piątek Lipiec 21st 2017
reklamabanerustac.gif

Suki, szmaty, latawice

Kiedy nadeszły czasy, gdy dziewczyny chętniej korzystają z wolności seksualnej niż chłopcy, ci marzą o spotkaniu cnotek, dziewic i bardzo niedostępnych dziewczyn.

Spędzam ostatnio coraz więcej czasu z młodymi ludźmi, którzy dopiero co zaczynają wchodzić w dorosłe życie. Choć sam nie jestem jeszcze w wieku, w którym zaczyna się myśleć o tym, co zostawi się potomności, kiedy nadejdzie czas, dostrzegam ogromną różnicę między młodym pokoleniem, a moim.

Jednym z tematów, jaki omawialiśmy, były oczywiście kobiety. Pół mojego życia walczyłem i walczę z seksualną cenzurą, religijnymi zakazami w sprawie seksu i wydaje mi się, że na świecie jest coraz więcej wolności seksualnej. Ale czy na pewno? I czy na pewno dzięki temu świat staje się lepszy?

Problem, z jakim borykają się młodzi chłopcy, to brak dziewczyn. Nie dlatego, że ich fizycznie brakuje, bo każdego dnia mogą znaleźć nową dziewczynę, z którą mogą pójść do łóżka zaledwie kilka godzin po znajomości. Brak jednak kandydatek na dziewczynę, którą mogliby pokochać i założyć z nią rodzinę.

Większość dostępnych dziewczyn, właśnie z powodu seksualnej wolności, dostaje nalepkę suki, szmaty czyli łatwej dziewczyny. Paradoksalnie, moje marzenie sprzed lat, aby każda dziewczyna, jeśli tylko ma ochotę, mogła zaliczyć każdego chłopaka, dla młodych dzisiaj stało się przekleństwem. Dla nich dziewczyna z dorobkiem kilkunastu seksualnych partnerów jest już spalona, porównywana do szmaty. Jest w tym dużo hipokryzji, bo każdy z nich miał już kilkanaście partnerek i dla nich jest to powodem do dumy. Niestety, nie dla ich wybranek.

Skąd się to bierze?

Osobiście wolę doświadczone partnerki. Nie mam nic przeciwko dziewicom, aczkolwiek jest z nimi sporo zachodu, bo nie znają jeszcze swojego ciała. Kobiety, które miały już kilkunastu partnerów, są w miarę doświadczone.

W niedoszłych czasach, kiedy matki uczyły córki, aby zaczynały życie seksualne dopiero po ślubie, mężczyźni marzyli o kobietach, dla których seks jest tak łatwy, jak dla nich samych. Czyli – jeśli mam ochotę, zrobię to, traktując to jako przyjemność, jako jeden z kontaktów międzyludzkich. Kiedy nadeszły czasy, gdy dziewczyny chętniej korzystają z wolności seksualnej niż chłopcy, ci marzą o spotkaniu cnotek, dziewic i bardzo niedostępnych dziewczyn. Młodzi chłopcy boją się doświadczonych i otwartych na seks kobiet. Skąd bierze się ten strach? Najważniejsze to oczywiście konfrontacja z innymi partnerami.

My też porównujemy swoje partnerki do siebie. I ta ma takie, tamta to tak, ta nie lubi w ten sposób, a ta to aż kocha. Podobnie oceniają mężczyzn kobiety. Jednak męskie ego nie czuje się zbyt dobrze z tym, że jesteśmy porównywani z innymi partnerami. Wolimy być tymi jedynymi, najczulszymi, najlepszymi, a jak było ich przed nami już kilkunastu, to jest z czym konkurować.

Tym samym, świadomość tego, że kilkunastu innych mężczyzn miało dziewczynę przed tobą, pozbawia jej możliwości bycia normalną kobietą. Szczególnie że żyjemy w świecie opanowanym przez serwisy społecznościowe, przed którymi nie wiele się ukryje.

Ci sami chłopcy krytykując „łatwe” dziewczyny, przechwalają się ilością „zaliczonych” partnerek, opowiadają legendy o studencie, który zaliczył ponad czterysta dziewcząt w czasie jednego semestru, a w odwrotnej sytuacji, gdy oceniają dziewczynę z kilkunastoma partnerami, nie zostawiają na niej ani suchej nitki, porównując ją do szmat i latawic. Przypomniała mi się sytuacja sprzed kilku tygodni. Znajoma dziewiętnastolatka wybrała się na tygodniowe wakacje do egzotycznego kraju i miała tam czterech seksualnych partnerów. Jej koleżanki były oburzone. A ona po prostu korzystała z życia. W podobnej sytuacji, gdyby na jej miejscu znaleźli się moi znajomi chłopcy, każdy z nich gratulowałby temu, któremu udało się mieć w czasie tygodniowego wypoczynku cztery seksualne partnerki.

Słysząc takie historie staram się zrozumieć, gdzie kryje się haczyk. Współczesna łatwość seksualnych kontaktów to niebywała sytuacja, o której mogłem tylko marzyć (tak źle nie było). Dla młodych chłopców – mimo że co tydzień korzystają z tego, umawiając się na przygodny, przyjacielski seks z innymi dziewczynami (szmatami), jest to problem, z którego trudno znaleźć im wyjście, nie mogą przejść zrozumieć faktu, iż robiąc to z nimi, pozbawiają je cech, których sami szukają u swojej przyszłej partnerki. A przecież to nie o te cechy chodzi.

Jeśli istnieje równouprawnienie, to jeśli kobieta ma ochotę na niezobowiązujący seks, powinna go otrzymać (jeśli tylko partner tego będzie chciał), bez konsekwencji jakie niesie ze sobą społeczna ocena jej osoby. Inaczej mówiąc, kiedy kobieta pochwali się, że zaliczyła wczoraj dwóch partnerów, nasza męska reakcja powinna być pozytywna lub chociaż dokładnie taka sama, jak gdyby opowiadał nam to nasz znajomy płci męskiej.

Ale nie jest.

Nie wiem gdzie szukać winy. Może to purytańskie wychowanie, które nabywamy razem z katolicyzmem. Może wykuta przez wieki moralność Europejczyków. Ale najbardziej prawdopodobne jest to, że same kobiety krzywdzą swoją płeć.

Dlaczego?

Wizję porządnej rodziny wynosimy z domu. My – chłopcy najpierw trzymamy się maminej spódnicy, z lękiem badamy otaczający nas świat, a chwilę później staramy się pod nią zajrzeć innym dziewczynom, aby poznać różnice dzielące nasze płcie. Niestety nawet podczas zaglądania pod dziewczęcą spódniczkę, nadal w garści trzymamy tę matczyną.

Wyrastamy u boku matek, które starają się zapewnić nam porządny, czysty dom. Wzór idealnej kobiety, której szukamy na naszą partnerkę, jest odbiciem naszych matek. Tak nas uczą one same od małego. Nasze matki nigdy nie są szmatami, są najlepsze na świecie, zawsze wierne ojcom, porządne, a czasem nawet, jak zobaczą nas w towarzystwie innej dziewczyny, mogą mądrze skomentować „Wiesz synku, fajna ta Franka, ale spódniczka za krótka, makijaż za mocny, to nie dziewczyna dla ciebie. Latawica jakaś”.

Nie miałem nigdy okazji spytać mojej matki, czy była latawicą za młodu. Znam za to sporo innych matek i znałem je również za młodu. Czy się zmieniły? Ogromnie.

Macierzyństwo sprawia, że matki starają się być wzorem dla dzieci. Ostry, prowokujący makijaż zastępują stonowanym. Kuse bluzeczki, z wydatnym dekoltem zastępują koszulkami z kołnierzykiem lub falbankami, a seksualność, jaką dotąd epatowały, wymieniają na wózek czy rowerek dziecięcy. Z córkami to jeszcze jakoś się dogadają. Z synami nie bardzo.

Na siłę starają się pokazać ze swojej najlepszej strony. Jako kochane, wiecznie zapracowane gospodynie domowe, łączące w sobie role kucharki, sprzątaczki, praczki, wyręczającej tym swoje pociechy i głowę rodziny. Zapominają jednak o tym, że wyręczając, uczą ich tego, że taka rola przypada żonom i matkom.

Nic dziwnego, że połowa facetów w pierwszych kilku miesiącach wspólnego mieszkania ze swoją wybranką, jest zaskoczona. Kiedy okazuje się, że ona nie chce mu codziennie gotować, prać, sprzątać ani latać samej po zakupy. Nie muszę dodawać, że zamiast stonowania makijażu, zakrycia dekoltu, w który wpatrują się odwiedzający nas znajomi, jeszcze bardziej epatują seksapilem (w końcu znalazły swojego wybranka i chcą mieć z tego zadowolenie).

Czyli mija się to zupełnie ze wzorem, jaki dała nam nasza matka. Trudno przecież do niej podejść i spytać: „Mamo, ilu miałaś partnerów seksualnych przed tatą?” . Jeszcze trudniej byłoby usłyszeć, gdyby odpowiedziała, że kilkunastu lub więcej i że robiła z nimi takie rzeczy, po których synowie byliby zszokowani. Trudno uwierzyć, że za mamą uganiała się połowa ulicy i że wielu facetów jeszcze pamięta jej cudowne, namiętne pocałunki i nie tylko. Matka to świętość. I dobrze, tylko czy w tym wypadku to właśnie nie one krzywdzą swoje potomstwo, starając się na siłę włożyć im do głowy zasady, do których ani przez chwilę nie myślały się przystosować w czasach, kiedy były młode. Jak nieszczęśliwi muszą czuć się ci chłopcy, szukając na wzór swojej matki tej jedynej, nieskalanej dziewicy, która będzie ich idealną partnerką na całe życie. Jak im trudno zrozumieć, że ich matki też kiedyś były młode i latały za chłopakami jak ich rówieśnice. A najgorsze w tym wszystkim jest jedno. Że wszystko się powtarza, latawice wychodzą za mąż i stają się wzorami dla swoich dzieci, i wszystko ponawia się jak w błędnym kole. Może nie błędnym, naturalnym. Niemniej bardzo zakłamanym.

I chyba tutaj tkwi błąd. Gdyby każda matka bez problemu opowiadała o swoich seksualnych doświadczeniach, nie ukrywając, że seks jest ważny dla życia, a ilość stosunków płciowych i partnerów seksualnych nie powoduje, że mydło się zmydla, a wręcz przeciwnie – zwiększa doświadczenie i umiejętności – może ci chłopcy nie byliby tacy zniechęceni. Może kiedyś znajdą swoją dziewicę (choć od zarania dziejów popyt przewyższa podaż), a może zaakceptują jedną z tych latawic, które poznają co tydzień. Tylko czy na pewno wówczas będą do nich mieć szacunek? Bo przecież nie pasują do wzoru, jaki dały im ich matki.

Kobiety od wieków chciały równouprawnienia seksualnego, już go mają, ale same co kolejne pokolenie odsuwają go od siebie, wybierając rolę, jaką nadała im historia czy też cywilizacja. Wystarczyłyby dwa – trzy pokolenia w czasie których matki uczyłyby swoich synów szacunku do kobiet. Równouprawnienia, czyli świadomości tego, że kobiety mogą robić to samo co mężczyźni, bez moralnej oceny. Nie muszę dodawać, że coś takiego dzieje się już w kilku wysoko rozwiniętych krajach, bardzo powoli. I ma się dobrze w krajach słabiej rozwiniętych. Gdzie nikt nie oczekuje, że jego wybranka będzie dziewicą i akceptuje nawet fakt, że miała przed nim kilkakrotnie więcej partnerów seksualnych.

W Polsce na razie się to jeszcze nie wydarzy. Nadal trzymamy się maminej spódnicy, wybierając tę „jedyną”, a później nadal zgadzamy się na trzymanie tej spódnicy przez nasze dzieci, kiedy już zostajemy rodzicami. Dla nas mężczyzn to nie stanowi zbyt dużego problemu. Dla nas jest to wygodne. Beznamiętnie powtarzamy wzory nabyte w dzieciństwie – te, których nauczyli nas nasi rodzice. Z jednym wyjątkiem. Najczęściej my nie mamy problemów z naszą seksualnością. Kiedy nadarza się okazja, korzystamy. Bo przecież nas nikt nie ocenia moralnie, przynajmniej pod względem ilości seksualnych partnerek. A nawet, jeśli już siądziemy przy rodzinnym stole i pochwalimy się naszymi seksualnymi podbojami, matka westchnie i pomyśli: „Mój Wituś to prawdziwy mężczyzna, tyle dziewczyn się za nim ugania, tyle już mu przez łózko przeszło. A on nadal szuka tej jedynej. Tylko gdzie znaleźć taką porządną dziewczynę, wszystkie przecież to latawice”.

Komentarze czytelników

6 komentarzy do “Suki, szmaty, latawice”

  1. ~sezonowa pisze:

    Właśnie czemu mężczyzna przed ślubem ma prawo się wyszaleć, a kobieta już nie – bo zaraz szmata. A mężczyzna, który się wyszalał to nawet dobry kandydat na męża, bo się przyjęło, że jak się wyszalał to na pewno będzie już wierny. Moi bohaterowie ostatniego wpisu też mają podobny problem – na ile w jakim stopniu można się „wyszaleć” i czy w ogóle można w pewnych okolicznościach

  2. ~sezonowa pisze:

    Blog Day – zapraszam Cię Adamie do zabawy:http://sezonowa.blog.pl/archives/1723

  3. ~Adrian pisze:

    Matczyny wzorzec to jedno, ale nie podporządkowywał bym tak seksualnej czystości pod sposób bycia matki względem syna.

    Spójrz na naturę bo to do niej nam najbliżej.
    W bardzo wielu przypadkach schemat wygląda w ten sposób:
    najsilniejszy samic kopuluje z większą ilością samic niż pozostali.

    Dlaczego samice się poddają takiemu rozwojowi sytuacji?
    Najsilniejszy samiec gwarantuje najlepsze geny dla ich potomstwa (a jest to esencja rozmnażania – stosunków seksualnych).

    W naszym cywilizowanym ludzkim świecie wbrew pozorom nie wygląda to inaczej.
    Bogaci, sławni, wysportowani mogą liczyć na większą łatwość w znalezieniu sobie partnerki do łóżka.

    Co jednak w przypadku gdy facet szuka kobiety na stałe (matki dla swoich dzieci).
    Tu nie chodzi o wzór matki – że kobieta ma prać, sprzątać, gotować. Tu chodzi o przyszłość dla potomstwa.

    Jeśli kobieta ma problem w zajmowaniu się domem, to zakładanie z nią rodziny staje się ryzykowne. Dziecko będzie chodzić głodne, w śmierdzących ubraniach, będzie więcej bakterii w nieposprzątanym domu.

    Do tego co może oznaczać, że kandydatka na matkę dzieci miała bujną przeszłość seksualną?
    Można przewidywać, że będzie dalej dawała się podrywać, nawet mając dziecko z Tobą. A co wtedy? Wtedy wychowanie dziecka mocno się komplikuje. Jego zdrowie psychiczne cierpi (rozwód, kłótnie, nowy „tata”).
    Dlatego fundowanie swojej puli genów by łączyły się z kobietą, która jest niepewna, zagraża przyszłości Twojego potomstwa.

    Jeśli brać by pod uwagę tylko i wyłącznie tu i teraz. To, że mężczyźni i kobiety chcą w równy sposób cieszyć się życiem to seksualne równouprawnienie miałoby jak najbardziej sens.

    Sam w pewnym okresie swojego życia myślałem, że mógłbym nawet być z gwiazdą porno. W końcu jej doświadczenie gwarantowałoby odlot i spełnianie wszelkich fantazji.
    Tyle tylko, że z gwiazdą porno nie chciałbym mieć dzieci.

    Choć mnie mogłoby być z nią nieziemsko dobrze, to wiem, że dla psychiki mojego dziecka obejrzenie filmów na youpornie i komentarze dzieci w szkole odbiłyby się potworną czkawką.

    Dlatego wybór partnerki do seksu, a wybór partnerki do spłodzenia potomstwa to dwie różne kwestie.

  4. ~Pelasia pisze:

    A może po prostu każdy chce być kochany, a tego przygodny seks nie da. Pozdrawiam

  5. ~Artur pisze:

    Nie mam problemu z tym, że kobiety są łatwiejsze. Mi osobiście to nie przeszkadza. Ale zauważyłem, że to kobiety przyszywają łatki typu szmata. Nie raz słyszałem jak koleżanki tak mówiły.
    Mnie boli coś innego w tych dziewczynach, do życia czy też do seksu nie wybiorę dziewczyny klnącej jak szewc – a to jest dziś częste. Zauważyłem, że im więcej pudru ma dziewczyna na twarzy to ma większy syf w domu ( i to nie tylko moje spostrzeżenie). Może ja miałem takie szczęście do dziewczyn, no nie wiem :(. Wolę czystą dziewczynę, jakoś nie zwracam uwagi na to ilu miała partnerów, po za jednym przypadkiem nie chciał bym jednego, by miała wszystkich z mojego miast- a zdarzają się i takie. I aby nie było sam nie przepadam za korzystaniem z takich okazji.
    Zgadzam się z Adrianem i Pelasią pewnie tak jest.
    Po za tym mężczyźni szukają partnerki do życia (przynajmniej ja tak mam). A nie tylko do seksu (to korzystał bym z prostytutek) – bo jeśli o to tylko w życiu by chodziło to sorry – ale niektórzy mają też jakieś inne cele. Seks w życiu odgrywa ważną rolę ale często mam wrażenie, że serwuje nam się taką papkę w telewizji seks, seks, seks najważniejszy jest seks do tego pieniądze to jest szczęście… .

  6. ~Aniko pisze:

    No ja osobiście nie mam wiekszy szacunek do ludzi, którzy sami ”się szanują” nie ma znaczenia płeć. Nie oznacza to,że potępiam kogoś jak zdarzy mu się przygoda ale jeżeli to determinuje większość relacji takiej osoby to dla mnie jest ,,coś nie halo” z tym człowiekiem…nie potrafi stworzyć bliskości innej z płcią przeciwną niż powierzchowny seks. Poza tym większość kobiet przywiązuje się do swojego partnera seksualnego, zwłaszcza jeżeli było im z nim dobrze. To jest już udowodnione naukowo – tak jesteśmy zaprogramowane – oksytocyna. Chyba że ktoś ma uszkodzenia w mózgu i ten hormon się nie wytwarza u danej babeczki

Komentuj