sobota Listopad 25th 2017
reklamabanerustac.gif

Mężczyźni to zboczeńcy

Od dawna uważa się, że mężczyźni mało mówią w towarzystwie, w szczególności wśród kobiet. Nie mówię teraz o sytuacji, kiedy próbujemy zaimponować poznanej kobiecie, wówczas staramy się być elokwentnym fircykiem z aparycją Don Juana, ale już w każdej innej towarzyskiej konfrontacji, zamykamy się w sobie i zdawkowo kontaktujemy ze światem, pozwalając mówić innym. Robimy to z bardzo prozaicznego powodu. Boimy się konsekwencji naszych słów. Często wyrażane przez nas opinie, mimo dość błahego, zawartego w nich kontekstu, są publicznie analizowane, a my zmuszeni jesteśmy ponieść ciężar odpowiedzialności za to tylko, że urodziliśmy się mężczyznami.

Wielokrotnie w takich sytuacjach gryziemy się w język (do krwi), ponownie analizując, czy aby na pewno warto wypowiedzieć to zdanie, przeliczamy, czy aby nie zostanie ono wykorzystane przeciwko nam. I coraz częściej rezygnujemy z rozmowy, nie dlatego, że milczenie jest złotem, ale dla świętego spokoju, czyli uprzedzając jakiekolwiek prawdopodobieństwo ataku na naszą osobę, którą, chcąc czy nie chcąc, zmuszeni jesteśmy reprezentować świat mężczyzn.

Naprawdę trudno być poprawnym w dzisiejszym świecie, a szczególnie ciężko jest żyć mężczyznom, którzy muszą się pilnować na każdym kroku, aby nie „palnąć czegoś”, co wzburzy społeczeństwo i postawi go w sytuacji oskarżonego – homofoba, szowinisty (w tym wypadku z zasady męskiego, czyli nacjonalisty gloryfikującego własną płeć), transfoba, mizogina, ksenofoba lub zboczeńca, prostaka, lub najgorsze z możliwych – pedofila.

Dużo tego i nie wiadomo skąd się tyle tego nazbierało. Ale niestety mężczyźni w zwykłym życiu są jak żołnierze na froncie – pod nieustannym ostrzałem.

Wystarczy, że krzywo spojrzymy na osoby homoseksualne, bach, naklejka „homofob” pojawia się jak pocztowy stempel na naszym czole. Nawet nie pozwolą nam wytłumaczyć, że my nic do tego nie mamy, byleby ktoś nie narzucał nam swoich preferencji seksualnych i wykonywał je w zaciszu swojego domu, a nie publicznie, gdyż wówczas zakrawa to już na homoseksualny scam, którego celem nie jest walka o równouprawnienie kochających inaczej, a tylko jego propagowanie. Osobiście mam kilku znajomych „pedałów” (celowo użyłem tego słowa, aby usłyszeć kolejną salwę dział). Lubię i szanuję ich jako ludzi, a także jako pedałów, tylko z tego powodu, że nigdy nie narzucają swoich preferencji innym ani się z tym zbytnio nie afiszują i są fajnymi kumplami. Niestety, nie mam znajomych lesbijek (kolejny huk dział – my – frontowcy przyzwyczajeni jesteśmy do ostrzału), głównie z tego powodu, że nie przypominają one biseksualnych kobiet, czyli nie akceptują mężczyzn w żadnym wydaniu.

Z moich doświadczeń wynika, że te kobiety dzielą się na dwie grupy: A, czyli te, które są sam(i)cami Alfa i dominują w związku, i B, czyli te, które w związku noszą damską torebkę. Typ B jest kochany i łatwo z nim nawiązać przyjaźń, tak jak z homoseksualnymi mężczyznami, niestety jest to prawie niemożliwe, bo typ A zawsze jest zazdrosny o swojego partnera B, a zazdrość wręcz maniakalną ujawniają w stosunku do każdego mężczyzny, jak gdyby na każdym kroku obawiały się z ich strony konkurencji.

A niech nam zdarzy się powiedzieć coś krytycznego na obcokrajowca: ksenofob to mało, oskarżą nas o rasizm, porównają z hitlerowcami, zbluzgają jako skrajnych faszystów, bolszewików, komuchów, a na koniec każą wynosić się z kraju. A kiedy już rzeczywiście z tego powodu zaczniemy pakować swoje walizki, paradoksalnie, przypomnimy sobie wierszyk Juliana Tuwima, który w przedszkolu wychowawczynie powtarzały nam, aż nauczyliśmy się go na pamięć:

Murzynek Bambo w Afryce mieszka ,

Czarną ma skórę ten nasz koleżka.

Uczy się pilnie przez całe ranki

Ze swej murzyńskiej pierwszej czytanki.

A gdy do domu ze szkoły wraca,

Psoci, figluje – to jego praca.

Aż mama krzyczy: „Bambo, łobuzie!’

A Bambo czarną nadyma buzię.

Mama powiada: „Napij się mleka”

A on na drzewo mamie ucieka.

Mama powiada :”Chodź do kąpieli”,

A on się boi, że się wybieli.

Lecz mama kocha swojego synka,

Bo dobry chłopak z tego murzynka.

Szkoda, że Bambo czarny, wesoły

Nie chodzi razem z nami do szkoły.

I nawet nam na myśl nie przyjdzie czy był on rasistowski, czy nie – bo przecież jako dzieci nie wiedzieliśmy co oznacza to słowo, gdy pełną buzią recytowaliśmy wierszyk jako reklamę higieny i czystości (i to bynajmniej nie rasowej).

Transfobia nas jeszcze nie dotyczy, bo transseksualistów jeszcze u nas niewielu, a ci, którzy są, ukrywają się z tym nadal przed publiką, czekając na czas, kiedy społeczeństwo będzie na nich gotowe (jeśli to oczywiście będzie możliwe w naszym kraju). Zresztą nie wyobrażam sobie paradowania po polskiej ulicy osobnika trzeciej płci. Chyba, że byłoby to zaplanowane samobójstwo. Tym razem połączyłyby się wszystkie partie polityczne, nacje społeczne i religijne, a nawet kibice innych klubów. Babcie z różańcem w ręku waliłyby osobnika laską i zagrzewałyby skinheadów: „Panowie niech biją mocniej, żeby się ta zaraza więcej tu nie pokazał!”. Kibice Legi wlekli by go po ulicy, a za nimi poganialiby kopniakami kibice Pogoni Szczecin.

Istnieje jednak polska wersja transfobii. Wystarczy zaledwie odrobina niezdrowego zafascynowania damskimi łaszkami, choćby kobiecymi legginsami czy rajstopami, a już staniemy się „zboczeńcami”, do których odnosi się transfobia, czyli tym razem nie jesteśmy transfobami, a ukrytymi transseksualistami, pedałami i ciotami, mimo że kobiety na co dzień chodzą w męskich ubraniach i nikt ich o to nie oskarża.

Mizoginia galopuje wśród nas jak konie przedwojennych ułanów. Choć oskarżani jesteśmy o nią każdego razu, kiedy tylko powiemy coś nieodpowiedniego o kobiecych wdziękach, najczęściej mylona jest ona z męskim szowinizmem. Nie ma co się dziwić. Nie dość, że mizoginista brzmi mniej ciekawie, nie wiadomo jak go odmieniać prawidłowo przez przypadki, a na dodatek większość mężczyzn, którzy rzeczywiście miewają tę przypadłość, to dezerterzy frontowi, którzy uciekli – poddając się i łapiąc tak wielką awersję do kobiecego ciała, że często nawet Viagra już im nie pomaga. Tym samym unikają kobiet jak ognia, stając się zupełnie nieszkodliwymi dziwakami. Najczęściej na wskutek zbyt mocnych ostrzałów ze strony wojujących kobiet.

Ulubioną salwą, jaką nas najczęściej atakują kobiety, jest – męski szowinista. Bez dodatku „męski”, szowinizm przestaje mieć większy sens, bo nacjonalizm nie koniecznie jest tylko domeną męską. Męskim szowinistą stajemy się za każdym razem, kiedy tylko wyrazimy niepochlebne o kobietach zdanie, nawet jeśli dotyczyło ono niedomytych naczyń czy przesolonych ziemniaków, czy nawet, jeśli jako doświadczeni, zwrócimy uwagę kobiecie, że wypiła za dużo i skończy się to wizytą w łazience. W tym wypadku nieistotne jest, co nam się nie podoba – jeśli tylko dotyczy to kobiet lub relacji z nimi, stajemy się zatwardziałym, męskim szowinistą. Bez możliwości prawa do obrony. Tak po frontowemu, sąd polowy orzekający karę i pluton egzekucyjny w jednym pakiecie.

Męskim szowinistą zostajemy najczęściej bez przyczyny, ważne jest tylko, że naruszyliśmy strefę terytorialną kobiet (a powiada się, że wojna to domena mężczyzn).

Każdy mężczyzna to zboczeniec i gwałciciel. Nie dlatego, że tak jest rzeczywiście (najczęściej to my opowiadamy o swoich seksualnych pragnieniach kobietom, a one, nie dzieląc się swoimi, nalepiają nam naklejkę zboczeńca), ale dlatego, że wyposażeni jesteśmy przez naturę w narzędzie prokreacji, którego zadaniem jest rozsiewanie naszych genów i, w odróżnieniu od kobiet, nigdy nie odmawiamy, a nawet jeśli już, nie opowiadamy każdemu, że zostaliśmy zgwałceni, tylko akceptujemy ten akt, żeby nie urazić kobiecej dumy. Gwałt – według kobiet, to typowo domena męska, mimo faktów, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni go uprawiają.

Zboczeńcem natomiast zostajemy na każdym kroku, wystarczy jakikolwiek komentarz, niezgodny z towarzyskimi normami. Zbytnia samcza nadpobudliwość, nadmierne oglądanie się za innymi kobietami, rozmowa z nimi, zbyt częste wzwody nocne, kupno „Playboya” w kiosku, zaproponowanie wspólnego oglądania filmów xxx, zmiana pozycji lub pomieszczenia, w którym zazwyczaj mamy seks – a stajemy się typowymi męskimi zboczeńcami, jakich miliony chodzą po tym świecie.

W końcu nadchodzi najgorsze. Pedofil. Aż drżymy kuląc się ze strachu przed tym straszliwym oskarżeniem. Kiedy znajomi przedstawiają nam siedemnastoletnią córkę, odwracamy głowę, aby przypadkiem nie spojrzeć na nią, zbyt długo nie trzymamy jej dłoni na powitanie, mówimy tylko zdawkowe „Cześć” – ze strachu, że nas oskarżą o seksualne zboczenie, o pedofilię. Milczymy w towarzystwie, które ocenia urodę przechodzących kobiet, bo choć wyglądają na dwudziestokilkuletnie, może mają kilkanaście, a wówczas ponownie staniemy się – pedofilami. Boimy się podejść do dzieci na placu zabaw, koleżanek i kolegów naszych pociech, porozmawiać z nimi, bo przecież pedofilie są wśród nas, wśród mężczyzn. A my obawiamy się tego oskarżenia. W końcu, jako ojcowie staramy się nawet nie okazywać zwykłych przejawów uczuć rodzicielskich, bo widok mężczyzny całującego w czubek głowy swoją córkę, przytulającego lub trzymającego ją za dłoń w czasie spaceru w parku, może rozbudzić zbyt wiele skojarzeń i pobudzić wyobraźnię, skądinąd bardzo chorą (nie mogłem się powstrzymać) wśród obserwatorów, którzy mogą doprowadzić nas do sytuacji, w której zostaniemy pozbawieni praw rodzicielskich i publicznie oskarżeni o pedofilię.

Mało tego, każdy z nas czuje się winny, bo kiedy mieliśmy ileś tam lat, bawiliśmy się w krzakach z rówieśnicami w lekarza, a kiedy mieliśmy kilkanaście lat, podobały nam się nastolatki, a żeby pogorszyć sprawę, to dotykaliśmy ich, poznając pierwsze dziewczęce ciała, całowaliśmy je, ucząc się naszej seksualności, a w końcu odbyliśmy z nimi pierwszy raz seks. I mamy to nadal w pamięci, nadal zastanawiamy się czy to było już pedofilia, czy może jednak zwykłe życie i czy fakt, że nadal podobają nam się zdrowe, rozwinięte siedemnastolatki (chciałem napisać szesnastolatki, ale z powodu opisywanego strachu, napisałem siedemnastolatki – tak aby być poza cieniem podejrzeń:), świadczy, że jesteśmy chorzy, a na dodatek sami stawiamy się pod pręgierzem, gdyż najnowsze badania społeczności podają, że w społeczeństwie jest pięć procent pedofilów, a my nie wiemy, czy jeśli nadal zwróci naszą uwagę ta siedemnastolatka, to jest już objaw pedofilii, czy tylko zwykła, męska reakcja na ładną, dojrzewającą kobietę.

Obserwowani na każdym kroku, oceniani przez gromady kobiet, staramy się cichcem jak cień przemykać wśród miejsc, gdzie bawią się dzieci i młodzież, bojąc się, że zostaniemy oskarżeni o tę straszliwą, skądinąd bardzo niewielką w społeczeństwie, przypadłość.

I choć osobiście z doświadczenia twierdzę (wybaczcie nastolatki), że z seksem jest jak z prowadzeniem samochodu, dopiero po przejechaniu pół miliona kilometrów, można powiedzieć, że się jest dobrym kierowcą, sam ilekroć widzę ładne dziewczę, patrzę na nie (ukradkiem), zastanawiam się, jak będzie wyglądać za kilka lat.

Jest jeszcze sporo innych rzeczowników, których używają kobiety, aby określić mężczyzn: gbur, cham, prostak, mięśniak, dupek, kurdupel i wymieniać można by jeszcze z godzinę, ale w dzisiejszych czasach wszystkie jakoś bledną przy tych, które wymieniłem powyżej.

Zdecydowanie nasi ojcowie mieli odrobinę lepiej, gdy byli wyzywani od dupków, chamów i pijaków, wystarczyło im zaledwie głupawo się uśmiechnąć, ignorując zupełnie kobietę. W dzisiejszych czasach już nie można, kiedy w towarzystwie usłyszy się o sobie „Ty męski szowinisto, homofobie, ksenofobie, rasisto” – to wstyd. Chowamy uszy po sobie, spoglądamy ukradkiem na obuwie, czy nie ma na nim śladu gnoju, choć jedyna oborę widzieliśmy u wujostwa na wsi ze dwadzieścia lat wcześniej, bo dawno już mu się nie opłaca hodowanie bydła. Poprawiamy na sobie ubranie, bo może niedoprasowane, mimowolnie sprawdzamy czy paznokcie przycięte, czy zarost na twarzy jest nie więcej niż dwudniowy. I zastanawiamy się, dlaczego właśnie w taki sposób zostaliśmy określeni. W końcu stajemy gdzieś w ciemnym rogu, staramy się upodobnić do koloru ściany i milczymy, bo choć milczenie to nie złoto, jednak zawsze się opłaca.

Komentarze czytelników

Jeden komentarz do “Mężczyźni to zboczeńcy”

  1. Dziewczyna z Tatuażem.. pisze:

    Nie popadajmy w paranoję…
    Bywają też i kobiety zboczone :)
    Tak jak bywają mężczyźni nie zboczeni..
    ponoć :D

Komentuj