sobota Listopad 25th 2017
reklamabanerustac.gif

Uwięzieni w raju – Cuba libre

Cuba libre, czyli Wolna Kuba, to jeden z najbardziej znanych drinków na świecie. Do szklanki Coli z lodem wlewany jest rum. Połączenie tych dwóch napojów daje miły, charakterystyczny smak i na dodatek Cola skutecznie ukrywa w sobie zawartość alkoholu w napoju, czym znany drink szczególnie podbił serca ludzi w czasach amerykańskiej prohibicji. Jest chyba najpopularniejszym drinkiem naszych czasów, choć miejsce rumu zajmuje często whisky czy wódka.

Jaka jest wolna Kuba dzisiaj?

Niezmiennie ta sama. Raj pełen słońca, kokosowych palm, rumu, roztańczonych ludzi i … sprzeczności.

0033_Resized

Rewolucja, jaką przeprowadzili Che Guevara i Fidel Castro, zmieniła Kubę przez ostatnie 58 lat. Jeszcze sześć dekad temu na wyspie żyło ponad siedemdziesiąt procent ludzi niepiśmiennych. Większość z nich cierpiała biedę, choć w kraju, w którym słońce świeci każdego dnia, trudno umrzeć z głodu. Niegdyś Kuba słynęła z produkcji cukru i tytoniu, właścicielami wielkich plantacji na wyspie byli potomkowie europejczyków i amerykanie, którzy przez kilkadziesiąt lat władali wyspą nieomal włączając ją, jako kolejny południowy stan, do USA. Rewolucja Che i Fidela zmieniła wszystko.

Fabryki i plantacje upaństwowiono, prostych ludzi zaczęto edukować do tego stopnia, że zlikwidowano zupełnie analfabetyzm, a sami Kubańczycy do dziś mogą cieszyć się darmową edukacją i opieką lekarską (na Kubie jest najwięcej lekarzy przypadających na sto osób), wybudowano szkoły, przedszkola, domy mieszkalne, muzea. Rozdano ziemię ubogim rolnikom i farmerom.

Zielony Raj oblany słońcem zmienił się w Raj socjalny dla Kubańczyków. Znikło bezrobocie, zwykłe przestępstwa są karane tak surowo, że wydają się być marginalne, a samym Kubańczykom żyje się dużo lepiej niż przed rewolucją. Wydaje się, że wyspa powinna kwitnąć, tak jak każda roślina, zakwitająca na niej kilkakrotnie w czasie roku. Jednak socjalizm, jaki wprowadzono, sprawił, że proces ten niejako odwrócił się.

Obok kwitnących kwiatów zalega kupa gnijących śmieci, które nikomu nie przeszkadzają i nikomu nie chcę się posprzątać. Obok roztańczonych ludzi siedzą dziesiątki znudzonych i to nie brakiem muzyki czy słońca, a świadomością, że cokolwiek chcieliby osiągnąć czy zrobić, to i tak skończy się tym samym. Trwaniem w raju – tym samym miasteczku, na tej samej wyspie, przy tym samym radiu, w którym oprócz muzyki można nadal usłyszeć kontrolowane przez komunistyczną partię sprawozdania z pobicia kolejnego rekordu urodzaju w zbiorze trzciny cukrowej.

IMG_0414_Resized

Paradoksalnie rewolucja dała Kubańczykom darmową edukację, ale sprawdzenie jej, jak choćby przez internetowy kontakt z innym światem, jest zabronione. Z Internetu korzysta zaledwie 2 procent ludzi. Jeszcze mniej ma możliwość pogłębienia swoich wiadomości empirycznie, wyjeżdżając poza wyspę.

Brak perspektyw oraz jedna i ta sama płaca dla wszystkich, sprawiają, że większość tych radosnych ludzi popada w przygnębienie. I tak cokolwiek chcieliby zrobić, nie zmieniłoby zbyt wiele. Stąd zalegający na całej wyspie psychiczny marazm, dla którego jedynym lekarstwem jest rum i piwo. Rozpadające się piękne postkolonialne budynki, rdzewiejące, jakimś cudem nadal jeżdżące samochody, wyprodukowane ponad kilkadziesiąt lat temu, puste sklepowe półki, na których leży kilkadziesiąt rodzajów kubańskiego rumu. I niezmienna, ta sama socjalistyczna zasada obsługi klienta, gdzie to klient jest dla urzędnika, a nie urzędnik dla klienta. Przecież nie ma się co spieszyć, po co? Czas to nie pieniądz. W raju czasu się nie liczy. Podstawowa zasada ekonomi została tutaj zupełnie zapomniana. Jeśli nie możesz nic kupić za pieniądze, nie są ci potrzebne. Jeśli nie możesz mieć czegoś, czego pragniesz, nie potrzebujesz zarabiać pieniędzy, a praca, jaką wykonujesz, staje się tylko nudnym obowiązkiem, katorgą, jaką trzeba odbębnić w zamian za możliwość życia w raju.

Mimo że kolejne siwe włosy na głowie są rzeczywistym miernikiem upływającego czasu, cała reszta jest przecież niezmienna. Nikt nie wyjedzie do innego miasta, bo jest za drogo. Nikt nie poleci do innego państwa, bo nie dość, że za drogo, to na dodatek Kuba dba o swoich obywateli nie dając im możliwości wyboru. Zakazane drzewo poznania dobra i zła rośnie w tym kraju, ale nikt nie ma dostępu do jego owoców – owocowy gaj kontrolują urzędnicy celni. Opuszczanie kraju jest zabronione. Wiadomości kontrolowane. Nawet jeśli jesteś zaradny i zarobisz na boku duże pieniądze, nie masz zbyt wielkiej szansy ich wydać. Bo brak zachodnich produktów. Bo brak jakichkolwiek produktów dla zwykłego, szarego obywatela raju.

Będąc Kubańczykiem możesz robić wszystko, co chcesz, jesteś wolny, ale tylko w ramach raju, w którym przebywasz. Jeśli jakimś cudem uda ci się pokonać morze, dzielące cię z Dominikaną lub Ameryką, będziesz potraktowany jak w Biblii – zostaniesz na zawsze wygnany z raju (Kuby).

Czy świadomość tego, że poza wyspą istnieje inny świat, wcale nie bardziej realny niż ten, w którym żyją Kubańczycy, coś zmienia? Oczywiście, przecież Ewa już dawno zerwała owoc z zakazanego drzewa i ludzie zostali wygnani z raju. Możliwość wyboru między złem a dobrem, między rumem a colą, samo mieszanie tych składników, ważenie ich oraz ocena, jest rzeczą najważniejszą dla każdego człowieka. W tym wypadku Cuba libre jest tylko wytartą czasem parafrazą, która w każdym wypadku ma cierpki posmak, jakkolwiek by jej nie osłodzić dużą ilością coli.

Komentuj