piątek Wrzesień 22nd 2017
reklamabanerustac.gif

Premiera książki na Targach Książki w katowickim Spodku!!!

Zapraszamy do katowickiego Spodka od 21-23 listopada.

Godziny otwarcia Targów Książki w Katowicach
piątek, 21 listopada 2014 r. – 10:00 – 18:00
sobota, 22 listopada 2014 r. – 10:00 – 18:00
niedziela, 23 listopada 2014 r.  – 10:00 – 17:00

Zapraszamy na nasze stoisko Adam Ambler Seksturysta

 

rekl2_Layout 1

Suki, szmaty, latawice

Kiedy nadeszły czasy, gdy dziewczyny chętniej korzystają z wolności seksualnej niż chłopcy, ci marzą o spotkaniu cnotek, dziewic i bardzo niedostępnych dziewczyn.

Spędzam ostatnio coraz więcej czasu z młodymi ludźmi, którzy dopiero co zaczynają wchodzić w dorosłe życie. Choć sam nie jestem jeszcze w wieku, w którym zaczyna się myśleć o tym, co zostawi się potomności, kiedy nadejdzie czas, dostrzegam ogromną różnicę między młodym pokoleniem, a moim. Ciąg dalszy notki »

Mężczyźni to zboczeńcy

Od dawna uważa się, że mężczyźni mało mówią w towarzystwie, w szczególności wśród kobiet. Nie mówię teraz o sytuacji, kiedy próbujemy zaimponować poznanej kobiecie, wówczas staramy się być elokwentnym fircykiem z aparycją Don Juana, ale już w każdej innej towarzyskiej konfrontacji, zamykamy się w sobie i zdawkowo kontaktujemy ze światem, pozwalając mówić innym. Robimy to z bardzo prozaicznego powodu. Boimy się konsekwencji naszych słów. Często wyrażane przez nas opinie, mimo dość błahego, zawartego w nich kontekstu, są publicznie analizowane, a my zmuszeni jesteśmy ponieść ciężar odpowiedzialności za to tylko, że urodziliśmy się mężczyznami. Ciąg dalszy notki »

Czy nam stoi, czy nam zwisa: Szelest (cz. 3)

…budzi mnie odgłos nocy. Dżungla zawsze żyje swoim życiem, szczególnie intensywnym w nocy. Jest ciemna noc. Bardzo ciemna, a płótno namiotu, w którym śpię, zlewa się z nią jeszcze mocniej. Jest tak ciemno, że mógłbym sięgnąć dłonią w jej kierunku i ulepić z niej lepkie kulki. I wówczas słyszę skradający się ku mnie szelest . Nie wiem kto to, bo mrok pozbawił mnie najważniejszego zmysłu – wzroku. A coraz mocniej pompujące krew, napędzane strachem serce – tłumi inne. Słyszę tylko mocne bicie mojego serca i ten szelest. Skradający się ku mnie. Ciąg dalszy notki »

Czy nam stoi, czy nam zwisa: Czas zamiera (cz. 2)

Porównań jest sporo. Ale nawet do nich trudno się odpowiednio ustosunkować. Dlaczego?

Przez wieki dzicy ludzie byli traktowani z góry. Wychwalano produkty zrodzone w cywilizacji, choćby nawet były jej ślepymi uliczkami – jak niewolnictwo, masowe wojny, totalitarne rządy, masakry religijne i rasowe oraz dziesiątki innych złych rzeczy, które mogła wyprodukować tylko rozwinięta cywilizacja. Ale to właśnie dzikimi straszono małe, cywilizowane dzieci. Ciąg dalszy notki »

Czy nam stoi, czy nam zwisa (cz. 1)

Jeśli obserwowanie życia w dużym mieście może doprowadzić nas do różnych wniosków na temat natury ludzkiej, co powiecie na obserwowanie takiego życia wśród ludów pierwotnych? Ciąg dalszy notki »

Kobiety wstydzą się swojej rozwiązłości

Zaakceptować swoją seksualność, to ją zrozumieć. Co to oznacza? Dla mężczyzn jest to proste. Jeśli widzę kobietę, która mnie pociąga, pożądam jej i zrobię wszystko, aby ją poznać bliżej, a już najlepiej poznać zakamarki jej ciała, czyli uprawiać z nią seks. No może bez przesady. Musiałbym każdego dnia podrywać setki napotkanych kobiet, bo zwykle aż tyle kobiet spotykam każdego dnia i większość z nich ma w sobie coś interesującego. Ale przecież tego nie robię, bo z góry wiem, że skazane jest to na porażkę. Nawet gdybym był Bradem Pittem, przed którym otwarłaby swoje ramiona co druga kobieta, fizycznie nie podołałbym spotkaniom z taką ilością kobiet. Ciąg dalszy notki »

Seks jest pojęciem względnym

Czy Einstein wpadł na pomysł swojej teorii względności w czasie uprawiania seksu? 

Rozwój nauki i mechaniki dał nam w prezencie zegarek, którym odmierzamy przepływający czas. Mierzy on upływ godzin, minut, a nawet sekund naszego życia. Ale czy oznacza to, że nasz czas jest dokładnie określony przez wyszukane czasomierze?

W teorii względności Einsteina upływ czasu ma być zależny od punktu odniesienia i grawitacji. Zegar umieszczony na ziemi w silnym polu grawitacyjnym, chodzi wolniej od zegara umieszczonego na wysokiej wieży. Dużo większe różnice są zauważalne, gdy mierzymy upływ czasu z dwóch rakiet poruszających się z dużą prędkością, przeciwlegle do siebie – nam, siedzącym w jednej z nich, wydaje się, że w drugiej rakiecie czas płynie wolniej. Ale co to ma wspólnego z normalnym życiem na ziemi?

Kiedy jesteśmy dziećmi – czas dla nas nie istnieje. Nie mamy pojęcia jego upływu. Dzień zlewa się w kolejny, odliczany kolejnymi posiłkami, poobiednią drzemką lub nocą. Czas trwania każdej doby nie wynika z tykania zegara, odmierzającego minuty, a jedynie z czynności jakie wykonujemy w tym momencie. Bywa, że chwila jest bardzo długa, kiedy każda minuta dłuży nam się w nudnym oczekiwaniu, innym razem zdarza się, że godziny mijają momentalnie, kiedy zafascynowani wspólną zabawą z innymi dzieciakami, jesteśmy zaskoczeni, że rodzice wołają nas do łóżka, bo przecież dopiero co rozkręciliśmy się na dobre, a tu nastała już noc.

No dobrze, z dziećmi jest prosto. Krótko żyją na świecie, niewiele jeszcze wiedzą o ośmiogodzinnym systemie pracy, nie znają systemu monetarnego, który zagościł między ludźmi w ich codziennym życiu i nieustannie przelicza minuty na złotówki. Minie kilka lat, a nauczą się tego, tak jak każdy z nas.

Ale czy jest tak wszędzie, czy nadal czas płynie liniowo, bez zakłóceń?

Są jeszcze takie miejsca na ziemi, gdzie czas nie jest odmierzany przez zegary. Najczęściej są to zagubione oazy ludzkich plemion, żyjące od wieków według ustalonych reguł. Tylko dla nich zegar nie odmierza czasu. Bo nie znają jego pojęcia. Są wolni od określania godzin według dwudziestoczterogodzinnej doby. Miernikiem czasu jest dzień i noc, ale nie określa on jego upływu, a jedynie tworzy fazy aktywności dziennej lub nocnej. I tylko w takim miejscu ucywilizowany człowiek, mierzący minuty swojego życia, ma szansę zagubić się w ich rzeczywistości. Zapominając o istniejących wielkich miastach, wypełnionych tysiącami ludzi, o samolotach latających na niebie, o telefonach komórkowych, telewizji, internecie i nowych zdjęciach na Facebooku u znajomych, o czasie jaki mamy, aby wypełnić dzisiejszego dnia zaplanowane przez nas zadania, o planowaniu naszego życia w sposób inny niż tylko zaspokojenie podstawowych potrzeb. Bo kiedy mamy pełny garnek, nie musimy iść na polowanie, gdy jesteśmy głodni – spożywamy jedzenie, gdy potrzebujemy iść za potrzebą – kucamy za jakimś krzakiem, mamy czasu aż zanadto, aby kontemplować życie, nie licząc zarobionych przez nas pieniędzy, ani przeliczanych na nie godzin. Może złudnie, ale jesteśmy wolni. Nie tylko od cywilizacyjnego jarzma, jakie jesteśmy zmuszeni nosić przez całe życie, ale również od czasu jaki kieruje naszymi krokami każdego dnia.

Kiedy staniemy na środku wielkiego miasta – upływ czasu widać wyraźnie. Setki osób biegnących w najróżniejszych kierunkach, dziesiątki samochodów zdążających w inne miejsca, autobusy i taksówki przewożące gromady zdążających gdzieś w pośpiechu ludzi. Wszystko po to, aby zdążyć na czas. Upływ sekund kieruje szybkością naszych kroków – im ich mniej, tym szybciej przebieramy nogami, czasem zmuszając się nawet do biegu, gdy przeliczymy, że mamy za mało czasu, aby dotrzeć na umówione miejsce. W ten sposób zegar rządzi naszym życiem, niemalże do momentu naszej śmierci.

Ale są takie chwile w życiu, kiedy czas nie ma dla nas znaczenia, mało tego – z ochotą zrzucamy jarzmo odmierzania sekund życia i cieszymy się możliwością kontemplacji świata i rzeczywistości, bez stopera w dłoni. I to nie tylko w nieprzebytych dotąd dżunglach, gdzie odnaleźć można nieskażonych zegarem przedstawicieli homo sapiens. Jest sporo takich momentów, kiedy względność teorii Einsteina zdaje się sprawdzać, nawet bez rakiet latających z prędkością światła i bez zmian działającej na nas grawitacji.

Nasz sen – moment spoczynku, kiedy oddajemy się w objęcia greckiego boga Morfeusza, choć również jest wyliczony czasem jaki mu poświęcamy, nie ma nic wspólnego z jego prawdziwym odmierzaniem. Bywa, że możemy spać ponad dziesięć godzin, a kiedy się obudzimy, wydaje nam się, że dopiero co położyliśmy się do łóżka. A straciliśmy prawie dziesięć godzin z naszego życia!

Ale już kolejnym razem, gdy śpimy śniąc sny, mimo że jest to zaledwie godzinna drzemka, przeżywamy we śnie życie z kilku tygodni. Pamiętacie nad rankiem takie momenty, kiedy budzi was alarm budzika (kolejny miernik czasu), a wy macie ogromną ochotę nie wstawać jeszcze z łóżka i te pięć minut, które macie do kolejnego dzwonka alarmu, rozciąga się w półśnie do kilku godzin?

Podobnie jest często w czasie seksu. Jeśli sen można określić jako zupełne wyłączenie świadomości, co poniekąd dyskredytuje go jako namacalny dowód na poparcie tezy o teorii względności – tym razem nie ma o tym mowy. Wszystko odbywa się świadomie. Pieszczoty, pocałunki, masowanie, dotykanie partnera i sam akt seksualny, jeśli tylko jest pełen namiętności, trwa w nieskończoność. W takich momentach wydaje nam się, że czas nie upływa, a zaburzenia w jego oddziaływaniu na nas, są namacalne.

Bywają chwile, gdy mija kilka godzin, a my jesteśmy zaskoczeni – jak to możliwe, bo przecież dopiero co zaczęliśmy całować swojego partnera. Nie oddziałuje na nas żadna zmienna grawitacja (oprócz teorii przyciągania się dwóch ciał).

Innym razem dziwimy się, że minęło zaledwie pół godziny, a my jesteśmy zmęczeni, jakby minęło kilka godzin. Gdyby ktoś skonstruował zegar do mierzenia czasu, upływającego podczas czynności seksualnych, mielibyśmy dowód na poparcie tezy o względności czasu. Może właśnie Einstein wpadł na tę teorię w czasie seksu, tak jak Archimedes, podczas kąpieli, odkrył prawo siły wyporu.

Ktoś powie, że to tylko złuda, ponieważ czas podczas seksualnych czynnośc nadal pozostaje niezmienny, stały. Tylko jego odbiór, sposób w jaki go odbieramy, zostaje zakłócony. Być może. Nie zmienia to faktu, że w takim momencie mamy dokładnie to samo wrażenie, jakbyśmy siedzieli w pędzącej z prędkością świetlną rakiecie. Dla nas czas płynie wolniej.

Fizyka najczęściej wymyka się spod naszej kontroli w czasie czynności seksualnych. Wydaje się, że w czasie uprawiania miłości, prawa fizyczne nie mają zastosowania. Czy jednak na pewno? Wiele z praw fizycznych ma wtedy zastosowanie (oczywiście w zależności od wyobraźni każdego z nas).

Moje ulubione prawa :)

I ZASADA TERMODYNAMIKI

Energię wewnętrzną ciała możemy zmienić albo przez wykonanie pracy, albo przez przekazanie ciepła. Oczywiście może też nastąpić równoczesne wykonanie pracy i przekazanie ciepła”.

ZASADA   ZACHOWANIA   ŁADUNKU

W układzie ciał izolowanych elektrycznie od otoczenia całkowity ładunek nie ulega zmianie. Ładunek może jedynie przemieszczać się z jednego ciała (lub jego części) do innego ciała (lub jego części)”.

PRAWO   OHMA

Natężenie prądu w przewodniku jest wprost proporcjonalne do napięcia przyłożonego między jego końcami”.

PRAWO   POWSZECHNEGO   CIĄŻENIA

Każde dwa ciała przyciągają się wzajemnie. Siła wzajemnego przyciągania dwóch ciał jest wprost proporcjonalna do iloczynu ich mas i odwrotnie proporcjonalna do kwadratu odległości między ich środkami”.

Dlaczego matki uczą chłopców sikania na siedząco?

Od kilkunastu lat postępowe kobiety próbują nauczyć mężczyzn sikania na siedząco. Dlaczego i po co?  

Niedawno zostałem zaproszony przez kilku moich znajomych na wspólny wyjazd w góry. Już na miejscu okazało się, że jest nas całkiem spora gromadka. Między innymi przyjechała rozwiedziona matka z dzieckiem, sympatycznym chłopakiem o imieniu Tomek. Podczas jednej z pieszych wycieczek zrobiliśmy sobie postój na odpoczynek i ulżenie potrzebom fizjologicznym. Tradycyjnie panie poszły na prawo od szlaku, a panowie na lewo. Panie brnęły w głębokim śniegu starając się ukryć za zamarzniętą choinką, a panowie wybrali pierwsze lepsze drzewko, aby oznakować je swoim moczem.

Szybko znalazłem okazałą jodłę i puściłem na nią strumień parującej w zimnym powietrzu uryny. Kątem oka dostrzegłem Tomka, brnącego głęboko w las. Pierwsze wrażenie: pewnie chłopak wstydzi się nas – mężczyzn, co było dziwne, ponieważ było z nami jeszcze dwóch innych chłopców, wesoło obsikujących przyszlakowe drzewka.

Kiedy Tomek w końcu znikł za kosodrzewiną przysiadając w kucki, zrozumiałem, że chłopak nauczony jest sikania na siedząco w domu. Wstydzi się tego przed innymi.

Znam dobrze ten problem jeszcze ze szkoły podstawowej, chodziłem do tej samej klasy z synem nauczycielki (oczywiście panny), z którego śmiała się cała szkoła – ponieważ sikał na siedząco.

Dla nas dzieciaków było to zagadkowe, trudno było nam zrozumieć dlaczego nasz rówieśnik siada na sedesie podczas oddawania moczu. Najpierw na zmianę wymyślaliśmy kolejne historie: miał wypadek, gdy był dzieckiem i mu ucięło, dlatego sika jak dziewczynka; jest tak mały, że nie może go zmieścić w dłoni, stąd zawsze siada na kibelku; ma nieznaną nam chorobę, dlatego nie może oddać moczu na stojąco. Historii było wiele, niemniej przez okres podstawówki chłopak był prześladowany przez kolegów, głównie przez odmienny sposób używania męskiej toalety, który nie mógł przecież ujść uwadze jego rówieśników. Z tego samego powodu był ignorowany przez dziewczyny, kiedy już wszyscy przestaliśmy ciągnąć je za warkocze, a zaczęliśmy wstydliwie całować w usta.

Dopiero po latach wyjaśniło się, że chłopak i jego narząd jest zdrowy jak ryba, a sikał na siedząco, gdyż od małego zmuszała go to tego matka (już w tym czasie, gdy się wyjaśniła tajemnica, sikał normalnie jak każdy facet). Przez ponad osiem lat jego życie w szkole było koszmarem, tylko z tego powodu, że matka nauczyła i kazała mu oddawać mocz na siedząco. Zgroza. Jak łatwo zniszczyć dziecku połowę życia. A jak sami wiemy, dzieci potrafią być bardzo okrutne dla rówieśników, bo uczą się dopiero tolerancji.

Zupełnie zapomniałem o tej historii, aż zobaczyłem Tomka. Nie wiem czy też jest prześladowany za sikanie na siedząco w swojej szkole, czy też nie. Może ukrywa się z tym przed rówieśnikami, niezupełnie rozumiejąc przyczynę, dla której jest wyśmiewany przez innych. Matki popełniają straszny błąd, ucząc swoje dzieci rzeczy, które są przeciwne ich naturze i temu, co zazwyczaj jest przyjęte jako naturalne wśród innych, a w konsekwencji różnią się od swoich rówieśników, często stając się dla nich pośmiewiskiem.

Gdyby istniał jakiś sensowny argument popierający przyzwyczajanie chłopców do sikania na siedząco, nie oponowałbym, ale cały ten problem powstał tylko z jednego powodu: matki nie lubią obsikanych przez chłopców kibelków. Tylko z tego powodu sadowią ich na powrót na sedesie i każą siusiać. Ignorując naukę ojców, którzy z radością pokazują synom, jak dobrze wcelować i sobie ulżyć.

W średniowieczu za kradzież karano obcięciem dłoni. W tym wypadku rozumiem karę, nawet jeśli była dość drastyczna. Ale zupełnie nie rozumiem kary jaką stosują matki chłopców – za obsikanie kibelka skazać ich na pozbawienie genitaliów, bo przecież w taki sposób odbierają to inni rówieśnicy. Przecież dużo łatwiej nauczyć ich sprzątania po sobie. Jeśli można nauczyć dzieciaki używania papieru toaletowego i spłukiwania toalety, bez problemu nauczą się również wycierania uryny z łazienkowych kafelek, czy sedesu. Trzeba tylko odrobinę cierpliwości i czasu na to. Nie potrafię zupełnie zrozumieć kobiety – matki, która dla własnej wygody uczy swoje dziecko sikania na siedząco. Dla mnie to nie pojęte.

Natura stworzyła nas odmiennie. Jednym coś dodała, innym coś odjęła. Dotąd najbardziej naturalne dla chłopców, wydawało się rozpięcie rozporka, skierowanie sikawki na cel i ulżenie pęcherzowi. W dzisiejszych czasach głównie dzięki postępowym matkom, dla których ważniejsze jest posiadanie lśniącej nieskazitelnie łazienki, wielu z nich musi się natrudzić nad ściągnięciem spodni, bo w przeciwieństwie do kobiet, mężczyźni raczej nie noszą kobiecych sukienek lub spódnic, których nie trzeba zdejmować w czasie załatwiania potrzeb fizjologicznych.

Dawniej było prosto. Jedną dłonią trzymaliśmy sikawkę, a drugą osłanialiśmy ją przed upublicznieniem jej widoku. Dzisiaj nie dość, że jedną ręką musimy trzymać opuszczone do kolan dżinsy, drugą staramy się nakierować i zasłonić, i ciągle coś nam dynda, a najczęściej przysiadając zmieniamy pozycję kucania, bo szorujemy dyndadełkiem po ziemi lub maczamy go w klozecie. A wszystko to dla matczynych widzimisię.

Dobrze chociaż, że większość normalnych matek, na wieść, że inne uczą swoich chłopaków sikania na siedząco, oburza się, twierdząc, że nie będą zmuszać swoich dzieci do działania przeciw naturze (dzięki im za to).

Problem może nie istniałby, gdyby jednego razu, na całym świecie, wszyscy chłopcy zaczęli sikać na siedząco. Ale czy na pewno? Teoretycznie mogę wytresować swojego psa, aby sikał jak suka, a nie latał po parku i obsikiwał kolejno każde drzewko. Teoretycznie. Bo czy warto walczyć z naturą, która gdzieś w jakimś momencie nakazała im podnieść nogę (małe pieski sikają wszystkie tak samo, w kucki; my też – w pieluchę) i od tego momentu oblewać moczem drzewa i słupy. Podobnie jest u mężczyzn. Nawet gdyby udało się osiągnąć „cel” nauczenia każdego chłopca sikania na siedząco. Przyszedłby taki moment, w którym natura pokierowałaby jego ruchami i wyjąłby swoją sikawkę, po czym skierował strumień uryny w sobie wiadome miejsce. Dla nas mężczyzn sikanie to bardzo poważna sprawa. Do dziś pamiętam jak uczył mnie tego ojciec. I nie wyobrażam sobie, że mógłbym stracić ten bardzo ważny moment w moim życiu, kiedy jak strażak gaszę pożar.

Dawniej ten problem wydawał się dosyć błahy. Niewiele matek jeszcze „tresowało” swoich chłopców do sikania na siedząco, ostatnio coraz częściej słyszę, że to robią, bo maja dosyć mycia oblanych moczem kibelków. I staje się to coraz częstszym publicznym tematem wśród młodych matek.

Żyjemy wśród wielu paradoksów i idiotyzmów, które wykreowały nam współczesne czasy i drętwi urzędnicy, ale ten wydaje mi się kretynizmem do potęgi. Nie dość, że możemy zniszczyć całe życie swojemu dziecku (takie prześladowanie w dzieciństwie odbija się na całe życie), na dodatek wydaje się, że jest to najwygodniejsze dla matek rozwiązanie, nie mające nic wspólnego z mądrością. Drogie przyszłe matki, pozwólcie swoim synom siusiać, jak nauczyła ich natura, a nauczcie ich czystości i higieny, tak aby mieli normalne życie i nigdy nie wstydzili się, gdy pójdą z wizytą do rodziny kolegi lub koleżanki. Brudny kibelek to sprawa higieny osobistej, a nie tego czy ktoś to robi na siedząco, czy stojąco. Jeśli nie potraficie nauczyć swoich synów wymycia wanny po kąpieli, umywalki po goleniu, czy myślicie, że uda wam się uniknąć oblanego kibelka, zmuszając ich do sikania na siedząco? Jaki będzie następny krok „postępowych matek”? Zanik zębów u dzieciaków, bo będą zmuszane, aby spożywały posiłki przez rurkę do picia, bo w ten sposób mniej nabrudzą przy stole? Postęp postępem, ale czasem naprawdę warto zastanowić się nad tym, czy trzeba zmieniać naturę człowieka, gdy wystarczy okiełznać ją jedynie przez naukę podstawowej higieny.

Siedem grzechów głównych mężczyzn

Mężczyźni nie są doskonali. Niestety. Ale taka jest prawda. Mamy wady, tak jak inne gatunki humanoidów na ziemi i zupełnie nie mam tu na myśli wad wrodzonych, jak odstające uszy, orli nos, małe przyrodzenie, czy łysina, którą ponoć dziedziczymy w przestępnych pokoleniach. Mam na myśli charakter mężczyzny albo inaczej – męskie ego, które niejednokrotnie przerasta nasze sylwetki, nawet jeśli jesteśmy wzrostu zawodników z pierwszej ligi NBA (koszykówka).
Przyznaję się bez bicia. Mamy to w sobie. To męskie ego nazywam „kompleksem kogucika” – od tego, że paradujemy na dwóch łapkach, strosząc piórka, grzebień i ilekroć ktoś nam wejdzie w drogę lub w pole naszego widzenia, staramy się pokazać mu naszą wyższość i przywileje, jakie z tego płyną. Tak jak prawdziwe koguciki.

Dobrze – jeżeli potrafimy zauważyć nasz kompleks kogucika i staramy się pracować nad nim jak krawiec, fastrygując ego do rozmiarów naturalnych i dopasowując go do naszej sylwetki. Dobrze, gdy zwracamy uwagę na otoczenie i świadomie staramy się dostroić do niego, tak aby można nas było zaakceptować i bez problemu jeść – niczym budyń czekoladowy: gładko, ze smakiem i bez obawy o nieprzewidziane w nim niespodzianki.
Gorzej – jeśli nic sobie z tego nie robimy i dalej stroszymy piórka, strzępiąc grzebień i ostrząc dziób. Wówczas chyba lepiej omijać nas z daleka, bo bez zrozumienia winy, nigdy nie ma chęci poprawy. W naturze takie koguciki, prędzej czy później, skończą na domowym stole, jako niedzielny rosół.
Kobiety nie lubią u mężczyzn wielu rzeczy, te, które opisuję, nie są może najważniejsze, ale w relacjach z nimi – bardzo istotne. Tych wad oczywiście jest więcej niż wymieniam, ja starałem się je skompilować razem – dopasowując je do siedmiu grzechów głównych w katolickim wydaniu.
1. Kogucia pycha
Lubimy chwalić się swoimi osiągnięciami. Jeśli akurat mamy pełen portfel, szastamy pieniędzmi podczas spotkań z kobietami, udając Krezusa, staramy się im zaimponować nowobogacką nonszalancją, chwalimy się rasową bryką lub markowymi ciuchami, jakie na co dzień nosimy. Kiedy i tego nam brakuje, napinamy mięśnie, napompowane w siłowni pół godziny wcześniej, opowiadamy historie z ulicznych zadym, z wojska lub koncertów albo z wyższością traktujemy kelnera, aby na jego przykładzie ukazać siłę męskiego charakteru. A jeśli i brak nam tkanki mięśniowej, chwalimy się czymkolwiek innym: tym, że jesteśmy świetni w łóżku, dobrzy w naprawianiu telewizorów, zawsze wygrywamy w karty, czy też jesteśmy tak zabawni, że cały świat umiera ze śmiechu na widok naszych błazeństw.
2. Kogucia chciwość
Grzech drugi wynika niejako z pierwszego. Jest jego konsekwencją, bo gdy brakuje nam już możliwości, aby ukazać naszą kogucią wielkość partnerce, staramy się szukać nowej, aby zainteresować ją naszą niezwykłością. Zamiast zadowolić się tym, co mamy, chcemy więcej, ryzykując, że stracimy, a nie zyskamy nic w zamian. W tym wypadku nasz  koguci kompleks działa zawsze destrukcyjnie, ale czy widział ktoś koguta kryjącego tylko jedną kurę?
3. Kogucia nieczystość (nie mylić z brudem)
Czy jesteśmy nim naprawdę, czy też nie – staramy się utrzymać mit doskonałego kochanka (choćby tylko dla naszych partnerek), chwalimy się, że w łóżku działamy jak połączenie królika z Casanovą. Najczęściej obnosząc się z tym przed naszymi kolegami lub też koleżankami naszych dziewczyn. Coś, co dla nas jest naturalną kogucią dumą, dla nich często jest krępujące i żenujące, gdy słyszą intymne sekrety, w których przecież brały z nami udział. Dla kobiet jest to duchowe, mistyczne przeżycie dwojga kochanków, a dla nas powód do dumy, o którym jak kogut piejemy do każdego, aby o nim usłyszał. Kolejnym grzeszkiem, tym razem bez naszej winy, jest nasza ciągła ochota na seks. I to, że lubimy o nim rozprawiać. Z tym nie walczyłbym, bo takie gadanie, ciągłe nakręcanie się, działa jak naturalna Viagra. Ale grzechem to pozostaje i nawet dla kobiet o bardzo dużych potrzebach seksualnych, może stać się irytujące. Zasada jest jedna i zawsze skutkuje. Mniej piania – więcej działania.
4. Kogucia zazdrość
Ma dwa oblicza. Kobiety nie cierpią, gdy opowiadamy o naszych byłych dziewczynach. O podbojach jakich dokonaliśmy i otrzymanych nagrodach. A jak chcemy mieć już u nich przechlapane, dodajmy w opisie wygląd piersi, nóg, pośladków, a potem możemy już tylko położyć głowę na pieńku. Dla naszych partnerek nie ma „innych” kobiet. I tak powinno pozostać. Dlaczego? Bo z drugiej strony, kiedy my usłyszymy o byłych chłopakach naszych kobiet, wpadamy w nie mniejszy szał. Najczęściej i kompleksy. Czy ja też dotrwałem do trzydziestu minut? Czy uda mi się jeszcze raz? I czy nie jest za mały?
Wówczas nawet stroszenie grzebienia nie pomoże. W tym wypadku milczenie jest diamentem.
5. Kogucia żarłoczność, czyli jeszcze jeden kielonek
Jeśli nieumiarkowanie w jedzeniu wydaje się być tylko procentowo niewielkim marginesem społecznym, to nieumiarkowanie w piciu – jest już naszym nawykiem. Podczas spożywania alkoholu nasz mózg zdecydowanie zmniejsza swoje rozmiary. Gdy pijemy (bynajmniej nie wodę), za wszelką cenę musimy pokazać innym kogucikom, że chodzimy w kowbojskich butach z ostrogami. Mimo, że nasze mięśnie porażone są już kompletną dysfunkcją, staramy się trzymać pion (według teorii wahadła Foucaulta), a kiedy nie wychodzi nam nawet zapianie prostego „kukuryku”, nadal potrafimy na migi dać znać innym, aby polali jeszcze jednego, choć dobrze wiemy, że będzie on dla nas przysłowiowym gwoździem do trumny, w której bez świadomości spędzimy następne kilka godzin. Mniej w tym pewnie nieumiarkowania, a więcej kogucika, który nigdy nie pozwoli sobie na to, aby przegrać kogucią walkę – walkowerem. My zawsze walczymy do końca, pomijając fakt, że za każdym razem kończy się to naszym zgonem.
6. Gniew, czyli kogucie pianie
Choć to kobiety najczęściej się awanturują, niestety to my wpadamy w szał. Dla nich awantura jest specyficzną jogą, medytacją, po której mogą zresetowane wrócić do rzeczywistości. Dla nas awantura kończy się czymś dużo gorszym. Wyprowadzeni z równowagi wpadamy w amok, szał bitewny, podczas którego większość naszych czynów nadaje się do podręcznika psychiatrii. Całe szczęście, mimo usilnych starań kobiet, stosunkowo zdarzają się nam one rzadko. Jedynym sposobem, by zapobiec wpadnięciu w gniew, jest świeżo zaparzona herbata z melisy, najlepiej pita przez rurkę – według starej babcinej zasady, że zawsze lepiej mieć poparzone podniebienie, niż później żałować czynów, które nadziobaliśmy w naszym gniewie.
7. Kogucie lenistwo
Wszystkie te grzechy są niczym w porównaniu z ostatnim. Jeśli brak nam czasu na posprzątanie łazienki, bo oglądamy kolejny (i tak z góry) przegrany mecz naszej reprezentacji, jest to niewybaczalne. Gdy brak nam ochoty, aby wynieść śmieci, bo właśnie przechodzimy kolejny level w grze komputerowej, będzie nam to zapamiętane. A jak im niemiło odburkniemy, bo akurat czytamy najnowsze wiadomości, podczas gdy nasza partnerka opowiada tragiczną historię związku swojej znajomej – nasz brak empatii będzie nam nigdy nie wybaczony. Prawda jest taka – jesteśmy leniami, gdyż przekładamy drobne przyjemności nad obowiązki. Grzech to może niewielki, ale chyba najczęściej popełniany. Jak mu zapobiec? Proste. Przetrzeć mokrym mopem podłogę w łazience – będzie wyglądała jak świeżo wysprzątana. Nacisnąć w grze pauzę i wynieść śmieci. Będzie ładniej pachniał dom. Przerwać na minutę czytanie gazety, zrobić przerażoną minę i powiedzieć do ukochanej: – To straszna historia kochanie. Dobrze, że my w naszym związku nie mamy takich problemów.

 Strona 2 z 9 « 1  2  3  4  5 » ...  Ostatnia »