sobota Listopad 25th 2017
reklamabanerustac.gif

Czerwone, zielone i niedopowiedziane

Klaudia pochyliła się nade mną i wówczas poczułem intensywny zapach kobiecego ciała zmieszany z delikatną, jaśminową wonią perfum. Miała rozpięte kilka guziczków bawełnianej bluzeczki, o dwa, a może trzy za dużo i kiedy znalazła się tuż nad moją twarzą, dostrzegłem kształt piersi i wyraźny zarys otoczek sutkowych.

Poczułem jak powoli nabrzmiewam. Moje podniecenie rosło z sekundy na sekundę.

Wiedziałem jednak, że nie mogę tego zrobić. Była żoną mojego najlepszego przyjaciela.

Siedziała na mnie okrakiem i poruszała się delikatnie prężąc się jak kotka, aż w końcu, przy jednym z takich poruszeń, rozpięta bluzeczka nie wytrzymała ciężaru piersi i jedna z nich wysunęła się z niej, wpadając prosto na moją twarz. Nabrzmiały, twardy sutek otarł się o moje wargi, a napięta skóra musnęła policzki, nos i czoło, a wówczas opuściły mnie wszelkie wahania i hamulce, którymi kieruję się w swoim życiu. Dotknąłem ustami piersi i delikatnie zacząłem ssać jej wypustek, dłońmi zagarnąłem jej biodra i przycisnąłem je mocniej do swojego ciała. Opanowała mnie czysta żądza posiadania. I wtedy…obudziłem się.

Tak. Był to tylko sen. Fakt, że był to tylko jeden z wielu snów erotycznych, jakie mamy w czasie swojego życia, nie był oczywiście niczym dziwnym. Ale jego tematyka wstrząsnęła mną niczym trzęsienie ziemi. Żona mojego przyjaciela to trochę za dużo. Byłem nawet zniesmaczony.

Co do cholery jasnej wyobraża sobie moja podświadomość? Rozumiem – gwiazdy filmowe, modelki, przypadkowo napotkane, tajemnicze piękności, nawet sąsiadka grabiąca liście, ale żona mojego przyjaciela, starsza ode mnie prawie o dekadę, to już za dużo. Mimo mojego oburzenia, nadal podniecony, zamknąłem oczy, aby kontynuować swój sen, ten niestety już nie powrócił. W trakcie dnia ciągle o nim pamiętałem i próbowałem go analizować. Wstydziłem się, że miałem sen erotyczny z żoną mojego przyjaciela, którą znam od wielu lat, a znam ją tak dobrze, jak moją siostrę, i wstydziłem się, że zaraz po przebudzeniu, mimo że wiedziałem o kim śnie, zamknąłem oczy, starając się kontynuować marzenie senne.

 

A tak naprawdę byłem wściekły sam na siebie, czy też na moją podświadomość, która zamiast wyprodukowania snu z Halle Berry, stworzyła sen z Klaudią, która do tej pory nie była dla mnie atrakcyjna seksualnie i była żoną mojego najlepszego przyjaciela.

W naszym życiu kierujemy się kodami i nakazami. Na drodze, kiedy zapala się czerwone światło, zatrzymujemy samochód. Kiedy zapala się zielone, ruszamy. Podobnie staramy się postępować w życiu. Pewnych kodów uczymy się od małego, jak poruszanie po ulicy, czy zachowanie w towarzystwie, a niektóre tworzymy sobie sami, według własnej oceny moralnej.

I tak gdy poznajemy dziewczynę z sąsiedztwa, która czuje do nas sympatię i ma ochotę na seks, zapala się zielone światło więc śmiało ruszamy. Gdy w podobny sposób podchodzi do nas żona przyjaciela, zapala się czerwone i się zatrzymujemy.

W realnym życiu, jeśli tylko trzymamy się pewnych zasad, wszystko jest w porządku. We śnie oczywiście nie możemy odpowiadać za swoje czyny. Bo sny rządzą się swoimi prawami. Podświadomością, czy też kolażem przypadkowych obrazów.

W moim wypadku nie miało to w ogóle żadnego sensownego wytłumaczenia, bo – jak już mówiłem – znamy się z Klaudią od lat, jak siostra i brat, i nigdy świadomie nawet nie pomyślałem o tym, że mógłbym pożądać jej jako kobiety. Nie tylko z tego powodu, że jest żoną mojego przyjaciela, ale również dlatego, że gdzieś tam kiedyś została zakodowana w mojej głowie jako czerwone światło, obdarta z seksualności, skojarzona z siostrą i matką, która automatycznie neutralizuje męskie libido.

Mimo to pojawiła się w moim dość ostrym śnie i tylko cieszyć się, że w porę się obudziłem (pewnie to zakodowane czerwone światło), przerywając tym samym dalszy ciąg naszego małego, sennego romansiku.

Dlaczego nasza podświadomość stara się podsunąć nam osoby, które automatycznie skreślamy z listy pożądanych? Gdybym poznał Klaudię dzisiaj, pewnie bez problemu mógłbym o niej śnić (i nie tylko) każdej nocy, ale znamy się tak długo, że dla mnie jej atrakcyjność (jako partnerki seksualnej) jest zbliżona do atrakcyjności elewacji mijanych w pośpiechu budynków, kiedy jadę spóźniony do pracy.

Specjalista, analizujący mój sen, powiedziałby, że podświadomie pragnę Klaudii.

Bzdura. To jakbym pragnął swojej matki. Nie, nie mam kompleksu Edypa. Gdyby naciskał, wyrzuciłbym go przez okno razem z kozetką. Znam swoją seksualność bardzo dobrze.

Więc dlaczego w moim śnie pojawia się osoba, z którą mógłbym pójść do łóżka jedynie gdybyśmy wylądowali na bezludnej wyspie?

Największą porażkę odczułem w momencie, kiedy obudziłem się, stwierdziłem, że to tylko sen i postanowiłem wrócić do niego, starając się go kontynuować. Czym się różni pragnienie senne od pożądania? Chyba nie ma zbyt wielkiej różnicy.

Ale skąd biorą się takie senne scenariusze, co za reżyser obsadza w nich aktorów, którzy w normalnym życiu nie mieliby najmniejszej szansy na zagranie choćby jednego aktu?

Realistycznie podchodząc do sprawy, najwięcej zdrad, czyli łamania kodu, jest właśnie wśród znajomych. Między dobrymi przyjaciółmi. Znamy się, poznajemy coraz lepiej, obserwujemy, zazdrościmy. A później świadomie lub skrycie pożądamy. Wszystko to dobrze rozumiem. Jestem świadomy swojej seksualności. Ale akurat w tym przypadku wiem, że nie ma we mnie żadnego ukrytego pragnienia.

Najciekawszym doświadczeniem, jakiego doznałem po moim marzeniu sennym, jest wzrost atrakcyjności Klaudii w moich oczach. Przy następnym naszym spotkaniu obserwowałem czy ma podobne piersi, kocie ruchy, senną namiętność, z jaką mnie zaatakowała. Nic raczej się nie zgadzało.

Niemniej jej atrakcyjność wzrosła. Z siostry przemieniła się w atrakcyjnego sukkuba, kuszącego mnie każdej nocy, kiedy zamykam oczy do snu.

Komentarze czytelników

2 komentarzy do “Czerwone, zielone i niedopowiedziane”

  1. ~Monika pisze:

    Szukając inspiracji a może bardziej niż inspiracji nieznanych mi słów, określeń natrafiłam w tym artykule, wpisie na słowo „sukkuba”, było mi ono dotychczas obce, poszerzyłeś moje horyzonty na temat snów,dziękuje, chociaż przyznam, że osobiście staram się wyjść z mitologicznych określeń to akurat, to słowo okazało się być bardzo przydatne w mojej kolejnej książce. Dużo rozmawiałam z różnymi osobami o snach, troszkę też się o tym naczytałam, bo chociaż mówi się o podświadomości snów to również mówi się o równowadze jaką sny nam zapewniają. Mi śniło się kiedyś, że miałam zostać kochanką jednego z Bogów, jakoś do tego nie doszło, jednak sen był piękny no a Ja czułam się wyróżniona. Spotkałam również osoby, które mi się śniły w życiu rzeczywistym. Coś w tych snach jest, czy sukkuba, czy podświadomość no cóż ciężko określić, trzeba jednak przyznać, że gdyby nie sny to nocne życie było by nudne.

  2. ~Adam pisze:

    Bardzo mi miło.
    Fajny brzmi ten sen o kochaniu się z Bogiem. Ciekaw jestem jak wyglądał, czy był pod postacią mężczyzny, czy jako inny twór?
    Dla mężczyzn jest to dużo prostsze, każda kobieta w łóżku jest dla nas boginią. :)
    A z sukkubami to bardzo ciekawa sprawa. Od młodzieńczych lat mamy je w swoim senniku, jako stale nawiedzająca nas osoby z marzeń sennych, a później bywa że nasz sukkub staję się bardziej realny, kiedy w czasie głębokiego snu budzi się pragnienie seksualne, a obok leży kobieta i ma podobne odczucia i nadal śniąc dotykasz jej, pieścisz i ponad połowę aktu seksualnego odbywa się we śnie lub jawie. A nad ranem zastanawiasz się czy zdarzyło się to naprawdę, czy tylko śniłeś. Najciekawsze jest w tym jakieś magnetyczne połączenie, między partnerami. Ilekroć się to zdarza, pytam partnerkę dlaczego mnie dotknęła, fizycznie i czy również miała podobne odczucia jak ja. I zawsze jest tak samo. Najpierw śnimy o tym samym, o kontakcie między nami, dotykamy się, całujemy, budzi się nasze pragnienie, i wówczas gdy jesteśmy już bardzo podnieceni, następuję pierwszy realny kontakt fizyczny.
    Pamiętam pewną noc ze znajomą, kiedy mimo że nie mieliśmy z sobą kontaktu seksualnego (spaliśmy w jednym wielkim łóżku – z regułą, przyjaciele i żadnego seksu), aż w nocy śniliśmy o tym samym jednocześnie i skończyło się to naszymi pieszczotami, na które w rzeczywistym życiu nie pozwolilibyśmy sobie. Czy to Amor, czy sukkub, czy podświadomość, to ona stworzyła synchroniczne obrazy w naszej głowie i chcąc czy nie chcąc poszliśmy drogą na którą nas wepchnięto w czasie snu.

Komentuj