sobota Listopad 25th 2017
reklamabanerustac.gif

Po drugiej stronie lustra

Bo widzisz, chwila przebiega tak straszliwie szybko, że nie tylko nie mogę na niej stanąć, ale nawet jej dotknąć.

Kobiety uwielbiają podkreślać strojem swoją seksualność.

To temat rzeka, a tak naprawdę ocean, do którego prędzej czy później wpływa każda z rzek.

Z jednej strony chcemy się podobać innym, a już szczególnie płci przeciwnej (lub też tej samej), o czym świadczą na przykład tysiące lajków na Facebooku, czy setki komentarzy pod zdjęciami ukazującymi atrakcyjność, z drugiej – za wszelką cenę staramy się tonować naszą wyjątkowość, na wypadek gdyby ktoś zanegował ją moralnie czy społecznie. Czyli kolejny paradoks. Chcemy się podobać, chcemy czarować, ale boimy się co z tego wyniknie, czy też jak zostaniemy ocenieni przez innych.

Nie jestem kobietą, ale znam je.

I z tego co wiem, kobiety – choć pragną się podobać i być seksowne, modne, trendy – rezygnują z tego na rzecz porządności, która nie ma i tak nic wspólnego z moralnością, z jaką się prowadzą w rzeczywistym życiu, czy też pragnieniami lub oczekiwaniami, jakie mają do swojego wyglądu.

To jak z Alicją po drugiej stronie lustra. Świat w nim odbity jest inny, oszałamiający, kierujący się własnymi prawami i logiką, ale rzadko wychodzi poza jego ramy, a jedynymi widzami, którzy mogą go przez chwilę dostrzec, są strojące się przed nim kobiety.

Ile razy zdarzyło wam się przymierzać specjalnie kupioną kreację na wyjątkową okazję i, mimo własnego zachwytu ujrzanego w lustrze, zdecydowałyście się jednak ubrać coś bardziej skromnego, bo – choć widok radował wasze oczy – stwierdzałyście, że to jednak za dużo? Za bardzo prowokujące, zbyt seksowne, ekstrawaganckie, fikuśne. Kusiło, nęciło, aby troszkę zaszaleć. Ale… Mimo że Alicja po drugiej stronie lustra wyglądała naprawdę szałowo, postanowiłyście zmienić kreację na coś mniej krzykliwego, mniej rzucającego się w oczy i maskującego waszą seksualność, urodę i atrakcyjność.

Pytam – ile razy?

Nie musicie odpowiadać. Wiem, że setki, jeśli nie tysiące.

A dlaczego nie zaszaleć, a dlaczego nie pokazać się w czymś takim, co wzbudziłoby w dziesiątkach mężczyzn pożądanie i podziw? Tylko z tego powodu, że ktoś określiłby wasz wygląd jako zbyt prowokujący, machacie ręką i dochodzicie do wniosku, że nie warto ryzykować.

Przykro mi to słyszeć, bo pewnie dla setki mężczyzn, takich jak ja, byłaby to manna z nieba dla oczu. Dla was zadowolenie, że potraficie wzbudzić zachwyt u płci przeciwnej, a jednocześnie uczucie pełnej satysfakcji z własnego wyglądu.

Trendy mody zmieniają się kilkakrotnie w czasie dekady. Trendy przyzwoitości odrobinę co sto lat. Dzisiaj dojrzałe kobiety z zazdrością i czasem ze sztuczną pruderią spoglądają na nastolatki ubrane w prowokujące, ociekające atrakcyjnością kreacje. One same nie miały możliwości z tego korzystać, bo w ich czasach takie ubiory kojarzyły się z dziwkami i prostytutkami. A dziś pierwsza z brzegu dyskoteka pełna jest seksownie ubranych dziewczyn, których pomysłowość w o(d)krywaniu swojego ciała zawstydziłaby niejedną dziewczynę z biznesu.

Kilka dekad temu furorę robiły krótkie spódniczki. Dziewczęta pokazywały nagie kolana i odsłaniały uda. Dla tysięcy ówczesnych dojrzałych kobiet taki ubiór kojarzył się z ladacznicami. Kilkanaście dekad wcześniej odsłonięcie zaledwie kostki czy łydki stanowiło pokarm dla oczu mężczyzn, rozbudzając ich wyobraźnię. Widok kolana damskiego to już była ostra erotyka. Gdyby taka dama została przeniesiona w czasie do jednej z dzisiejszych dyskotek, stwierdziłaby z pewnością, że wylądowała w piekle lub w szczególnie odrażającym domu uciech.

Niemniej nawet te panie chętnie odsłaniały co nieco, kiedy moda szalała na dworach książęcych, a kobiety zaczęły ubierać się modnie, co z zasady oznaczało kolejną innowację strojów damskich, prowadzącą do uatrakcyjnienia ich posiadaczki, najczęściej poprzez podkreślenie jej kobiecości. Wszystko po to, aby wygrać partię szachów i zostać królową nocy, aby rozgrzać oraz zmusić męskie serca do szybszego bicia damskich, poprzez uatrakcyjnienie jej posiadaczki, a najczęściej poprzez podkreślenie jej kobiecości.

Trendy trendami, moda modą, ale zawsze naturalne piękno było i jest w cenie, i żaden projektant mody, nawet ten najznamienitszy, nie potrafi stworzyć takiej kreacji, która miałaby szanse konkurować z naturalnym pięknem. A piękni jesteśmy, kiedy jesteśmy młodzi.

Czas płynie nieubłaganie. Każde takie stanie przed lustrem i konsternacja w wyborze może już się nie powtórzyć. Każdy raz jest inny, jest chwilą, na której możemy stanąć albo chociaż przez chwilę jej dotknąć i to w realnym życiu, a nie po drugiej stronie lustra.

Żyjemy w otwartych czasach, a mimo to nadal głęboko jesteśmy zakorzenieni w purytańskich tradycjach. Mam dla was radę – kiedy macie wyjść w piątkowy, czy sobotni wieczór i stoicie naprzeciwko lustra, z czerwonym rumieńcem na twarzy, kiedy uśmiechacie się do tej oszałamiającej osoby, widocznej na szklanej tafli na wprost was, gdy zadajecie sobie po raz kolejny to samo pytanie, a w głowie pojawia się myśl – „Nie, to chyba za odważne, za dużo odsłania, za bardzo krzykliwe”, kiedy już dochodzicie do wniosku, że nie warto, że trzeba ubrać coś mniej krzykliwego, z tonować kipiący w was seksapil, okiełznać demona próżności tańczącego po drugiej stronie lustra – zaszalejcie. Pokażcie się w pełnej krasie, ulżyjcie swojej pomysłowości, wypuście na wolność drzemiącą w was bestię seksu, a my mężczyźni na pewno to docenimy. I dla nas wygracie grę – zostaniecie królową nocy.

Komentarze czytelników

2 komentarzy do “Po drugiej stronie lustra”

  1. ~iwona pisze:

    Nie zgodzę się z Twoim zdaniem. Uważam, że istnieją pewne granice nie temu, że ktoś może kobiecie wytknac zbyt odważne odsłonięcie ciała, ale dlatego, że kobiety zostawiają to co najcenniejsze tylko dla wybranka.

    Z innej strony „nagość” jest zbyt oczywista i odbiera przyjemność płynącą z tajemnicy. Kiedy zbyt wiele zostanie pokazane, znika możliwość działania wyobraźnią, nie ma już zagadki do odkrycia. W ten sposób można wiele stracic, nie sądzisz?

    • adamambler pisze:

      Byłem świadkiem kilkuset takich przymiarek (kobiety zawsze się pytają czy wyglądają dobrze), a w końcu i tak z tonowały ją, mimo widocznego zachwytu nad swoim wyglądem i pragnienia założenia czegoś „seksi”.

      Zasadniczo nie bardzo mi chodziło o rozbieranie się do naga, ale o okazanie swojej atrakcyjności poprzez założenie kreacji która wydaję się zbyt odważna.
      Osobiście nie cierpię gołych kobiet, wolę sam je rozbierać.

Komentuj