sobota Listopad 25th 2017
reklamabanerustac.gif

Czy nam stoi, czy nam zwisa: Szelest (cz. 3)

…budzi mnie odgłos nocy. Dżungla zawsze żyje swoim życiem, szczególnie intensywnym w nocy. Jest ciemna noc. Bardzo ciemna, a płótno namiotu, w którym śpię, zlewa się z nią jeszcze mocniej. Jest tak ciemno, że mógłbym sięgnąć dłonią w jej kierunku i ulepić z niej lepkie kulki. I wówczas słyszę skradający się ku mnie szelest . Nie wiem kto to, bo mrok pozbawił mnie najważniejszego zmysłu – wzroku. A coraz mocniej pompujące krew, napędzane strachem serce – tłumi inne. Słyszę tylko mocne bicie mojego serca i ten szelest. Skradający się ku mnie.

Staram się uspokoić oddech i powoli wracają inne zmysły. Czuję zapach. Czegoś nieokreślonego, ukrytego w szeleszczącej ciemności. Zbliża się ku mnie.

Wzdrygam się kiedy szelest ociera się o moje ciało. Jest ciepły. Miękki. I pachnie dżunglą z domieszką trudnej do określenia mieszaniny piżma i feromonów. Wpełza na mnie niczym jadowity wąż i przytula się. Nie wiem kim jest. Nie wiem z jakiego powodu znalazła się w moim namiocie. Ale wiem po co przyszła.

Chce seksu. Może nie takiego seksu jaki znamy my, cywilizowani ludzie, często odwiedzający lekarzy, psychoterapeutów, seksuologów. Nie takiego seksu, gdy czujemy pragnienie, aby spotkać się z kimś, poznać go, a później spędzić dobry wieczór na zabawie kończącej się w łóżku. Ten seks jest inny.

Razem z szelestem i zapachem piżma przyszło pierwotne pragnienie seksu. Taka potrzeba abym zapełnił jej wnętrze nasieniem z nadpisanym na nim kodem genetycznym białego człowieka.

Instynkt, który nakazuje w zamkniętych małych społecznościach wymieniać swoje geny z innymi. Z wędrowcami, kupcami, myśliwymi i mieszkańcami z sąsiednich wiosek, krajów, wysp. Nakaz mieszania genów. Nakaz zdrady.

 

Tuli się do mnie i liże moją twarz. Nie całuje. Nie szepcze. Tylko szeleści i mlaska za każdym razem, kiedy jej język dotyka mojej twarzy zarośniętej kilkudniowym zarostem.

To jej noc. Jest tak ciemno, że nie widzę jej twarzy, a ona nie widzi mojej i dzięki temu zachowuje pełną anonimowość. Nie musi się wstydzić, kiedy jest ciemno. Pewnie by się nie wstydziła, przecież na co dzień chodzi nago. Jej wstyd to raczej obawa, co powiedzą współplemieńcy wioski. A może to właśnie jej mąż, ojciec lub brat nakazał jej przyjść tutaj do mnie w nocy?

Jej lizanie lekko mnie zniechęca. Mimo to obejmuję ją, przygarniam i automatycznie szukam jej ust do pocałunku. Kiedy znajduję, szelest wzdryga się. Nie oddaje pocałunku. A jej wargi zaciśnięte są mocno. Nie tak tutaj się to robi. Ona nie wie co to są długie namiętne pocałunki w parku wieczorową porą, ona nie wie co to są wstępne pieszczoty, kiedy dłonie masują części ciała partnera, nie wie co to jest seks oralny i nie wie co to jest punkt G, łechtaczka, wargi sromowe, pochwa i cała reszta narządów biorących udział w czasie połączenia dwóch ciał.

Ale mimo tego wie czego chce. Chce zbliżenia z białym, który zawitał do jej wioski. Chce mojego nasienia, abym zapełnił jej naczynie i aby mogła powić nasze dziecko. Kiedy już je urodzi, nikt nie będzie pytał o jego pochodzenie. Ani mąż, ani ojciec, ani matka. Dziecko jest darem Boga i Natury, i każdy je tak będzie traktował, aż dorośnie do momentu, w którym stanie się częścią plemienia i dopiero wówczas zacznie się go oceniać według przydatności oraz zaradności w życiu.

Liże mnie szeleszcząc, jej ciało ociera się o moje, otwiera się pode mną, szukając go, a gdy już znajduje, chwyta swoimi narządami i zasysa szeleszcząc jeszcze głośniej.

Jest ciepła, lekka i pełna życia. Wypina biodra w moim kierunku ułatwiając mi głębszą penetrację, szeleści i mlaska za każdym razem, kiedy wbijam się coraz mocniej w jej płeć. Nie wiem jak wygląda. Nie widzę. Jest miękka w środku, ale ja nawet nie wiem ile ona ma lat. Może ma kilkanaście, może dwadzieścia kilka. Co zresztą nie ma i tak najmniejszego znaczenia, bo tutaj w środku dżungli nie każdy z nich dokładnie pamięta swój wiek. Liczby nie mają takiej samej wartości jak w cywilizowanym świecie, a wiek ustala biologia, a nie godziny, miesiące, lata. Dojrzałe dziewczyny mogą same wybierać partnerów, od momentu kiedy mają tylko seksualne potrzeby. Nie muszą do tego brać ślubu. Matematyka, astrologia, historia, cała ludzka wiedza, nie ma tutaj znaczenia. Ważniejsza jest wiedza jak przeżyć w dżungli. Zakazy moralne, religijne, społeczne, prawne mające źródło jeszcze w rzymskim prawie, bazujące na mitach i legendach greckich, egipskich i sumeryjskich wierzeń czy judaistycznej Biblii, nie mają tutaj większego sensu. Nikt nie wyprodukuje tu kurczaków rosnących w trzy tygodnie, nikt nie zaora i obsieje pola pszenicą. Ważniejsza niż prawa i liczby jest wiedza o dżungli. Które rośliny można zjeść, a które mogą cie zabić. Który wąż jest jadowity, a który jest przysmakiem. To dżungla jest tutaj Biblią i ona narzuca nakazy moralne, religijne i społeczne. A jednym z nich, najważniejszym – jest rozmnażanie się. Bo dżungla żyje dzięki zapylaniu, zapładnianiu, pączkowaniu, musi się reprodukować i rozmnażać. Bez tego stałaby się pustynią. Największym jej nakazem jest właśnie prokreacja.

To właśnie dzięki niej dzisiejszej nocy nie jestem sam. To dżungla nakazała szelestowi wślizgnąć się do mojego namiotu, polizać mnie i otworzyć się jak kwiat, czekając aż ją zapylę.

Biedna, nie wie czym (oprócz zapoconej koszulki) pachnie biały człowiek. Prezerwatywą, kontrolą urodzin, pigułkami antykoncepcyjnymi, wazektomią, a w końcu stosunkiem przerywanym.

Zagłębiam się w nią coraz mocniej i szybciej, obłapia mnie swoimi kończynami niczym małpiatka, szeleści, postękuję i mlaska, jej narządy wibrują w takt mojego uniesienia. Nie chcę jej podarować tego co we mnie najcenniejsze, udaję orgazm, głośno stękając, w końcu wyskakuję z niej, rozpylając nasienie na drugą stronę mojego posłania.

Szelest po chwili odchodzi. Nie mogę jej dostrzec w ciemnościach, może kolejnego dnia, w świetle słońca, rozpoznam ją w grupie kobiet lub mężczyzn, może spojrzy na mnie odrobinę dłużej, z większym zainteresowaniem i wówczas domyślę się, że to ona lub wyczuję jej piżmowy zapach ciała albo rozpoznam ten sam szelest, z którym wczołgiwała się do mojego posłania…

Komentuj