła, ale dla mnie, kiedy znalazłem już tę piosenkę, zawsze będzie mi się kojarzyła z małym ptaszkiem, który szuka ciepłego uścisku w świecie, w którym niechcący wleciała zbyt wysoko.

 

Czy masaż to już seks?

Wchodzę.

Rozbieram się i kładę na małej kozetce. Dziewczyna podchodzi do mnie, nawilża pachnącą oliwką dłonie i zaczyna masować moje ciało. Już po pierwszym dotyku wiem, że żadna z niej masażystka. Zamiast zmysłowego masażu, ot mizia mnie – niezręcznie przesuwając swoje dłonie po krzywiźnie pleców i niewiadomym sposobem za każdym razem jej dłonie wędrują w okolice moich pośladków, tak niby przypadkiem, z rozmachu… dotykają wewnętrznej strony moich ud, anusa, worka mosznowego.

Nie mija minuta, a ja wiercę się, zmieniam pozycję na łóżku. Nie mogę już leżeć na brzuchu, mój członek zbudził się już do życia i wie, że te pieszczoty są przeznaczone dla niego, a nie dla reszty mojego ciała. On już wie, że rozpoczęła się gra erotyczna, w której wiele się może zdarzyć. Ja również jestem pobudzony. Zaraz rozpocznie się krótki flirt, negocjacje, rozmowa i zobaczymy co z niej wyniknie. Zawsze wizyta w studiu masażu stanowi wielką niewiadomą. I chyba dlatego je tak lubię.

Masaż jest już znany od wieków. To jeden z najstarszych na świcie znanych nam sposobów leczenia. Jego rodowód sięga krajów Azji, głownie Indii, gdzie już 3000 lat p.n.e. powstał pierwszy system leczniczy nazywany później Ajurwedą. Zarówno masaż, jak i chirurgia (sic!) były nieodłączną częścią terapii leczniczej Ajurwedy, najstarszym znanym nam sposobem leczenia. Ajurweda próbowała zarówno zapobiegać chorobom (poprzez właściwą dietę oraz oczyszczanie organizmu z toksyn), jak i pomagać zachowywać ciało w dobrej kondycji (masaże, aromaterapia, psychologia) i je leczyć (masaż i chirurgia). Masaż stał się lekiem na poprawę krążenia, uśmierzenie różnorakich bólów, depresji.

Adoptowany przez Chińczyków, rozwinął się w dość popularne systemy lecznicze, oparte na akupresurze, refleksologii wspomaganej przez Asan Jogę.

W Egipcie jedno z malowideł z 2330 r. p.n.e. przedstawia postacie mężczyzn masujących ciało innej osoby. Egipcjanie zapisywali również porady dotyczące refleksologii – w jaki sposób naciskać punkty na ciele człowieka, by wyrównywać ciśnienie i energię duchową.

W 1000 r. p.n.e. do Japonii przybywają buddyjscy mnisi, rozpowszechniają chińskie techniki masażu, które wkrótce przeradzają się w Shiatsu. W terapię, której celem jest podniesienie poziomu energii u pacjenta, wszystko po to, aby energia wzmocniła funkcjonowanie narządów i stymulowała naturalną odporność człowieka na choroby.

Wkrótce masaż trafia do antycznej Grecji, gdzie sportowcy masują swoje ciała, aby utrzymać je w dobrej formie, a Greczynki poddają się zabiegom wmasowywania olejków kosmetycznych, pozwalających im cieszyć się jędrnością i świeżością skóry.

W V wieku p.n.e. Hipokrates radzi, aby stosować w wielu przypadkach tarcie skóry, jako doskonałe remedium na wiele chorób. Jednoczesne stosowanie tych masaży z odpowiednią dietą, ćwiczeniami, odpoczynkiem i świeżym powietrzem, ma prowadzić organizm do szybkiego wyzdrowienia.

W starożytnym Rzymie, Galen leczy masażem najróżniejsze urazy fizyczne. Lekarze masują bogatych dla przyjemności i wzmocnienia ciała, a wkrótce powstają łaźnie, w których po kąpieli, obywatele Rzymu są masowaniu w celu poprawienia krążenia i poluzowania stawów. W niedługim jednak czasie, w Rzymie, masaż zmienia swój status z leczniczego, na erotyczny, gdzie głównym jego celem są doznania o erotycznej naturze, a niekoniecznie poprawa kondycji leczonego.

Po przyjęciu chrześcijaństwa masaż zostaje potępiony przez kolejnych cesarzy, wyklęty przez Kościół katolicki i zapomniany w Europie na prawie dwanaście wieków.

Dopiero w XVI wieku na fali odrodzenia, europejscy lekarze odkrywają go na nowo dla współczesnej medycyny. W Szwecji, w XVIII wieku, masaż staje się częścią systemu zdrowotnych ćwiczeń, rozwijając się i rozprzestrzeniając w innych krajach Europy.

Największą popularność zyskuje w połowie XX wieku. Lekarze coraz częściej zalecają go w terapii pourazowej, jako remedium na bóle stawowe, nerwowe, na poprawę stanu psychicznego, a nawet na dolegliwości kobiecych miesiączek.

Koniec XX wieku – na całym świecie następuje eksplozja masażowych biznesów. Zakazane w wielu krajach domy schadzek, burdele, zamtuzy i lunapary adoptują go, korzystając z formy masażu relaksującego, jako legalnego kontaktu seksualnego. Dzisiaj studia masaży oferujące relaks, są na każdym rogu skrzyżowania, w każdym większym mieście na świecie, gdzie oprócz masażu relaksującego, oferują seksualne formy kontaktu pacjenta z „terapeutą”.

Masaż relaksujący wyodrębnił się od tradycyjnych form masażu, poprzez jego oddziaływanie erotyczne. Narodził się z niego masaż erotyczny, którego głównym celem ma być pobudzenie stref erogennych pacjenta, jako wstęp do aktu seksualnego. Ciekawostką jest, że wielu azjatyckich terapeutów, stosując techniki masażu relaksującego, rozluźniało pacjentów za pomocą masażu członka lub pochwy, traktując to jako niezbędną formę terapii relaksującej. To właśnie z tego powodu masaż relaksujący został adoptowany przez biznes usług seksualnych. W jego wczesnej formie męski wytrysk lub kobiecy orgazm, były formą terapii, mającej za cel pełne odprężenie ciała, bez żadnych seksualnych domieszek. Do dziś w wielu krajach azjatyckich można trafić na masażystów, którzy oprócz zrelaksowania całego ciała, zrelaksują również nasze strefy erogenne, traktując to jako część terapii relaksującej.

Szkoda, że popularność studiów masaży prawie zupełnie zniszczyła ideę masażu relaksującego, część z nich zrezygnowała z masowania erogennych części ciała, obawiając się seksualnego oddźwięku, a część z nich rozpoczęła typowe masaże erotyczne, koncertując się na uwolnieniu ciała od stresu przez pobudzenie seksualne i rozładowujący je masaż.

Jakość takich masaży spadła bardzo nisko. Tylko czasem szczęśliwcom wędrującym po Azji, uda się trafić do miejsca, gdzie masażysta dokona cudów za pomocą dłoni i zakończy terapię wytryskiem. W większości dzisiejszych studiów masażu „terapeuci” ograniczają się do miziania ciała w taki sposób, aby jak najszybciej pobudzić je seksualnie i rozpocząć dalsze negocjacje co do formy oferowanego aktu seksualnego.

Masażystki stymulują męskie członek za pomocą dłoni, aż do wytrysku (to jest właśnie prawdziwy masaż relaksujący, z tym, że masaż powinien obejmować uciskanie całego ciała, a nie tylko członka), inne dopuszczają do kontaktów seksualnych, ale zostawiają sobie możliwość wyboru, jeśli klient im się podoba lub też zapłaci dużo, zgodzą się na lodzika lub na akt seksualny. Jeśli nie, zakończą masaż „Happy Endem”, używając do tego tylko dłoni.

Coraz popularniejsze stają się również studia masażu dla kobiet, gdzie w podobny sposób masażysta za opłatą może zrelaksować pacjentkę oralnie lub też odbyć z nią akt seksualny.

Leczniczo stosuje się w wielu miejscach masaże pochwy (tylko przez specjalistów) dla kobiet w ciąży. Celem takiego masażu jest uelastycznienie ścianek pochwy, umożliwiające szybki i bezbolesny poród oraz zmniejszenie prawdopodobieństwa rozerwania krocza u rodzącej. Nadal te techniki są jednak mało popularne, gdyż dotyczą naszych prywatnych części ciała i kojarzą się mocno z seksualnością.

Paradoksalnie, bez problemu udajemy się do dentysty na czyszczenie zębów, otwieramy nasze usta (mój dentysta zawsze powtarzał, że bakterie w jamie ustnej są prawie takie same jak w otworze analnym, a nawet czasem dużo gorsze dla zdrowia) pełne wstydliwych plomb, nalotów i bakterii, chodzimy na czyszczenie naszych jelit, na badania prostaty, do fryzjera, do kosmetyczek usuwających nasze martwe naskórki i pryszcze, do teatru i kina, aby nabrać kulturowej ogłady, do restauracji, aby zaatakować nasze kubki smakowe sensualnymi odczuciami, a jednocześnie nie możemy zaakceptować masażu, jako najnormalniejszego zabiegu relaksującego, poprawiającego nasze samopoczucie i działanie ciała.

A co złego w tym, że za pomocą dłoni, bez jakichkolwiek podtekstów seksualnych, profesjonalista ( w tym wypadku preferuję jednak masażystkę, niż masażystę), rozluźni nasze mięśnie, zrelaksuje stawy i wiązania nerwowe, a na końcu rozluźni nasze krzyże i umysły orgazmem, pozbywając napięcia stresującego dnia. W tym wypadku, choć płacimy za tysiące czasem głupawych usług, wolimy dla rozładowania stresu – masturbację. Seks jest zupełnie innym aktem.

Trafiłem raz do miejsca, gdzie oferowano tradycyjny masaż relaksujący. Kobieta pewnie zdrowo ponad czterdzieści lat, o niezbyt interesującym wyglądzie, zajęła się moim ciałem rozluźniając je, relaksując każdy jego zakamarek do tego stopnia, że chwilami czułem się zawstydzony, aż zaczęła masować mojego penisa. Moje oczy nie mogły odbierać bodźców wzrokowych, bo kobiecina była z lekka pomarszczoną Azjatką, wiekowo bardziej kojarząca mi się z moją matką, niż z seksualną partnerką, ale techniki, jakie stosowała, nie przypominały tych, które używają dziewczyny z biznesu w typowym studiu masażu z happy endem. Pani bez zażenowania ujęła mojego penisa, kulistymi ruchami masowała jego czubek dłonią, naciskała delikatnie krocze, masowała uda, podbrzusze. Ściskała, obciągała mojego penisa tak wprawnie, że wstyd mi przyznać, ale masaż nie trwał już długo. Masażystka robiła to tak profesjonalnie, doskonale wyczuwając fizjologię penisa, że wkrótce wystrzeliłem z mojej armaty. Pani, nie przerywając masażu, starła wilgotną szmatką resztki nasienia i kontynuowała masaż na innych partiach ciała.

Po skończonym masażu, zostawiłem jej spory napiwek. Czułem się naprawdę zrelaksowany.

Niestety w naszej europejskiej kulturze nie ma aprobaty dla tego typu relaksu. Stawiamy znak równości między każdą seksualną czynnością.

Masaż prawie zawsze pobudza mnie erotycznie, jeśli tylko masażystką jest ładna dziewczyna. Wiele razy w tradycyjnych studiach masażu, mam spore problemy z ukryciem mojego wzwodu. Mimo że jest to najzwyklejszy masaż, mój członek ma na ten temat inne zdanie. Rozwiązywanie matematycznych zadań w pamięci, jest najlepszym ćwiczeniem, aby zmusić go do spokoju. Niestety, wówczas masaż nie działa tak jak trzeba, zamiast relaksu, mam stres, że dziewczyna widzi mój wzwód.

Dobre masażystki (jak zauważyłem), kiedy tylko dostrzegają wzwód, zmieniają pozycję tak, aby klient odbierał jak najmniej bodźców, które go u niego powodują.  Ale były i takie, które bawił fakt mojego wzwodu i pewnie dla żartu, potęgowały moje podniecenie, mimo że nic oprócz masażu się między nami nie wydarzyło.

Wiem, że często podobnie masaż oddziałuje na kobiety. Mają więcej stref erogennych na ciele i to w różnych miejscach. Delikatne masowanie karku już potrafi je porządnie podniecić. Zaproponowałem kiedyś mojej masażystce, młodej dziewczynie, że pokażę jej kilka technik, które podpatrzyłem w innym kraju. Sam lubię często masować moje partnerki, traktując masaż jako świetny wstęp do długiej namiętnej nocy.

Moja masażystka przebrała się w bieliznę i bez biustonosza położyła się na kozetce. Zacząłem taniec swoich dłoni, masując jej kark, szyję, łopatki, ramiona. Kiedy dłońmi zataczałem szerokie łuki na jej biodrach i dotykałem jej talii, zauważyłem wyraźne znaki podniecenia z jej strony. Znam je, ponieważ kiedy kocham się z kobietami, zawsze obserwuję je dokładnie, czerpiąc wskazówki z ich zachowania, jaką kolejną pieszczotę mam im zaoferować, co zwiększy ich podniecenie. I w tym wypadku, chociaż bardzo niewinnie miałem podzielić się z nią tylko kilkoma technikami, w głowie zapaliła mi się czerwona lampka i każdy mój kolejny nacisk dłoni był po to, aby zwiększyć jej podniecenie. Byłem bardzo zaciekawiony, jak to się skończy. Masaż pośladków, nawet dla facetów jest bardzo przyjemny, kobietę potrafi rozpalić do nieprzytomności. Ani przez chwilę nie dotykałem intymnych miejsc, ale możecie mi wierzyć, że tak rozpaliłem leżącą na kozetce dziewczynę, że już bez zażenowania łapała z trudem powietrze, mrucząc przy tym, aż w końcu na wskutek mojego masowania dostała orgazmu, może innego niż podczas penetracji lub pobudzania łechtaczki, ale równie wielkiego, bo z trudem tłumiła w poduszce swoje krzyki.

Już po, nadal kontynuowałem masowanie jej ciała, wolniej aż jej emocje ostygły. Na papierowych jednorazowych majteczkach, jakie ubrała do masażu, wyraźnie widać było plamę wilgoci.

Nigdy nie poszliśmy ze sobą do łóżka, ale kiedy odwiedziłem ją kolejnego razu, ponownie dała się namówić na masaż i kolejny raz udało mi się wymasować jej ciało tak, aż prawie wykrzyczała orgazm w poduszkę.

Wpadł mi kiedyś w ręce film instruktażowy z japońskiego masażu. Masowana na nim dziewczyna doznawała tak silnych bodźców erotycznych, że było widać, że jej cipka dostaje spazmów. Wargi sromowe ruszały się jakby w poszukiwaniu członka, którego mogłaby połknąć.

Póki co pozostają nam erotyczne studia masażu. Lubię je odwiedzać na całym świecie, bo są zagadką. Nie wiesz, na jaką dziewczynę trafisz i nie wiesz, co od niej otrzymasz. Może tylko happy end dłonią, może namiętny lodzik, a może dziki seks na małym łóżku.

 

Na małej kozetce, w malutkim przepierzeniu odwróciłem się na plecy, moja kuśka stała wyprostowana, dziewczyna uśmiechała się bez zażenowania na jej widok. Złapała za nią, niby od niechcenia, obciągnęła kilkakrotnie i podniosła pytająco brwi w moją stronę.

 

- Ile? – zapytałem, zastanawiając się, co tym razem uda mi się wytargować.

Naprawdę lubię takie studia masażu.

Choć z drugiej strony szkoda, że nie mogę legalnie za 50 złotych, iść na półgodzinny masaż relaksacyjny i oprócz relaksu mięśni, uwolnić napięcie z moich bioder.

Dziewczyna w hidżabie – jak poderwać najtrudniejszą kobietę świata. Cz. 5. The end – Seks jest darem

Sam również byłem rozpalony do białości, czy to naprawdę było realne? Trzymałem w ramionach najtrudniejszą do zdobycia kobietę (nie było to aż takie trudne), dziewczynę w hidżabie i miałem ją za chwilę posiąść.
Tiara, uwolniona od krepującego ją sarongu, opadła na łóżko, klęczałem między jej rozchylonymi nogami. Ustami zjechałem na jej piersi, delikatnie drażniłem jej sutki poprzez materiał koszulki i biustonosza, uniosłem koszulkę na jej brzuchu i pocałunkami pieściłem jej brzuch, zsuwając się powoli w stronę podbrzusza. Moja broda – niby przypadkiem – kilka razy zaczepiła o mały wąwozik wyżłobiony w jej majteczkach. Dziewczyna dyszała ciężko, gwałtownie łapiąc swoimi wielkimi ustami powietrze, jak ryba. Zębami zsunąłem jej majteczki niżej, po czym, pomagając sobie dłońmi, opuściłem je do kostek, aż w końcu odrzuciłem je na bok, nadal klęcząc przed jej rozwartymi udami. W tym samym czasie, w ciemnej, zarośniętej wysepce na jej podbrzuszu, moje usta odnalazły miękką, wilgotną szczelinę, którą obdarzałem delikatnymi oralnymi pieszczotami, smakując ją podobnie – jak przed chwilą jej usta.
Ilekroć pieszczę kobiecy kwiatuszek, zastanawiam się nad tym, co skłania nas mężczyzn do tego typu działania.

Pamiętam swoją pierwszą szparkę, którą obdarzyłem pocałunkami. Pełen wstydliwego zainteresowania (chciałem przecież spróbować jak to jest) dotknąłem swoimi ustami i języczkiem delikatnego płatka łechtaczki i sromu, a już chwilę potem, pchany zapisanym w genach instynktem, zagłębiałem się w niej, liżąc, całując, ssąc, penetrując i badając ją ustami, i językiem. Dużo lat upłynęło zanim perfekcyjnie nauczyłem się sterować moimi pieszczotami w taki sposób, aby potęgować budowanie orgazmu u kobiety, aż do jej spełnienia. Na początku te pierwsze razy były jak dziki zwierzęcy głód młodego samczyka – chłopca, który znalazł w nocy, kiedy cała rodzina już spała, cukierka w spiżarce i  instynktownie konsumował go, smakując łapczywie jak łakomczuch, w strachu, że w każdej chwili pojawi się ktoś dorosły i mu go odbierze.
Ale jaka siła zmusza nas do tego? Nie wiem. Jakaś zwierzęcość, pomieszkująca w naszej seksualności, pierwotność – która pchała nas najpierw do pieszczot oralnych, tak aby przygotować samicę do kopulacji.
Ponoć kobiety uwielbiają oralne pieszczoty, przekładając je nawet nad samą penetrację, nie dziwię się temu. Sam to lubię i mimo że właśnie w  czasie penetracji możemy doświadczyć najlepszych momentów szaleństwa, tak wielkich, że wybijają parę kochanków prosto w niebiosa, to jednak za pomocą języka i ust jesteśmy w stanie dużo lepiej kontrolować i budować orgazm kobiecy. To coś jak używanie rąk i nóg, aby podnieść z ziemi długopis. Palcami dłoni zrobimy to sprawnie, szybko i z wyczuciem, palcami nóg – brak nam koordynacji, zgrabności i zajmie to dłuższą chwilę. Podobnie jest z seksem oralnym, a penetracją.
I dlatego chyba natura zapisała nam pewien kod, w którym my mężczyźni, pamiętamy o tym, że gdy poczujemy pożądanie i zapach kobiecego piżma, a nasze usta są w pobliżu waszych jamek, schylamy głowę, aby spróbować ich smaku, zatracając się w oralnych pieszczotach.
Tiara smakowała jak egzotyczny owoc. Kawowe wargi sromowe odsłaniały brązowo czerwony kwiatuszek, który jak domyślam się, nie zaznał jeszcze nigdy pieszczoty męskich pocałunków. Mimo to, dość odważnie rozchylała szeroko swoje uda, pragnąc więcej rozkoszy, jakiej starałem się  jej dać, za pomocą pocałunków z języczkiem. Wpijałem się w jej cipkę, na zmianę pieściłem kwiatuszek, srom, przedsionek pochwy, rozchylałem wargi sromowe i zapuszczałem sondę swojego podniebienia, badając jej smak, wilgotność, kształt i bukiet. Dłonie wsunąłem pod jej pośladki, gładząc je i masując. Bezużyteczne kciuki, które natura ulokowała nam naprzeciw czterech innych, ulokowałem w jej kroczu i masowałem nimi fałdki sromu (może to po to mamy przeciwstawne kciuki), rozchylając i zamykając na zmianę. Mój języczek wibrował arytmicznie, raz mocniej, raz delikatniej, wwiercając się w jej kwiatuszek i pochwę. Tiara chwyciła mnie swoimi dłońmi za głowę, w pierwszym momencie odpychała mnie od siebie, to znowu przyciskała ją do swoich ud, jej jęki stały się coraz głośniejsze, biodra i podbrzusze wibrowały od skurczy orgazmowych, wydawało się, że całe jej ciało wpadło w drgawki. Moje dłonie ścisnęły mocniej jej pośladki, a usta i język starały się zwiększyć dawkę przyjemności, tak aby mogła osiągnąć kulminację orgazmu.
Eksplozja, jak zawsze przyszła niespodziewanie – Tiara zatrzepotała swoim ciałem jak ptak, wzbijający się w niebo i opadła w delikatnych  podrygach na łóżko. Jej całe ciało, dotąd spięte doznaniami, wibrujące napięciem budowanego orgazmu, rozlało się po łóżku w bezwładnym rozluźnieniu, czasem tylko wzdrygane jeszcze paroksyzmem spinającym jej nerwowe wiązania.
Całowałem jej cipkę jeszcze przez chwilę, delikatnie, gładząc językiem jej tajemne zakamarki, aż powoli przeniosłem się wyżej, nadal całując jej ciało, w okolice brzucha i, ciągle zakrytych stanikiem i podkoszulkiem, piersi. Wsunąłem dłonie pod jej plecy i znalazłem zatrzask stanika, rozpiąłem go z nie małym trudem i zdjąłem, razem z koszulką. Tiara, zmęczona orgazmem, bezwiednie poddawała się moim zabiegom, wypinając tylko czasem w moim kierunku część ciała, którą właśnie pieściłem ustami.
Uwolnione spod stanika piersi, przypominały kształtem połówkę owoca mango, tylko szczyt zwieńczony sporej wielkości sutkiem, psuł kształt idealnego owalu. Podciągnąłem ją wyżej na łóżko i położyłem się na jej ciele, smakując ustami jej piersi. Smakowały równie kusząco, jak zapach dzikich orchidei. Zataczałem języczkiem kółka wokół brodawek, niczym stado wilków okrążających swoją ofiarę, a w końcu znienacka łapałem w swoje usta naprężony sutek i ssałem go wolno, i namiętnie.
Moja naprężona męskość węszyła gdzieś w okolicach jej krocza, bijąc głową w jej skórę, szukając szczeliny, w którą mogłaby się wcisnąć. Tiara ponownie budziła się do życia, jej głośne westchnienia wypełniały cały pokój, ilekroć otrzymała ode mnie mocniejszą pieszczotę. Kiedy poczuła moją twardość między swoimi nogami, instynktownie ruszyła biodrami, pomagając odnaleźć właściwy kierunek. Na czubku mojego prącia poczułem nieziemską delikatność, plastycznie rozciągliwe gorąco jakie go oplotło, dając znać, że jest u celu i zapraszająco kusiło. Podciągnąłem się na rekach, zbliżyłem swoją twarz do zamkniętych oczu Tiary, wpiłem się w jej usta swoimi własnymi i wsunąłem się w nią odrobiną mojego członka.
Jęknęliśmy. W tym jęku można była odczytać każdą emocję jaka nią targała: zaproszenie do kontynuowania, zdumienie, przyjemność i obietnicę wielkiego spełnienia. A w moim: pragnienie posiadania, wepchnięcia się, zespolenia aż do bólu.
Pchnąłem mocniej, wpijając się pocałunkami w jej wydatne usta, a za każdym moim kolejnym pchnięciem, Tiara otwierała coraz szerzej swoje wielkie oczy, krzycząc z przyjemności i zdumienia, że nadal wchodzę w nią coraz to głębiej i głębiej. Rozchyliła swoje nogi szerzej, umożliwiając mi coraz głębszą penetrację i ciaśniejsze zespolenie naszych ciał, choć miejsca było coraz mniej i za każdym moim ruchem wydawało się, że osiągnąłem dno jej pochwy, lecz kolejny ruch przesuwał linię mety dalej, a następny jeszcze dalej i tak trwaliśmy, poruszając się lekko, w biegu, w którym meta rozciągała się w nieskończoność.
Nasze ciała pulsowały jak gwiazdy na niebie, z ruchu – w bezruch, z kinetyki – w psychomotorykę, z instynktownych pchnięć – w świat metafizyki, w jakim znajdowały się nasze, atakowane przyjemnością, umysły. Z prostego, taniego, hotelowego łóżka wspólnie unieśliśmy się w inny świat, matrix, w mityczny raj, w którym trwaliśmy długo, czerpiąc radość z połączenia w jednorodny, uduchowiony byt, którego jedyną oznaką fizyczności był widok dwóch splecionych w konwulsjach ciał na łóżku. Nasze uniesienie, samozadowolenie, spełnienie trwało jakby zawieszone w czasie, aż w końcu jakieś inne pragnienie wepchnęło nas z powrotem w nasze ciała, wzbudzając tak rozpaczliwe pragnienie powrotu, że zatraciliśmy się w ruchu, jęcząc, wykrzykując, szczypiąc, kąsając się nawzajem, aż do momentu, gdy wykrzyczeliśmy ostatni dech z naszych płuc, rzężąc od wybuchającej jak atomowa bomba przyjemności.

 

Mokrzy od miłosnych soków, nadal w sobie, gładziliśmy swoje ciała delikatnymi pieszczotami, powoli wracając z wyżyn Olimpu. Boski nektar przyjemności i spełnienia rozlał się po naszych ciałach, nadal spleceni zapadliśmy w błogą drzemkę, przedłużając naszą przyjemność i dając czas naszym zmysłom na ogarnięcie się i powrót do rzeczywistości. Nie trwało to zbyt długo.
Kiedy głodni dorywamy się do jedzenia, szybko potrafimy zapchać się nim tak, że czujemy się już po chwili syci, ale nie minie krótka chwila i ponownie czujemy głód, a następnym razem staramy się nasycić jedzeniem wolniej. W nasz błogi półsen, w czasie którego wisieliśmy nadal zawieszeni gdzieś pomiędzy jawą i snem, wkradł się ruch. Z początku było to tylko napięcie mięśni, nadmuchanie ciał jamistych krwią, tłoczoną ze sporym ciśnieniem. To drgnięcie wzbudziło nasze ciała do ruchu. Zawsze zastanawiam się jak kobiety odczuwają w swojej szparce członka ponownie budzącego się do życia. Kiedy krew, pompowana w niego, powiększa go kilkakrotnie, kiedy napiera na ścianki pochwy, zwiększając swoją objętość, poruszając się mimowolnie w czasie tej transformacji, kiedy w końcu jego twardość jest już tak niewygodna, że zmusza je do poruszenia.
Tiara, czując tę twardość, automatycznie skorygowała swoje biodra w moim kierunku, umożliwiając mi łatwiejszą penetrację. Leżeliśmy na boku, przytuleni do siebie, całując się bardzo delikatnie. Jej podniesiona noga, wsparta na moim biodrze, przyciskała mnie w kierunku jej krocza. Mimo że nasze ruchy były tylko drgawkami, napięciem mięśni pachwiny, skurczami pochwy i nieznacznym skrętem ciała – odczuwaliśmy każdy ruch z ogromną rozkoszą, powoli zwiększając naszą przyjemność.
Opuszkami palców jeździłem po jej plecach – zaczynając od karku, wyznaczałem trasę po obu stronach jej kręgosłupa, aż autostrada, którą się posuwałem na dół, zjechała w dolinę, gdzie zmieniła się w jednopasmową drogę, ciągnącą się w dość ciasnym wąwozie. Wówczas, w dolinie, porzuciłem samochód i wspiąłem się na napięte mięśnie pośladków, następnie na biodra, skąd  zjechałem na nartach w kierunku torsu, zakończonego ramieniem. Tam, u podnóża wzgórza przypominającego wulkan, rozpocząłem prace geologiczne – skanując jego wielkość, twardość, napiętość, wspiąłem się aż do samego szczytu.
Spośród milionów reprodukujących się gatunków na ziemi, człowiek wyróżnia się dość wyraźnie. I to nie tym, że zbudował miasta i samoloty. Miasta budują różne owady, a wiele rodzajów lekkich pająków plecie szybowce, na których latają w poszukiwaniu nowych miejsc. To, co nas odróżnia od świata zwierząt, to seks dla przyjemności. Zaledwie kilka gatunków – delfiny i niektóre rasy małp, uprawiają seks z tego samego powodu. Ale i tak nie pobije nas nikt w ilości seksualnych odczuć i w długości przedłużania stosunków seksualnych. Lubimy przyjemność płynącą z seksu, lubimy emocje, które nami wówczas targają i chcemy je powtarzać bez końca, jeśli tylko nie znudzą nam się kolejni partnerzy. I to właśnie dlatego staliśmy się gatunkiem dominującym na ziemi. Ewolucja wykreowała w nas nie tylko pragnienie seksu, jak ma to całe mnóstwo ssaków, szczególnie w czasie rui, ale również czerpanie z tego wielkiej przyjemności, co popycha nas do tego, aby się seksić – wszędzie. I  to jest dar, jaki dała nam ewolucja. Nawet mimo antykoncepcji, przy takiej ilości seksu jaką ma człowiek, przy tym pragnieniu przyjemności płynącej z aktów seksualnych, przy różnorodności pozycji i miejsc których szukamy, partnerów, nadal będziemy się rozmnażali. To popęd seksualny daje nam pierwszeństwo nad światem zwierzęcym.
Popychani tym pragnieniem, prawie jak na głodzie narkotycznym, poruszaliśmy się w sobie, pieszcząc się nawzajem w uścisku i w rozluźnieniu, bez świadomości przepływającego obok czasu. Moja dziewczyna w hidżabie okazała się bardzo namiętną kochanką, z wielką ochotą oddającą pieszczoty, bez jakichkolwiek zahamowań związanych ze swoim ciałem. Bez wstydu zmieniającą pozycję seksualną, bez zasłony smakującą przyjemności i radości jakie z nich płyną. Dopiero przed północą, kiedy przyniesiono nam do pokoju czyste ubranie, wsiedliśmy na skuter i po godzinie dojechaliśmy do mojego hotelu, a Tiara przesiadła się na różowy skuter i wróciła na noc do swojego domu.


Nad ranem obudziło mnie delikatne skrobanie w drzwi pokoju, odgłos był bardzo męczący i przez chwilę myślałem, że pewnie jakaś jaszczurka coś podgryza, ale powtarzana mechaniczność skrobania, zmusiła mnie do tego, aby sprawdzić, co było tego przyczyną. Otwarłem drzwi, za nimi stała Tiara, prawie wbiegła do pokoju, zamykając za sobą drzwi.

Nie wiem która była godzina, ale wiedziałem, że nie mamy pewnie zbyt wiele czasu. Tiara wpiła się w moje wargi i przytuliła się do mojego ciała. Pośpiesznie, pełen pożądania, ściągnąłem z niej bluzeczkę i spódnicę, prawie zerwałem biustonosz i majtki, zostawiając na ramionach i głowie hidżab. Podniosłem ją bez wysiłku w górę, unosząc ją za pośladki, a ona owinęła swoje nogi wokół moich bioder. Nabiłem ją na twardość sterczącą  z mojej uchylonej bielizny. Zawieszona na moim drągu, owijała się kręcąc wokół mojego ciała, a ja ściskając jej pośladki, pomagałem jej w tym. W końcu zmęczony przyciąganiem ziemskim, przesunąłem się w stronę stolika, na którym usadowiłem zgrabną pupcię Tiary i gwałtownie kontynuowałem jej penetrację.

Wyglądała nieziemsko, naga, o smukłym ciele z kawowym odcieniem skóry i w ostro kontrastującym z nim, białym hidżabie, narzuconym na ramiona i głowę.

Hidżab jako fetysz na jej pięknym, egzotycznym ciele, wzbudził we mnie tak wielkie pożądanie, że wbijałem się w nią bez opamiętania, tłumiąc mocnymi pocałunkami, głośne krzyki, jakie wyrywały się z jej ust, ilekroć w nią gwałtownie wchodziłem. W końcu przyśpieszyłem, wydobywając z naszych ust wielki krzyk przyjemności, zalewający nasz mózg falą spełnienia.
Po kilku godzinach, w fabryce, spoglądaliśmy na siebie, rzucając ukradkowe spojrzenia. Zrobiłem kilkadziesiąt zdjęć próbnych mebli i pożegnałem się z całą załogą. Tiara podała mi dłoń na pożegnanie, nie zdradzając się nawet przez chwilę, z tego że oboje jeszcze mieliśmy na sobie zapach z porannego spotkania. Ściskając jej dłoń, nadal widziałem ją nagą, ubraną tylko w hidżab, z rozwartymi pragnieniem udami. Chwilę po tym kierowca zawiózł mnie na lotnisko, gdzie poleciałem do innego miasta.

Minął ponad rok, gdy ponownie pojawiłem się w fabryce mebli z kolejnymi projektami. Na miejscu Tiary siedziała inna, bardzo młoda dziewczyna, również w hidżabie. Wymieniliśmy kilka uwag na temat projektu, w końcu spytałem.
- Byłem tutaj rok temu i na twoim miejscu pracowała dziewczyna o imieniu…Tera, Kira? – spytałem,udając że nie pamiętam dokładnie imienia.
- Tiara – odpowiedziała dziewczyna – już tu nie pracuje. Wyszła za mąż kilka miesięcy temu.
- Ooo, nie wiedziałem – odpowiedziałem rozczarowany. – Była mi bardzo pomocna w zwiedzaniu okolicy. Mieszka gdzieś blisko?
- Nie wiem, ale chyba wyprowadziła się do domu męża – odpowiedziała, – Jak chcesz mogę spytać szefa, może on ma adres.
- Nie, nie trzeba. Tak tylko pytałem – odpowiedziałem, wychodząc z biura. Już w drzwiach, zatrzymałem się.
- Przepraszam, ale zostaję tutaj przez dwa dni, chętnie pozwiedzałbym okolicę, nie znasz może kogoś, kto mógłby być moim przewodnikiem?
Dziewczyna w hidżabie spojrzała na mnie swoimi zielonymi oczami.
Uśmiechnąłem się.

Koniec

Dziewczyna w hidżabie – jak poderwać najtrudniejszą kobietę świata. Cz. 4 One też pragną być grzeszne

Na przedmieściach miasta zatrzymaliśmy się koło małych sklepików. W jednym z nich kupiłem dwa sarongi. Jeden dla mnie – w tym kraju widok mężczyzny w spódnicy nikogo nie dziwi, a owinięty wokół bioder sarong nosi spora część populacji; drugi dla Tiary – jej własna spódnica była zmoczona i pełna plam zaschniętego błota. Kupiłem też dwie koszulki, choć Tiara na co dzień nosiła tylko bluzki z długimi rękawami i jak domyślam się – opinające szczelnie szyję (hidżab zawsze zasłaniał to miejsce), podkoszulki miały być rodzajem prowokacji i sprawdzenia, jak daleko posunie się w łamaniu swoich zakazów.

Jej zachowanie w stosunku do mnie zmieniło się już zupełnie. Siedziała za mną na skuterze, przytulona do mnie całym ciałem, jej dłonie, owinięte wokół moich bioder, nieśmiało badały moje ciało. Robiła to półświadomie, czerpiąc przyjemność z dotyku ciała obcego faceta, nie skupiając się na dawaniu mi pieszczoty, ale miałem nadzieję, że już wkrótce uda mi się skłonić ją do złamania większej ilości zakazów.

Łamanie praw i zakazów ma zawsze w sobie dreszczyk podniecenia. Lubimy je łamać po to, aby otrzymać dreszczyk emocji z niebezpieczeństwa, które prowokują, ze świadomości kary, która nam grozi za ich złamanie. Wiem, bo sam się tak czułem. Nie tylko Tiara łamała swoje nakazy. Ja, jako obcokrajowiec, łamałem je również. Gdybym publicznie poszedł do łóżka z dziewczyną w hidżabie, w jednej z zapadłych wiosek, pełnych radykalnie myślących, muzułmańskich mężczyzn, mogło by się to skończyć nawet linczem, wykonanym na mnie i mojej partnerce. W mieście, do którego dojeżdżałem, już mniej dziwił widok białego mężczyzny przytulonego do dziewczyny stąd. No może gdyby dziewczyna była w hidżabie, mieliby jakieś komentarze, ale w każdym mieście najbardziej liczą się pieniądze, potrzebne aby w nim przeżyć i każda moralność przeliczana jest na wartość rupii lub dolarów. I na to zresztą liczyłem.

Wszyscy lubią pieniądze i lubią dobrze się bawić, nawet łamiąc fundamentalne zakazy.

Spotkałem mnóstwo muzułmanów pijących ze mną piwo lub drinka, którzy czerpali z tego przyjemność, zupełnie nie dbając o muzułmański zakaz picia alkoholu. Na wezwanie do salatu (modlitwy), pili dalej ze mną, zamiast szukać modlitewnego dywanika i bić pokłony Allahowi. Byli tak samo zepsuci jak zachód (jak muzułmanie określają europejskie i amerykańskie kraje), mimo że zaraz obok z minaretu muezin nawoływał wiernych do modlitwy, bawili się, korzystając z chwili. Wszyscy ludzie są tacy sami. Są i katolicy o wielkiej wierze, naprawdę wręcz uduchowieni, są też tacy, którzy dla wiary mogą zabić i są tacy, którzy podczas niedzielnej mszy bezwiednie powtarzają słowa modlitwy, wypatrując co ładniejszych katoliczek w tłumie, są i tacy co piją piwo w bramie obok. Tak samo jest w wielu krajach muzułmańskich, z tą różnicą, że w niektórych z nich świeckie państwo tak mocno związało się z religią, że widok publicznie pijącego whisky muzułmanina traktują na równi z napadem z bronią w ręku. I kara za to jest też podobna.

Na obrzeżach miasta skierowałem się do małego motelu, zbudowanego z połączonych ze sobą podwójnych domków. Znałem go z moich poprzednich wizyt i czasem korzystałem z jego położenia na granicach miasta, i z prywatności, jaką oferowały jednopiętrowe bungalowy.

I znali mnie w tym hotelu. Nigdy o nic nie pytali, nawet jeśli wracałem do niego późno z tutejszymi dziewczynami. Kiedy zaparkowałem na hotelowym parkingu, Tiara spojrzała na mnie pytająco. To była moja wielka godzina. Uda się lub nie.

- Musimy się doprowadzić do porządku. Kupiłem trochę rzeczy do przebrania, umyjemy się, damy nasze ubranie do czyszczenia, a w tym czasie pójdziemy coś zjeść. Mają tutaj niezłą kuchnię. Co ty na to?

Tiara uważnie badała moja twarz.

- Myślę, że to dobry pomysł – odpowiedziała, a ja czułem, że jej odpowiedź jest zgodą na coś więcej. Zapłaciłem za pokój, zabrałem klucze i skierowaliśmy się do małego bungalow. Mieszkanko nie było najwyższych lotów, stare meble, wytarty dywan, ale co najważniejsze było czysto, dlatego czasem tutaj się pojawiałem.

Wręczyłem Tiarze sarong i krótką koszulkę, i wskazałem łazienkę.

- Jeśli możesz dać mi brudne ubranie, zawołam kogoś z hotelu, aby je zabrali do prania – po chwili zza pół-zamkniętych drzwi łazienki wysunęła się dłoń z brudnym ubraniem.

- Łap – krzyknęła Tiara.

Chwyciłem brudne ciuchy i przysunąłem do nosa. Spódnica i bluzeczka pachniały polem ryżowym i egzotycznym zapachem ciała Tiary. Rozkoszowałem się przez chwilę jej zapachem. Wyskoczyłem z moich spodenek oraz koszulki i owinąłem się w pasie sarongiem. Po chwili ktoś zapukał z recepcji i odebrał ode mnie brudne ubranie. Za dodatkową opłatą obiecali, że postarają się dostarczyć nam czyste jak najszybciej. Żeby być szczerym – niespecjalnie mi zależało na czasie, choć wiedziałem, że Tiara musi wrócić na noc do domu. Nie wiem, jakie wytłumaczenie podała swojej rodzinie na czas spędzony ze mną, ale byłem pewny, że na noc musi zameldować się w domu, aby uniknąć kłopotów.

Po długiej chwili Tiara wyszła z łazienki. Jej zgrabne ciało owinięte było w biodrach sarongiem, obcisły T-shirt, jaki dla niej kupiłem, uwidaczniał każdą wypukłość jej ciała, szczególnie w górnej jego partii. W dłoni trzymała zwinięty hidżab. Pierwszy raz zobaczyłem ją bez niego. Długie, ciemne, proste włosy spływały na jej odkryte ramiona, tworząc naturalny, przejrzysty hidżab.

- Jesteś piękna – powiedziałem. Wiem, że nie musiała tego słyszeć. Stałem naprzeciw, niezdolny do żadnego ruchu, podziwiając jej piękno. Przez dwa dni wyobrażałem sobie, jak wygląda bez hidżabu, w końcu zobaczyłem i wręcz odjęło mi mowę. Cały ten czas spędzałem z owiniętym w papier podarunkiem, akceptowałem i przyzwyczajałem się do niego, aż nagle opakowanie znikło, i okazało się, że w środku jest coś naprawdę pięknego. W tym momencie nie dziwiłem się już muzułmanom – świadomość, że tak wielkie piękno jest przeznaczone tylko dla twoich oczu, i nikt oprócz bliskiej rodziny tego nie widzi, napawa dumą i specyficzną mieszanką zadowolenia z wyłączności jaką ofiaruje.

Podszedłem do niej i chwyciłem za jej dłonie, obracając ją na boki.

- O mój Boże, nie wiedziałem, że pod hidżabem może skrywać się takie piękno! – Pozwalała mi na to, mimo odrobiny onieśmielenia. Ale całym ciałem czerpała zadowolenie z mojego zachwytu nad jej wyglądem. Miałem ogromną ochotę pocałować ją i starać się dostać od niej to, za czym goniłem od dwóch dni, niestety sam byłem półnagi, owinięty tylko sarongiem na biodrach i brudny od ziemi pełnej gliny z pola ryżowego.

- Daj mi kwadrans, postaram się zrobić na bóstwo i pójdziemy coś zjeść, albo jak chcesz idź sama do restauracji hotelowej i zamów coś dla nas.

- Dobrze, zamówię coś. Na co masz ochotę?

- Zrób mi niespodziankę, zamów coś co znasz, ja i tak lubię waszą kuchnię.

Zniknąłem w łazience i po krótkiej chwili, owinięty w sarong, w krótkiej koszulce z reklamą piwa Bintang, dreptałem w kierunku restauracji. Wyglądałem pewnie śmiesznie w tej spódnicy, ale nie przejmowałem się tym. Takie wygłupy zbliżały do tubylców, a mi zależało na tym, aby Tiara czuła się w moim towarzystwie nieskrępowana. Śmiech zawsze w tym pomaga. Usiadłem naprzeciwko, Tiara chrupała podane na przystawkę chipsy, maczane w orzechowym sosie. Zapadłem się w kontemplowaniu jej wyglądu. Speszyła się po chwili pod moim wzrokiem.

- Przepraszam, ale nie mogę przestać patrzeć na ciebie – oznajmiłem naprawdę bardzo szczerze.

- Peszysz mnie, kiedy na mnie tak patrzysz.

- Jak nie patrzeć, wyglądasz jak wcielenie Sity – każdy tu znał Sitę, najpiękniejszą kobietę świata, z hinduskiego eposu Ramajana. Dla mnie, najbardziej trafiony komplement dla dziewczyny w tym kraju. Kiedy podrywasz dziewczynę z innego kraju, nie porównuj jej do Madonny, Wenus czy Whitney Houston, bo one mogą jej nie znać, poszukaj „ichniego” odpowiednika, wówczas zabłyśniesz tym, że znasz ich wzorce, respektujesz ich poglądy i ocenę piękna, no i komplement będzie jak najbardziej trafny, i udany.

Zaśmiała się szczerze.

- Sita była hinduską i była naprawdę bardzo piękna – gdybym porównał ją do Wenus, temat by się urwał lub musiałbym tłumaczyć, kim była bogini miłości, co w takiej chwili zniszczyłoby cały komplement.

- Kiedy patrzę na ciebie, myślę że nawet tobie nie dorówna. Zresztą dziewczyny z Indii nie są takie piękne jak tutaj – nie było to do końca prawdą, ale kobiecie nigdy nie mówisz prawdy, a tylko to, co chce usłyszeć. Jeśli ma krzywe zęby, mówisz że ma ładny uśmiech, jeśli ma orli nos, mówisz że ma piękny profil twarzy, a jeśli ma odstające uszy, zachwycasz się kaskadą jej pięknych włosów, opadających na ramiona. Każda z nich dobrze zna swój mankament, ale jeśli usłyszy, że ma piękny uśmiech, zastanowi się, że może rzeczywiście, kiedy się uśmiecha, jego piękno niweluje widok krzywych zębów.

Tiarze to nie groziło, była po prostu piękna. I chyba zdawała sobie z tego sprawę. Jak to jest żyć, patrząc na swoje prawdziwe odbicie w lustrze każdego dnia i oszpecać się, zakładaniem na głowę hidżabu. Może każda z nich marzy o takim momencie, kiedy z rzuca go z siebie i ukazuje się mężczyźnie w swojej całej krasie? W tym momencie poczułem, że Tiara naprawdę cieszy się z tej chwili, z tego że beztrosko siedzi koło mnie, obcokrajowca, który obsypuje ją dość prostackimi komplementami, w podkoszulku, który dokładnie opina jej dorodne piersi, malując na niej kształt sterczących sutków, przebijających się nawet przez biustonosz, w rozpuszczonych na ramiona, długich kruczoczarnych włosach, z uśmiechem na twarzy, z radością i satysfakcją, jaką czerpie każda dziewczyna z tego, że jest obiektem komplementów i podrywu przez mężczyznę, z tego że może w końcu poczuć się w pełni kobietą, choć przez chwilę, tak jak te inne, widziane na ekranie filmów z Hollywood. To był ten moment, kiedy zrozumiałem, że Tiara jest zachwycona spotkaniem ze mną, że to jest właściwa droga, aby zdobyć kobietę w hidżabie. Dać jej możliwość, choćby na chwilę poczuć się kobietą, grzeszną i próżną, taką jakich pełno na zachodzie, umożliwić jej pokazanie własnego piękna  i władzy, jaką dzięki temu ma nad mężczyzną, dać jej te 5 minut, w czasie których jest królową i boginią dla starającego się o nią mężczyzny, pozwolić jej cieszyć się z tego, że samym swoim widokiem potrafi namącić tak w głowie samcom, że zapominają klepać wieczorne pacierze do Allaha, a w zamian wolą całować jej stopy, modląc się do nich goręcej niż do jakiegokolwiek innego Boga, choćby tylko do momentu, w którym osiągną cel swoich modlitw.

Rozkoszowałem się tym momentem w czasie obiadu z Tiarą, jakimś pokrętnym sposobem udało mi się przedostać przez osłonę jej opakowania i mało tego, dałem jej możliwość poczucia się prawdziwą kobietą, a nie tylko wychowanicą muzułmańskiej, bogobojnej skromności. Byłem zwycięzcą, wiedziałem już jak skończy się ten dzień. Po zapłaceniu rachunku, skierowaliśmy się do naszego bungalow.

W pokoju przez chwilę zrobiło się dość niezręcznie, chociaż wydawało się, że każde z nas wie, do czego to doprowadzi. Ja bałem się ją spłoszyć, chociaż byłem już prawie pewny, że lada moment wylądujemy w łóżku. Ale czy na pewno? Tiara, jeśli nawet nie była dziewicą, z pewnością nie miała zbyt wielkiego doświadczenia z mężczyznami. Wszystko zatem zależało od mojego zachowania. A może się myliłem?

- Masz źle założony sarong – powiedziała – to dlatego kelner śmiał się z ciebie, pomogę ci – zbliżyła się do mnie i ujęła mnie w pasie, rozwijając materiał sarongu. Jej dotyk był bardzo delikatny. Wprawnym ruchem poprawiła na mnie sarong, owijając go właściwie wokół moich bioder. To był ten moment. Kiedy jej dłonie, trzymające materiał, objęły moje biodra, jej twarz znalazła się zaledwie kilka centymetrów od mojej, pochyliłem się i pocałowałem ją w usta, delikatnie oplatając jej ciało moimi ramionami. Czekała na to. Muskałem wargami jej wargi, aż uchyliła je, wpuszczając mnie do środka.  Smakowałem ich wnętrze moimi przez długie kilka minut, dłońmi masowałem jej plecy, wyczuwając pod koszulką pasek biustonosza. Tiara na początku dość sztywna, zmiękła w moich ramionach, jej niezgrabne z początku pocałunki, stały się bardziej namiętne, gorące, pełne mocnych westchnień. Pchnąłem ją delikatnie w kierunku łóżka, tak aż usiadła na nim, a ja klęknąłem przed nią i starałem wgłębić się między jej kolana, co niestety nie było możliwe, gdyż jej obwiązany szczelnie wokół bioder sarong, skutecznie blokował  jej nogi przed rozchyleniem. Moje pełne pocałunków usta zjechały na jej szyję, w tym czasie dłońmi zluzowałem jej sarong, nadal napierając na jej nogi moimi biodrami. Pieściłem ustami jej płatki uszu, kark i ramiona, które nastawiała ku mnie. Uniosła się wyżej i pozwoliła się uwolnić z opasującego ją paska materiału, rozchyliła uda, a mi udało się naprzeć na nią tak mocno, aż poczuła na swoich majteczkach, sztywność mojej męskości. Jęknęła.  cdn.

Dziewczyna w hidżabie – jak poderwać najtrudniejszą kobietę świata. Cz. 3. Ryżowe pole jest seksi!

Byłem zdumiony zachowaniem Tiary, a dokładnie jej szybkim, czułym pocałunkiem w policzek. Zostałem pocałowany przez dziewczynę w hidżabie! Ha, dziewczyna, która ma zakazany jakikolwiek kontakt z mężczyzną, nawet grzecznościowe podanie dłoni, wspięła się na palce i obdarowała mnie wstydliwym pocałunkiem. Już czułem się z tego dumny. Co miało to oznaczać? Gdyby to była jakakolwiek inna dziewczyna, miałbym pewność, że jestem na dobrej drodze ku temu, aby w końcu nasze ciała połączyły się w miłosnym uścisku. Ale byłem w muzułmańskiej części kraju, wśród facetów noszących ze sobą dywanik modlitewny, wśród kobiet okrytych luźnym materiałem od stóp do głów. Tutaj taki pocałunek mógł oznaczać cokolwiek. Może był podziękowaniem, pokrętnym „żegnaj”, może był największym podarunkiem jaki może dać niezamężna dziewczyna chłopakowi, którego lubi, może wskazówką albo zwykłym „przepraszam”. Nie wiem. A może nie do końca. Przecież to nie pierwsza dziewczyna, którą podrywam czy uwodzę. Przecież ta gra, wciąż odgrywana na nowo, mimo zmieniających się aktorów, mimo tworzonych na nowo dialogów, trwa niezmiennie od stuleci. I choć zmieniają się w niej odtwórcy ról, zmienia się dekoracja, systemy polityczne skaczą jak mozaiki z feudalizmu do demokracji, z komunizmu do dyktatury, zmieniają się religie, z politeistycznych na monoteistyczne, z małych sekt, na monumentalne kościoły pełne wiernych – ta chemia, która się dzieje między dwojgiem ludzi, jest nadal taka sama. I tańce godowe, które odtwarzają, nie zmieniły się przez wieki.

Mężczyzna i kobieta pragną się nawzajem, i jest to największa magia naszej rzeczywistości, największe czary jakich możemy doświadczyć naszymi wszystkimi zmysłami. Szukamy sensu w naszym życiu, szukamy śladów pozagrobowego życia, szukamy Marsjan, podczas gdy wszystko to mamy już od zarania naszych dziejów wyłożone na wyściełanej jedwabiem tacy. Ta chemia, łącząca dwie płcie, jest naszym sensem, życiem pozagrobowym, kiedy po nas zostaną już tylko prochy; jest Marsjaninem, który jest potomkiem tej samej chemii, działającej na jego przodków i to ona przyczyniła się do jego powstania. Ta chemia to miłość jaką dwoje, nawet obcych sobie ludzi, daje sobie nawzajem, będąc jednym ciałem.

Strasznie jest się czasem samotnym w obcym kraju pełnym dziwnych, mało zrozumiałych dla siebie ludzi. A szczególnie ta samotność staje się aż nadto uporczywa, kiedy męczysz się, próbując ich zrozumieć. Starasz się poukładać ich sobie tak, aby mogli pasować do twojej subiektywnej wizji świata. Najczęściej takie układanie nie ma najmniejszego sensu, bo stereotypy z których korzystamy, są obce ludziom z którymi się spotykamy.

Jedyny wspólny mianownik pomiędzy nami, jaki udało mi się odnaleźć, to świadomość, że ja jestem mężczyzną, a Tiara kobietą i zawsze w takich sytuacjach podlegamy tym samym prawom przyrody, zwierzęco poddając się uczuciom, jakie nami wówczas wstrząsają. Czy to instynkt przetrwania, czy nasza seksualność, czy też chemia, o której pisałem, to to zmusza nas do zbliżenia, mimo że dzieli nas tak wiele innych rzeczy.

Kiedy obudziłem się nad ranem, znowu byłem pełen nadziei. Nieważne czy to tylko fantazje erotyczne, których każdy z nas przecież ma tysiące i które z zasady nadal pozostają w sferze naszych marzeń, bo nie mamy odwagi ich wypróbować, albo też takie jest ich zadanie, mają tylko podniecać i wzmagać nasze pożądanie, a nie tylko je spełnić – chciałem, aby nadal trwały i postanowiłem, że mimo wczorajszego dnia, nie poddam się tak łatwo. Wszystko, co przychodzi z wielkim trudem, smakuje dużo lepiej, niż to, co mamy pod ręką.

Spotkałem się z Tiarą ponownie w fabryce. Oboje udawaliśmy, że nic się nie stało wczorajszego dnia. Zachowywaliśmy do siebie taki sam dystans, jak poprzedniego dnia. Ja klient, ona pracująca w fabryce dziewczyna.  Mimo to udało mi się ją zaczepić na chwilkę na osobności i bezproblemowo zapytać.

- Będziesz o czwartej w hotelu?

Spojrzała na mnie z odrobiną wahania.

- Pojedziemy coś pozwiedzać – szybko dodałem – poza tym, jestem ci winny za wczorajszy dzień pieniądze. Zapomniałem ci zapłacić.

Jej ciemne, duże oczy badały mnie przez długą chwilę. Jej wielkie usta otworzyły się szerzej, aby wypowiedzieć to jedne słowo:

- E.. okay.

Uśmiechnąłem się i odszedłem w kierunku hali fabrycznej, gdzie kilku stolarzy próbowało ukończyć próbne modele mebli, jakie zamówili moi przełożeni.

Tiara pojawiła się punktualnie o czwartej po południu przed moim hotelem. Czekałem już na nią na moim skuterze. Wręczyłem jej kopertę z należnością za wczorajszy dzień.

- Dziękuję. Byłaś wspaniałym przewodnikiem. Masz jakiś pomysł gdzie możemy pojechać dzisiaj?

- Może do jaskini, albo do dżungli – zaproponowała.

- Co ty na to abyśmy udali się do miasta? Wiem, że jest w nim kilka zabytków do zobaczenia. Możemy je zwiedzić i zatrzymać się na jakiś obiad? – nie chciałem powtarzać tego samego błędu. Już raz natknąłem się na niezbyt przyjaznych tubylców, a jeśli miało mi się coś udać z Tiarą, ona musiała poczuć się tak, jak ja czuję się w jej kraju. Anonimowo. Bo nikt mnie nie zna i ja nie znam nikogo. Znajdujące się prawie o godzinę jazdy miasto oferowało nam zarówno anonimowość dla nas obojga, jak i sporo tolerancji dla hidżabu, który nosiła Tiara. W kilkuset-tysięcznym mieście było mało prawdopodobne, że spotka kogoś znajomego, kogoś kogo mogłaby się wstydzić lub obawiać.

- Będziesz moim tłumaczem jeśli trzeba – siadłem na skuter i zapraszająco wskazałem jej miejsce z tyłu, nie czekając na jej potwierdzenie aprobaty mojego planu. Ruszyłem i dzięki jej wskazówkom, powoli zbliżaliśmy się do wielkiego miasta. Jechaliśmy drogą ciągnącą się przez całe mnóstwo pól uprawnych, na większości z nich uprawiano ryż, ale sporo było też innych, gdzie rosły krzaczki kawy, tytoniu i badyle trzciny cukrowej.

Na jednym z pól ryżowych zauważyłem pracujących farmerów. Zatrzymałem skuter i spytałem Tiary, czy nie pokazałaby mi, jak sadzi się ryż. Spojrzała na mnie ze zdziwieniem, choć coraz mniej dziwiła się już moim pomysłom. Podeszła do rolników i zapytała, czy możemy im pomóc. Za małą opłatą, zgodzili się. Zrzuciłem  sandały i wszedłem na bosaka na pole ryżowe. Tiara, jako moja tłumaczka, zmuszona była do tego samego. Nie wiem, skąd wpadł mi do głowy ten pomysł, ale wiedziałem, że jeśli zgodzi się na niego, zyskam szanse przełamania kilku kolejnych barier. I zobaczę coś, co widzi bardzo niewielka ilość cudzoziemców, nagie nogi dziewczyny z hidżabem. Tiara wprawnie podwinęła swoją spódnicę, zwijając ją i wiążąc w taki sposób, że utworzyła bufiaste spodenki. Podobnie podwinięte sukienki lub obwiązane wokół bioder sarongi, miały starsze kobiety pracujące na polu. Tiara złapała mnie na tym, że wpatruje się w jej odkryte ponad kolana nogi. Uśmiechnęła się, może zarumieniła, czego nie widać było zupełnie na jej kawowej twarzy i niczym się nie przejmując, pochyliła się nad błotnistą wodą, pokazując mi w jaki sposób, w polu zalanym wodą, umieszcza się sadzonkę ryżu.

- Zawsze mnie interesowało, dlaczego sadzicie je w idealnej odległości, odmierzając je jak od linijki – spytałem. Tiara złapała mnie za dłoń, w której trzymałem kępkę zielonkawej sadzonki ryżu i pociągając mnie za nią w dół, umieściła ją w gliniastej, pełnej wody, ziemi.

- Tak się to robi – powiedziała, śmiejąc się.

Dotyk jej dłoni, gliniasta, pełna wody, ziemia i sam fakt wciśnięcia w nią sadzonki, obudził we mnie moją męskość.

- Dlaczego sadzimy kilka sadzonek na raz? – spytałem.

- Żeby mieć pewność, że chociaż jedno z nich się przyjmie. Kiedy się rozrosną, całe pole będzie pełne ryżu – odpowiedziała. Spróbowałem sam umieścić sadzonkę w ziemi. Nie starałem się zbytnio, aby zrobić to porządnie, co wywołało zamierzony efekt.

- Nie tak – powiedziała, ponownie chwytając mnie za rękę i ciągnąc w stronę wody. Kiedy ponownie zagłębiliśmy w niej wspólnie nasze złączone ręce, nasze palce dotykały się już czule, nie spieszyła się tym razem z umieszczeniem sadzonki.

- Najpierw musisz znaleźć odpowiednie miejsce, w odpowiedniej odległości od innych, zasadzonych już sadzonek, palcem powoli robisz małą dziurkę i kierujesz w nią trzymaną w dłoni sadzonkę – objaśniała mi powoli, a jej obie dłonie spoczęły na mojej, ucząc ją pod wodą, jak właściwie powinna zostać umiejscowiona sadzonka ryżu. Nie spieszyliśmy się, nasze dłonie więcej czasu spędzały pod wodą, badając siebie nawzajem, niż na uczciwym sadzeniu ryżu.

-  Chyba powoli zaczynam rozumieć – odpowiedziałem po chwili, kiedy już uwolniliśmy nasze dłonie od siebie. Pochwyciłem kolejną sadzonkę i zbliżyłem się do Tiary, spotykając jej dłoń już zanurzoną w wodzie. Tym razem to moja dłoń prowadziła, pieszcząc jej i delikatnymi ruchami zagłębiając się w błocie, w którym tworzyłem małą szczelinę i zapełniałem ją sadzonką ryżu.

Nie wiem, czy inni rolnicy zorientowali się w tej naszej małej erotycznej zabawie. Nasze dłonie, trzymające sadzonki, co rusz spotykały się pod wodą, ocierając się, pieszcząc nawzajem, ściskając, a wszystko to oblewało nasze twarze rumieńcami, które na jej kolorze skóry były prawie niewidoczne, a na mojej kojarzyły się ze świeżo nabytym zaczerwienieniem skóry, spowodowanym mocnym słońcem.

Pozycja, jaką trzeba przyjąć, aby sadzić ryż, jest bardzo niewygodna dla Europejczyka. Na szeroko rozstawionych nogach, pochylamy ciało do przodu, tworząc w ten sposób ruchomy dźwig, coś na wzór starych wiejskich żurawi, w ten sposób wprawny rolnik, bez zmiany pozycji, może bujać się w koło, sadząc kilkanaście sadzonek wokół siebie. Częsta zmiana pozycji nastręcza sporo trudności. Idealna ziemia do sadzeniu ryżu zawiera sporo gliny, pole zalewane jest wówczas wodą, którą przez długi czas utrzymuje przed wsiąknięciem, właśnie glina. Ryż, zanurzony w wodzie, rośnie szybko i bezpiecznie, szczególnie w krajach, gdzie po porze deszczowej, nie ma zbyt wiele obfitych opadów deszczu. Poruszanie się po takim polu przypomina czasem brodzenie w błotnistym bagnie, gdzie podczas każdego kroku jesteśmy zasysani przez glebę.

Brodząc tak przez długą chwilę, chichotaliśmy, gdy często nasze nogi klinowały się między grudkami gliniastej ziemi, a ona zasysała je, uniemożliwiając normalne chodzenie. Za którymś razem, kiedy noga Tiary wpadła w kolejną, szczególnie głęboką szczelinę, chwyciłem jej nogę, próbując ją uwolnić z grząskiej gliny. Moje palce delikatnie objęły jej kostkę, wyszukując palców i pięty, starałem się pociągnąć za nie, aby ją uwolnić. Pociągnąłem, ale za mocno. W efekcie tego Tiara razem ze mną plasnęła do tyłu w błoto. Upaprani błotem jak dzieciaki, śmialiśmy się do rozpuku, razem z innymi rolnikami, którzy głośnymi wybuchami śmiechu, kwitowali naszą niezręczność. W końcu wydostaliśmy się z pola ryżowego na drogę i za pomocą patyków zdrapywaliśmy błoto, starając się doprowadzić nasze ubrania do stanu używalności.

- Musimy znaleźć jakiś sklep – powiedziałem. – Nie wziąłem z sobą nic do przebrania. Ty też chyba nic nie masz.

- Nie – odpowiedziała, śmiejąc się. –  To było zabawne, jak spadłeś do błota. Miałeś taką śmieszną minę.

Ubłocony, wsiadłem na skuter. Tiara usiadła za mną, tym razem mocno obejmując mnie w pasie. Ruszyłem wolno, delektując się przyjemnością, jaką czerpałem z jej dotyku i ciepła jej przemoczonego ciała, jak i z faktu, że udało mi się w ciągu dwóch dni zainteresować sobą dziewczynę w hidżabie do tego stopnia, że pragnęła już mojego dotyku, łamiąc przy tym większość zakazów, jakimi obwarowana jest kobieta w hidżabie.

Dziewczyna w hidżabie – jak poderwać najtrudniejszą kobietę świata. Cz. 2. Broda i bomby

Dojechaliśmy do świątyni. Nie była zbyt okazała. Te kilka ocalałych kamiennych pagód było tylko częścią kompleksu budynków świątynnych, które przed wiekami musiały być naprawdę wielkie. Zostawiliśmy skuter nieopodal i wspięliśmy się na wzgórze. Tiara nadal była dosyć spięta. Starałem się, aby opadło napięcie.

- Ale tu jest pięknie. Zakochałem się w twoim kraju. Zobacz jaki mamy cudowny widok z tego wzniesienia, w dole widać ciągnącą się cudowną zieleń.

-  Jest pięknie – przyznała.

- Chcesz to zrobię ci zdjęcie na tym tle?  -  Zmusiłem ją, aby się ustawiła do niego, mimo jej delikatnej niechęci, wiedziałem, że tak naprawdę chętnie się sfotografuje na tle pięknych wzgórz.

Ustawiłem aparat i zrobiłem kilka zdjęć.

- No, nie wiem kto jest wspanialszy – świątynia, czy ty na jej tle – powiedziałem, pokazując jej zdjęcie na wyświetlaczu. Starałem się rozbawić ją i przyzwyczaić do moich komplementów. Nadal nie wiedziałem jak się podrywa dziewczyny w hidżabie, czym mogę ją urazić, spłoszyć lub zawstydzić, a czym zdobyć.

- Znasz jakieś legendy z związane z tym miejscem? – spytałem.

Pozwoliłem jej mówić. Nic tak nie zbliża do kobiety, jak zapewnienie jej cierpliwego audytorium. A słowa, które wypowiada, są jak lodołamacz, przełamujący barierę z lodu, zbliżając do siebie dwie obce sobie osoby. Po chwili, a raczej kilkudziesięciu minutach, śmialiśmy się z jej opowiadań jak starzy znajomi. Już wtedy wiedziałem, że jeśli wszystko potoczy się podobnie, będę miał szansę już wkrótce zbliżyć się również w bardziej intymny sposób do Tiary.

Dotyk nie jest czymś zakazanym. Ale, aby dotykać obcą osobę, oprócz zwykłego podania dłoni na powitanie, musimy zbudować wzajemne zaufanie i odrobinę sympatii. Dziewczyny z hidżabem lubią dotykać. Ale nie zrobią tego tak długo, aż nie będą miały pewności, że ta osoba nie ma nic przeciwko temu. Wielu muzułmańskich mężczyzn pozwala się dotykać jedynie żonom.

W naszej rozmowie zadawałem trochę pytań i pozwalałem mówić Tiarze, ale ilekroć dotyczyło to mało zrozumiałej dla mnie sytuacji, przerywałem jej pytając o potwierdzenie i podawałem podobny przykład z zachodnich krajów, najczęściej w zabawnej formie, co ją rozbawiało. Kilkakrotnie, w czasie kiedy zaśmiewaliśmy się z tych żartobliwych uwag, jej dłonie spoczęły na moich dłoniach lub ramieniu. Była bardzo otwartą dziewczyną.

Umawiałem się kiedyś kilkukrotnie z balijską kelnerką i w podobny sposób próbowałem rozładować sytuację, ona, mimo tego że pozwalałem sobie często na mocne uwagi typu: „byłabyś wspaniałą żoną”, „mówisz, że nie masz jeszcze chłopaka – już go masz” – nigdy nie pozwoliła sobie nawet na najmniejszą intymność wobec mnie. Unikała dotyku i trzymała dystans na każdym kroku. W końcu zaprzestałem tego typu żartobliwych uwag i, choć nadal spotykamy się czasem, zaprzestałem już prowokacji, akceptując jej wychowanie oraz brak zainteresowania krótkim romansem z obcokrajowcem.

Z Tiarą czułem, że powoli łapiemy kontakt. Mimo, że z początku wyglądała na bardzo spiętą w moim towarzystwie, z wolna przeistaczała się w normalną dziewczynę, równie czułą, jak każda inna, tak na komplementy, którymi ją obdarzałem, jak i na żarty, które wzbudzały w niej śmiech.

Po obejrzeniu świątyni zaproponowałem jej abyśmy wybrali się coś zjeść. Zatrzymaliśmy się przy małym sklepiku w jednej z wiosek, oferującym jedzenie i wrzątek. Kupiliśmy tam dwie rozpuszczalne zupki Yam Yam. Sprzedawcą okazała się starsza kobieta w hidżabie, zamieniła kilka zdań z Tiarą, ale ani po jej zachowaniu, ani z kontekstu tego co mówiła, nie mogłem dopatrzyć się niezadowolenia z tego, że samotna muzułmańska dziewczyna spędza czas z obcokrajowcem.

Mahomet powiedział: „Ogól swoje wąsy, zostaw brodę tak, aby odróżniać się od niewiernych”.

Robimy to, abyśmy mogli siebie nawzajem rozpoznawać.

A ponieważ Mahomet, we wszystkim co robił, był doskonały, musimy dążyć jego drogą.

Jeśli prosi nas, żebyśmy coś zrobili, musimy to zrobić, bo Koran mówi: Słuchajcie Boga, słuchajcie jego proroka.

Bóg wie najlepiej.

Dlaczego muzułmanie noszą brodę?

Inaczej sprawa się miała z kilkoma przechodzącymi młodymi mężczyznami. Na nasz widok zatrzymali się i w dość prowokujący sposób obserwowali nas, wymieniając uwagi. Było ich trzech, każdy z nich ubrany w białe szerokie szarawary i w przewiewną tunikę galabija, a na głowach nałożone mieli muzułmańskie czepki tagijah. Stali w dość sporej od nas odległości i rozmawiali, spoglądając na nas, i coraz to mocniej gestykulując. Nie mogłem usłyszeć o czym mówią, ale domyśliłem się po minie Tiary, że jest również skrępowana ich obecnością. Co za kraj. Choć z drugiej strony, jak my zachowujemy się w małym miasteczku, kiedy widzimy czarnoskórego mężczyznę na randce z Polką? Domyślam się, że niejeden już Afrykańczyk zebrał spore baty od Polaków za próby wciskania ciemnoty polskim dziewczynom.

Nie miałem ochoty ani na fizyczną walkę, ani na jakąkolwiek utarczkę słowną z przedstawicielami muzułmańskiej wspólnoty. Młodzi mężczyźni różnili się od siebie tylko nieznacznie, głownie – sposobem przycinania na nową modę, bród. Mnie, w ich tunikach i dość bezczelnym wskazywaniu na nas rękami, kojarzyli się dokładnie z naszym polskim odbiciem pseudokibiców lub skinów. Te same spojrzenia, ta sama gestykulacja i to samo oburzenie, jedynie język pewnie różnił się odrobinę, bo zamiast naszych „qrew” wstawiali pewnie ozdobniki „bismallah”. Bóg jest litościwy. Ale z pewnością nie chodziło w tym wypadku o litość dla mnie lub Tiary.

Doktor Aslaoui miał gabinet dentystyczny w Kasbie, starym mieście Algieru, jednej z najbardziej „gorących” dzielnic stolicy. Islamiści kazali mu się wyprowadzić. Wtedy na drzwiach swojego gabinetu wywiesił kartkę, że żandarmów i policjantów leczy za darmo.

– Jego odpowiedź na groźby była jasna – mówi Leila. – Nie chciał opuszczać Kasby. Powtarzał: Nic mi się nie stanie, ludzie mnie tu kochają.

Leila Aslaoui szukała później świadków, informacji o zabójcach. Dziś wie już dokładnie, co stało się tamtego dnia w gabinecie jej męża. Wie, że zabójcy pochodzili z dzielnicy La Scala i mordowali intelektualistów mieszkających w Kasbie. Wie, że dwaj z nich są w więzieniu, trzej zostali zabici. Jednego z nich, gdy konał w szpitalu, zapytali, czy nie ma wyrzutów sumienia. Przeciwnie – odpowiedział. – Ten człowiek był szatanem. A dzięki temu, że podciąłem mu gardło, pójdzie do raju.

Islamista miał dwadzieścia cztery lata.

– To on pierwszy wszedł do gabinetu męża i poprosił o usunięcie kamienia z zębów. Mąż to zrobił, zapytał go, czy pracuje, a gdy tamten rzekł, że jest studentem, nie wziął od niego pieniędzy. Mężczyzna wyszedł do poczekalni i dał znak innym, że mąż nie ma obstawy.

Najpierw związali protetyka. Przytroczyli go do fotela dentystycznego, chcieli, żeby wszystko widział.

Doktor był wierzący i praktykujący. Zabójcy zobaczyli w jego gabinecie dywan modlitewny, rzucili na podłogę, zdeptali.

Potem podcięli doktorowi gardło.

– Sporo osób twierdzi, że ci ludzie są pod wpływem narkotyków – mówi Leila Aslaoui. – Ale ja myślę, że są zanarkotyzowani ideą. To jest nienawiść do innych i nienawiść do siebie.

fragment „Piekło jest gdzie indziej” – Beata Pawlak.

Mam spore doświadczenie z różnych krajów, jak unikać niesnasek z tubylcami, szczególnie w muzułmańskich państwach. Najskuteczniejszy sposób to: wiać. Uciekać jak najdalej od miejsca, gdzie świątobliwi mężowie zastanawiają się czy Allach sam spuści grom z błękitnego nieba, aby ukarać niewiernych, czy też muszą wziąć sprawę w swoje ręce i sami wymierzyć sprawiedliwość, na przykład: wysadzając przy tym siebie i innych niewinnych przechodniów. Ucieczka zawsze ma sens. Nie ma grzesznika, nie ma problemu. Pokrzyczą jeszcze przez chwilę, po czym ich emocje ucichną i wrócą do normalnej codzienności.

- Zmywamy się stąd i to szybko – szepnąłem do dość przestraszonej Tiary, zapłaciłem starej kobiecie za zupki, wsiadłem na skuter i kiedy tylko poczułem, że Tiara usiadła za mną, ruszyłem szybko w przeciwnym kierunku drogi, oddalając się jak najszybciej od pomstujących na nas, radykalnych muzułmanów.

Choć wydawało mi się, że tym razem, mimo że nic nie kombinowałem, Tiara prawie przytuliła się do mnie, nie cieszyło mnie to zupełnie. Wiedziałem, że wszystkie moja starania, jakie czyniłem przez ponad połowę dnia, aby zbliżyć się do niej, zostały zniweczone przez to pechowe spotkanie z moralną muzułmańską bojówką. Tiara była muzułmanką i, mimo tego że pewnie podobał jej się ten dzień, spędzony ze mną, czuła się pewnie zbrukana bezczelnymi uwagami tych kilku mężczyzn, a przecież nic złego jeszcze nie zrobiła, jadła tylko ze mną zupkę z proszku Yam Yam.

Ale zło zostało już dokonane. Ja sam czułem się źle, że przydarzyło się nam takie głupie wydarzenie. Wiele razy chodziłem z dziewczynami objęty, przytulony czy trzymałem je za rękę wśród tłumów, gdzie pewnie wszyscy byli wyznawcami Mahometa, ale jeszcze nigdy nie widziałem, aby się na to oburzano. Może dlatego, że żadna z tych dziewczyn nie miała na sobie hidżabu?

Mało jest pewnie takich wiosek jak ta, ale paradoksalnie pojawia się ich coraz więcej. Fundamentalny islam wzbiera jak fala, która kiedyś może zalać nas wszystkich, zarówno inne religie, jak i tych zwykłych muzułmanów, którzy wierzą i modlą się do tego samego Boga, ale żyją normalnie, a ich żony i córki nie są zmuszane do noszenia burek czy hidżabów. I my w historii wiary chrześcijańskiej mieliśmy przykłady krwawego postępowania. Inkwizycja kościelna, wojny krzyżowe, które głownie miały na celu grabieże i podbój ziem, rzezie jakich dokonywali jezuici i dominikanie w koloniach, w imię Jezusa Chrystusa. Wprawdzie już tego nie robimy, a Kościół przeprosił za błędy swoich poprzedników, to zrozumiałe, takie były wówczas czasy i moralność, jednak byliśmy równie ekstremalni jak dzisiejsi terroryści.

Może się wydawać, że stchórzyłem, szybko uciekając. Tak. Ale w tej sytuacji, ani moja odwaga nie mogłaby poprawić naszej sytuacji, ani moje bohaterstwo nie byłoby tym samym, co obrona dziewczyny w Polsce. Poza tym obserwowałem kiedyś dość podobną awanturę na jednym z handlowych placów w innym muzułmańskim kraju. Nie wiedziałem o co chodzi. Myślałem, że to tylko zwykła kłótnia handlarzy. Po kilkudziesięciu minutach sprzeczka przerodziła się w regularną walkę, a białe tuniki u niektórych pokryły czerwone plamy krwi. Tłum jest czymś z czym się nie walczy, tylko ucieka. Do tych trzech mężczyzn w każdej chwili mogło dołączyć połowę wioski, wówczas nikt by nawet nie pytał, jak się to zaczęło. Tłum reaguje spontanicznie, na podstawie impulsu. Tłum nie myśli, tylko działa. Dopiero jak ludzie z tłumu rozejdą się do swoich domów, zaczynają się zastanawiać, o co w tym wszystkich chodziło i dlaczego przyłożyli do tego swoją parę rąk.

Jeden z klubów zniszczonych przez bombę w 2002 roku, Kuta, Bali

Na dodatek wiedziałem, że znajduję się w dość specyficznym rejonie. Zanim tu przyjechałem, przeczytałem, że to właśnie z tego rejonu pochodzili zamachowcy, którzy w 2002 roku podłożyli bombę w klubach pełnych turystów w Kucie, na wyspie Bali. Z ludźmi (jeśli można ich nazwać ludźmi) tego pokroju się nie rozmawia. Wybuch na Bali nie był atakiem na ambasadę zachodnich krajów, czy na żołnierzy obcego kraju. Był to zgrabnie przemyślany plan zabicia jak największej liczby zagranicznych turystów, bawiących się na rajskiej wyspie Bali. Można nawet powiedzieć, że był to zamach na Balijczyków, bo mimo że wyspa należy do Indonezji, ich mieszkańcy to pokojowo nastawieni wyznawcy balijskiego hindu, a poza tym sama wyspa ma sporo neutralności gwarantowanej przez Indonezyjski rząd za to, że przynosi spory dochód państwu, utrzymując się z turystyki. Był to też zamach na Polskę i inne kraje, ponieważ wśród ofiar byli ludzie z dwudziestu trzech krajów, między innymi z Polski. Słynna polska dziennikarka i podróżniczka, Beata Pawlak.

W restauracji hotelu pianista gra „Dla Elizy” Beethovena. Mężczyźni, rozparci w fotelach, palą cygara. Rozmawiają o literaturze, bo jak długo można mówić o śmierci. Zresztą są przekonani, że Algieria wygrała batalię z islamistami.

– Czyż społeczeństwo nie odwróciło się od nich? – przekonuje mnie pewien urzędnik państwowy. – Teraz Algieria wybierze swego prezydenta! Zada islamistom ostateczny cios! To prawda, jeszcze będą zamachy i ofiary. Ale to potrwa nie dłużej niż pięć miesięcy. Zapewniam panią!

Potem rozmawiamy o literaturze. Mówi naprawdę pięknie. O idei uniwersalnej i o humanizmie. I ten jego wykwintny francuski! Potem wstaje od stołu, kłania mi się głęboko i oddala do swojego pokoju – godnie, tylko niekiedy dotykając ściany, by zachować równowagę.

Nasi współobywatele (…) byli humanistami: nie wierzyli w zarazy. Zaraza nie jest na miarę człowieka, więc powiada się sobie, że zaraza jest nierzeczywista, to zły sen, który minie. Ale nie zawsze zły sen mija i, od złego snu do złego snu, to ludzie mijają, a humaniści przede wszystkim, ponieważ nie byli dość ostrożni.

– Bałem się w życiu dwa razy: gdy dostałem list z groźbami i gdy zawiozłem cię do dolnej Kasby – mówi mi Brahim na pożegnanie.

Powoli strach zastępuje pewnego rodzaju rezygnacja. Poczucie fatalizmu. Wiara, że wszystko jest w rękach Boga i że Bóg już zadecydował o dniu naszej śmierci. Dlatego Brahim uważa na siebie, ale nie robi tego z przesadną troską. W gruncie rzeczy pogodził się z losem. Z tym, że nie chodzi do kina, że jego dni są policzone, z bombami, które jeszcze nie wybuchły, z kamikadze, którzy jeszcze nie ruszyli w drogę. Spotka się więc ze mną jutro. Jak Bóg da, Insz Allah. Gdzieś w dali szczęknęła brama. Północ, godzina policyjna. Salon hotelu opustoszał. Wszyscy są już w swoich pokojach. Nikt nie widzi kobiet, które w nich zostały („Tak, zdradzamy żony”). Tylko recepcjonista odbiera telefony całą noc („Nie mogą spać. Dzwonią”). Kelnerzy roznoszą po pokojach butelki z koniakiem. Zamknięci u siebie, z łańcuchem założonym na drzwi, skazani na śmierć, sączą alkohol. Często aż po pierwsze wezwanie muezina do modlitwy, tuż przed brzaskiem.

fragment „Piekło jest gdzie indziej” – Beata Pawlak.

Beacie nie było dane kolejny raz spotkać się z Brahimem. Feralnego dnia, spośród kilkudziesięciu klubów, na ruchliwej Jalan Legian w Kucie, wybrała jeden z nich i weszła do niego, akurat tego, w którym chwilę później wybuchła bomba, być może po to, aby poznać kolejną fascynującą osobę lub po prostu spędzić miło wieczór. Zabawa w klubach w Kucie trwa do białego rana. Około północy pełno jest na ulicy turystów z całego świata.

O godzinie 23.05 w klubie Paddy’s Pub, zdetonował na sobie bombę jeden z samobójców. Kto mógł, uciekał z klubów na ulicę. Dwadzieścia sekund później wybuchła kolejna, prawie tonowa bomba, ukryta w parkującej na ulicy ciężarówce. Razem z Beatą Pawlak ginie ponad dwieście osób, ponad trzysta zostaje zranionych.

Pomnik na balijskim Ground Zero, upamiętniający ofiary zamachu bombowego z 2002 roku.

Polska dziennikarka i pisarka była właśnie w czasie swojej podróży dookoła świata, akurat pech spowodował, że znalazła się w tym czasie na wyspie Bali i tej nocy bawiła się w jednym z dwóch klubów, w których podłożono bomby. Mogła być wówczas w jakimkolwiek innym klubie, w innym mieście na Bali, na innej wyspie. Zawsze zastanawiam się dlaczego tak się dzieje? Beata Pawlak od lat zainteresowana była islamem i podobnie jak ja, nie oceniała go jako religię zła, a starała się zrozumieć, dlaczego są ludzie, którzy wykorzystują wersy Koranu, aby zabijać. Próbowała zrozumieć fundamentalizm islamski i przybliżyć go innym, zwykłym ludziom. Zanim jej się to udało, fundamentalizm islamski odnalazł ją na spokojnej, hinduistycznej wyspie Bali i pozbawił ją życia. Co za paradoks.

Beata Pawlak

W jej plecaku znaleziono niedokończoną powieść.

Kiedy zaparkowałem pod moim hotelem skuter, czułem się podle. Nie, nie chodziło tylko o to, że moja randka z Tiarą została ostrzelana słownie przez kilku zbyt gorliwych wyznawców Koranu. Sam wychwalam zawsze muzułmanów, tłumacząc naokoło, że to tacy sami ludzie jak my, wierzą w takiego samego Boga jak nasz i mają prawie identyczne nakazy, i przykazania, jakimi mają kierować się w życiu, tak jak chrześcijanie. Czułem się podle, że wychwalając ich i broniąc, zrejterowałem jak tchórz, kuląc pod siebie ogon. Nawet tłumaczenie, że zrobiłem to po to, aby uchronić Tiarę od ich napastliwych spojrzeń i krytyki, nie było dla mnie zbyt przekonywujące. No cóż, to właśnie między innymi dlatego dziewczyny w hidżabie są najtrudniejszymi do zdobycia kobietami świata. Nawet jeśli w jakiś sposób dotrzesz do nich i zyskasz ich sympatię, wystarczy iskra, a cały twój wysiłek spełznie na niczym, płonąc w zależnościach moralnych reguł, ustanawianych przez zbyt religijnych mężczyzn. Z drugiej strony, to przecież właśnie ja chciałem je złamać, uwodząc przepiękną dziewczynę w hidżabie. Jak na to nie spojrzeć, to właśnie ja byłem tym szatanem, kusicielem, złem – starającym się posiąść i zbrukać, może nie do końca niewinną, ale dość świętą dla muzułmanów czystość kobiecą.

Tiara podeszła do swojego skutera. Zatrzymała się i odwróciła do mnie. Chwyciła za rękę, uścisnęła i stając na palcach, szybko pocałowała mnie w policzek. Zanim zdążyłem się otrząsnąć ze zdumienia, jej różowy skuter znikał w bramie wyjazdowej mojego hotelu. cdn.

 Strona 5 z 9  « Pierwsza  ... « 3  4  5  6  7 » ...  Ostatnia »