piątek Lipiec 21st 2017
reklamabanerustac.gif

Wifi orgazm

Z Lucy spotkałem się w jednej z sieci restauracyjnych. Byliśmy umówieni na obiad od dłuższego czasu. Znamy się od kilku lat. Przeszło pół roku temu spotkaliśmy się ponownie na jakimś przyjęciu u znajomych, gdzie Lucy oczywiście prowokowała swoją osobą mężczyzn. Była jak zawsze seksownie ubrana, przez co skupiała na sobie większą część męskiej widowni, wzbudzając tym samym zazdrość u innych kobiet. Jej bezpośredniość i prowokacyjny wygląd zawsze koncentrowały uwagę na sprawach seksu. Mówiła o nim bez ustanku i bez jakichkolwiek ograniczeń. Kochała prowokować facetów.

Właśnie na tym przyjęciu, chcąc ją sprowokować, powiedziałem jej, że potrafię doprowadzić kobietę do orgazmu bez użycia rąk. Samym tylko natężeniem dźwięku. Śmiała się ze mnie. Opowiedziałem jej historię, jak kiedyś Howard Stern, prowadząc swoją audycję w radio, poprosił dzwoniącą do niego słuchaczkę, aby ta rozebrała się i usiadła na kolumnie głośnikowej. Miliony ludzi odbierających akurat jego program, usłyszało wówczas po raz pierwszy orgazm kobiety, którą Stern doprowadził na szczyt za pośrednictwem fal radiowych – pukając, prychając i dmuchając w mikrofon, podczas gdy jego słuchaczka, siedząc na głośniku, odbierała stymulujące ją wibracje i trzymała słuchawkę telefonu przy uchu.

Lucy już się więcej nie śmiała. Zaproponowałem jej, że zaproszę ją na obiad do restauracji i tam, wśród innych ludzi, doprowadzę do orgazmu, używając tylko tonacji mojego głosu. Nie dotknę jej. Roześmiała się i zgodziła. Kilka miesięcy później czekałem na nią pod restauracją.

Była już późna jesień, toteż jej kreacja przystosowana była bardziej do zachowania ciepła ciała, a nie po to, aby podniecać kręcących się wokół mężczyzn. Ubrana była w czarne spodnie i kilku-kolorowy luźny sweterek. Na nogach jak zawsze miała szpilki.

Wręczyłem jej papierową torebkę z prezentem.

– Co to jest? – zapytała.

– Howard Stern miał głośnik radiowy, ja również potrzebuję pomocy techniki, abyś miała orgazm. To jeden z najnowszych wibratorów, będzie hitem na rynku – odpowiedziałem. – W pudełku są ładne majteczki z kieszonką, do której go wkładasz. Wibrator ma kształt połowy jajka. Z drobną wypukłością. To właśnie tę wypukłość powinnaś przyłożyć do swojego clitoris.

Spojrzała na mnie z odrobiną niechęci, ale i zarazem zaciekawienia.

– Nie będę zakładała jakichś majtek z sex shopu w restauracji.

– Pamiętasz nasz zakład? – zapytałem. – Zgodziłaś się, że pozwolisz mi na doprowadzenie cię do orgazmu bez użycia rąk, w publicznym miejscu. Jesteśmy tutaj właśnie po to. Założysz w łazience te specjalne majtki, a ja zajmę się już resztą.

Jej twarz rozjaśniła się ze zrozumienia.

– Naprawdę chcesz to zrobić? Tutaj? – spytała, rozglądając się po dość pełnej sali ludzi. – Zwariowałeś. Myślałam, że tylko żartowałeś z tym orgazmem.

– Taka była umowa – odpowiedziałem. – Pękasz?

Lucy uwielbiała prowokować mężczyzn, miałem właśnie się przekonać, jak daleko potrafi się posunąć w swoich prowokacjach, czy jej słowa to tylko czcze gadanie, czy rzeczywiście potrafi przejść do działania. Zapomniałem dodać – Lucy uwielbiała seks. W każdej postaci. Wielokrotnie opowiadała publicznie o swojej kolekcji wibratorów, jako że sami faceci nigdy jej nie wystarczali. I mieliśmy od dawna ze sobą mały układ. Nie idziemy razem do łóżka. Przynajmniej fizycznie.

– Dobra – zgodziła się po chwili zastanowienia. Poszła do łazienki i wróciła z niej po jakiejś chwili.

– Trochę to niewygodne – stwierdziła lakonicznie.

– Co zamówisz? – zapytałem. Lucy wzięła sałatkę i lampkę białego wina. Dbała o dobrą linię, a może też spodobał jej się cały pomysł. Podniosłem swój telefon do ust i powiedziałem:

– Kochanie… Proszę bardzo, uśmiechnij się.

Lucy drgnęła i poprawiła się na krześle.

– Hej! To tak ma działać? – zawołała.

– Tak, mój kotku, mrau – powiedziałem ponownie do mikrofonu telefonu, starając się nadać mojemu głosowi wibrujący ton. Na twarzy Lucy wyraźnie było widać konsternację. Trzymałem w dłoni telefon ze specjalną aplikacją na Androida, która kontaktowała się bezprzewodowo z wibratorem, który Lucy miała w swoich majteczkach. Aby wprawić w ruch wibrator, mogłem odpowiednio tonować swój głos, pukać w ekran telefonu, machać nim, czy też odtwarzać piosenkę, której rytm będzie odzwierciedlany w ruchach wibratora.

– Czujesz to? Uprawiam z tobą miłość w publicznym miejscu, nie dotykając cię fizycznie. Daję ci przyjemność tylko za pomocą głosu. Wrrrr …Brrrr. Mrauuu – mówiłem do telefonu, zwiększając brzmienie mojego głosu i tym samym intensywność wibracji.

Lucy wyraźnie była pobudzona. Byliśmy w pełnej ludzi restauracji, anonimowi, ale jedynie ja i ona wiedzieliśmy, że każde wypowiedziane przeze mnie słowo wzmaga w niej podniecenie. Zagryzła delikatnie wargi, po czym zacisnęła zęby, rozchylając kusząco usta. Cała zabawa wyraźnie zaczęła jej się podobać.

– No czuję – powiedziała. Rozglądała się co chwilę, jakby chciała sprawdzić, czy ludzie z sąsiednich stolików nie zwracają na nas szczególnej uwagi. Daremnie. Nikt nie miał najmniejszego pojęcia, że oprócz rozmowy i częstego popijania wina, uprawiamy publicznie seks.

– Nie wiem, czy uda mi się tutaj dojść – powiedziała cichutko. Co chwila poprawiała się na krześle, zaciskając i rozluźniając na zmianę swoje uda. Zrezygnowałem z mruczenia do telefonu, przełączyłem na funkcję machania i machałem nim przed swoją twarzą, jakbym chciał ochłodzić swoje ciało. Machanie było jednak męczące i sprawiało, że wyglądałem dość podejrzanie. Kolejną funkcją było pukanie w telefon. Dotykałem wyświetlacza najpierw delikatnie, wolno, zwiększałem natężenie mojego dotyku, by już po chwili puszczać gwałtowną serię uderzeń, jakbym pisał szybko ważnego SMS-a. Obserwowałem Lucy przez cały czas, szukając na twarzy oznak odczuwanej przez nią przyjemności, tak aby wyczuć ją i móc modulować odpowiednio wibracje.

– Ala jaja – powiedziała po kolejnej serii wachlowań telefonem. – Będę miała orgazm w knajpie, bez ściągania majtek.

Publiczne uprawianie seksu nie jest niczym nowym. W dzisiejszych czasach modne są prowokacje, kiedy para nieznajomych spotyka się w jednym celu – by odbyć stosunek w tłumie ludzi. Oboje czerpią podwójną przyjemność z zupełnie przypadkowego kontaktu seksualnego, plus tego, że mają go przeżyć w publicznym miejscu (parku, parkingu, zaułku, samochodzie). Tak, aby ich nikt nie przyłapał. Oczywiście jest to karalne, niemalże na całym świecie. I stąd dla większości takie pociągające.

Ile razy dziewczyny w dzisiejszych czasach ubierają sukienkę bez bielizny? Coś, co kiedyś było najbardziej naturalne, czyli chodzenie bez bielizny (z jej braku), dzisiaj dla kobiet staje się seksualnym bodźcem, wyzwaniem.

W literaturze bodajże Jerzy Kosiński pisał o damie, która pojawiała się na przyjęciach z wibratorem, umieszczonym w majteczkach i stymulowała siebie samą, osiągając kolejne orgazmy podczas obiadów, dyskusji, przyjęć i wernisaży. Pomysł niezwykle inspirujący, chociaż osobiście niezbyt w niego wierzę, gdyż większość ówcześnie produkowanych wibratorów charakteryzowała się tak wysokim poziomem szumu, że trudno byłoby nie zauważyć jego działania w towarzystwie. Niemniej istnieje pewnie wiele kobiet, które mają publiczne orgazmy, niekoniecznie używając wibratora na baterie. Dlatego też nie będę czepiał się Kosińskiego, bo pewnie jest to możliwe, z tym małym „ale”, że nie każda kobieta jest do tego zdolna. Dla tych otwartych pań jest to pewnie jedno z seksualnych marzeń, w którym najważniejszy nie jest sam orgazm, a przyjemność i ryzyko z tego, że można zostać przyłapanym. Tak, jak w przypadku braku bielizny pod sukienką.

Lucy (z moim nowym wibratorem) najwyraźniej nie miała z tym zbyt wielkiego problemu. Kręciła się co nieco dookoła, zmieniając pozycję i rozglądając się dyskretnie na boki. Wibracje były zupełnie niesłyszalne, a jedynymi oznakami tego, że urządzenie działa i odpowiada na moje komendy, były jej drobne napięcia i rozluźnienia ciała, mimika twarzy, przełykanie śliny. Nic co ktokolwiek mógłby skojarzyć z orgazmem, do którego powoli zbliżała się Lucy. W jednej chwili podniosła do ust swoją dłoń i zaczęła przygryzać zębami kawałek palca. Jej oczy odrobinę zamgliły się, ciało stężało, a z półotwartych ust usłyszałem urywany, cichy oddech. Zwiększyłem wibracje i obserwowałem Lucy oraz salę dookoła niej. Nikt nie miał najmniejszego pojęcia, że na sali siedzi właśnie szczytująca kobieta. Lucy zamknęła na chwilę oczy i już po sekundzie była w fazie rozluźnienia. Oddychała powoli i rozglądała się po sali, ale nikt nic nie zauważył. Każdy zajęty był konsumpcją jedzenia, czy rozmową przy swoim stoliku.

– Podobało ci się? – zapytałem.

Skinęła twierdząco głową. Nadal wracała do siebie. Głębokie oddechy próbowała ukryć zagryzając wargi.

– Wibrator jest twój. Jeśli chcesz, możesz sama go kontrolować, kiedy ściągniesz na swój telefon, specjalną aplikację do jego obsługi. Ale pamiętaj – ja mogę kontrolować go również z daleka. Jeśli będziesz kiedyś samotna, włącz Skype, załóż majteczki i wyślij mi SMS-a.

– Z daleka? W jaki sposób?

– Przez internet. Wibrator łączy się z WiFi w twoim domu lub za pomocą sieci w telefonie. Teoretycznie mogę być w Chinach i nadal mam możliwość, by doprowadzić cię na szczyt za pomocą telefonu. Jeśli tylko oczywiście będę w zasięgu roamingu.

– O cholera! Ta rzecz jest naprawdę rewelacyjna. Mąż na wyjeździe może sprawić żonie porządny orgazm.

– Ponoć tak, szkoda tylko, że nie można tego zrobić na odwrót. Chcesz kiedyś spróbować?

Popatrzyła na mnie z uwagą.

– Jesteś zboczony, wiesz?

Skinąłem potakująco głową.

– Pewnie! A ty nie? Miałaś właśnie publiczny orgazm w restauracji, w której siedzi dobre czterdzieści osób. Całe szczęście, że nie wybrałem restauracji rodzinnej, bo póki co nie widzę tu żadnego dziecka.

Lucy roześmiała się gwałtownie.

– Ja cie pieprzę, masz rację! Zapomniałam zupełnie, że właśnie doszłam w restauracji… Ej, przestań! – dodała, kiedy ponownie zacząłem pukać w ekran telefonu.

– Rozluźnij się – powiedziałem kusząco, skupiając się na arytmicznym stukaniu w telefon. Dla siedzących w restauracji gości byliśmy kolejną znudzoną sobą parą – mężczyzna zbyt zajęty wysyłaniem tekstów na swoim smartphonie i kobieta dyskretnie rozglądająca się na boki, jakby szukała kogoś bardziej interesującego. Dla nas samych był to chyba zupełnie udany wieczór, który zapowiadał się coraz bardziej intrygująco.

Komentarze czytelników

Jeden komentarz do “Wifi orgazm”

  1. Raczej mi to wygląda na fantazjowanie niż na prawdziwe wydarzenie. Ale ja się pewnie nie znam. Raczej tradycyjną czarownicą jestem i widać nie potrafię iść z duchem czasu. No ale jeśli kogoś podniecają takie zabawy wśród ludzi, to gratuluję i współczuję zarazem, jeśli trzeba aż takich podniet, by osiągnąć orgazm. Od elektroniki i WiFi wolę naturalnie obdarzonego czułością, wyobraźnią i męskością mężczyznę w łóżku bez zbędnych gadżetów. Ale o gustach się nie dyskutuje.
    Pozdrawiam w Nowym Roku.

Komentuj