piątek Wrzesień 22nd 2017
reklamabanerustac.gif

Kobiety wstydzą się swojej rozwiązłości

Zaakceptować swoją seksualność, to ją zrozumieć. Co to oznacza? Dla mężczyzn jest to proste. Jeśli widzę kobietę, która mnie pociąga, pożądam jej i zrobię wszystko, aby ją poznać bliżej, a już najlepiej poznać zakamarki jej ciała, czyli uprawiać z nią seks. No może bez przesady. Musiałbym każdego dnia podrywać setki napotkanych kobiet, bo zwykle aż tyle kobiet spotykam każdego dnia i większość z nich ma w sobie coś interesującego. Ale przecież tego nie robię, bo z góry wiem, że skazane jest to na porażkę. Nawet gdybym był Bradem Pittem, przed którym otwarłaby swoje ramiona co druga kobieta, fizycznie nie podołałbym spotkaniom z taką ilością kobiet.

Nie chodzi mi o to, aby zdobywać każdą napotkaną kobietę, a tylko zrozumieć, jak działa męskie libido. Pożądam ich najczęściej – bo ładnie pachną, wdzięcznie się poruszają, mają tu i ówdzie zgrabnie poukładane części kobiecości, bo mają tę iskrę w oczach, dołeczki w twarzy, pukle włosów opadające na ramiona, w końcu: bo, sam nie wiem dlaczego, ale czuję do nich pociąg. Zrozumieć własną seksualność, to nie zastanawiać się dlaczego, a zaakceptować fakt, że pożądanie kobiety jest czasem dość irracjonalne.

Tak jak irracjonalne wydają się tysiące małych drobiazgów, które wykonujemy każdego dnia, kierując się naszym szóstym zmysłem, czyli intuicją (prawie każdy z wyborów jest kierowany przez naszą intuicję). Zakup owoców, które wrzucamy do koszyka, wybór nowej koszulki, trasy, jaką będziemy jechać, filmu, który mamy obejrzeć. We wszystkich tych wyborach kierujemy się najczęściej naszą intuicją, wspieraną doświadczeniem i odrobiną dobrego smaku. I tak jest też z naszym pożądaniem. Gdy „czuję miętę”, mimo że nie jest to mój typ kobiecości i zupełnie coś mi nie gra z budową ciała, poddaję się mojemu pożądaniu, bo traktuję go odrobinę poważniej, niż moją zagubioną w codzienności świadomość, która zaraz zaczęłaby przedstawiać za i przeciw, obliczałaby dokładne rozmiary, wyliczała rachunki prawdopodobieństwa, koszty, mierzyła czas i ważyła wszystko na szalach wagi, starając się matematycznie skonfigurować moją seksualność, a tym samym – sens poznawania kogoś nowego.

Ja wolę się poddać mojemu pożądaniu. Bo staram się zrozumieć siebie, a sam etap pożądania nie wydaje mi się, że może zostać wyjaśniony naukowo – mimo że ostatnio modna jest teza o feromonach, jest to bardzo indywidualna sprawa, wynikająca pewnie z dziedziczonych genów i dzieciństwa, w czasie którego kształtowana jest nasza seksualność.

Etap drugi mojego pożądania już nie jest istotny. Może okazać się, że nic nie wyjdzie z mojego zapoznania się z napotkaną kobietą, pożądanie zniknie po kilku minutach rozmowy, może w końcu okazać się, że mimo wszystko intuicja seksualna mnie zawiodła (ile razy gdy rozkroimy na pół zakupione osobiście jabłko, okazuje się, że w środku jest już zgniłe).

Poddaję się mojemu pożądaniu, bo wiem, że ono określa moje seksualne libido.

Co to wszystko ma do rozwiązłości kobiet?

Ja zaakceptowałem swoją seksualność – rolę podwórkowego Burka, węszącego po sąsiednich podwórkach i gospodarstwach za chętnymi do zabawy suczkami. Nie wstydzę się tego, bo staram się zrozumieć mechanizmy rządzące moją seksualnością (ile biednych ludzi musiało żyć, tłumiąc swoje pragnienia, za każdym razem składając je na karby Szatana, kuszącego ich do grzechu) i nie hamuję ich, co oczywiście nie oznacza również biegania ze „szpadą” w ręku, strasząc każdą napotkaną kobietę. Raczej karmię swoją seksualność, tak jak raczę się dobrą książką, lampką winą, nową piosenką lub spacerem w parku.

Starałem się rozebrać to na części pierwsze. Większość mężczyzn nie robi tego, ot podąża bez zastanawiania za swoją seksualnością.

Kobiety są jednak inne. Nie jest to wielką tajemnicą, ale w rozwiązłości wyprzedzają nas o milenia. Sam fakt różnic w budowie ciała kobiety i mężczyzny, pozwala im na dużo więcej. I historia zna takie przypadki, gdy kobiety zostały zapisane w niej wielkimi literami tylko z tego powodu, że dały upust całej swojej seksualności. To tylko jednostki. Kobiety raczej wstydzą się swojej rozwiązłości, choć często skrycie o niej marzą.

Ale kobiety mają inny problem. Natury moralnej.

Ich reakcja na mężczyznę również różni się od naszej. Jak już pisałem, dla nas wystarczy kilka sekund, a napotkana kobieta zostanie dokładnie zbadana i my już wyobrażamy sobie z nią akt seksualny. Mózg kobiety działa trochę inaczej. Dla niej ważniejsza jest nić sympatii, a nie erotyczne wyobrażenie męskich ciał. Nam wystarczy uśmiech, ruch biodrami, drobny powabny krok i jesteśmy już gotowi do akcji. Kobietom to nie wystarcza. Muszą poczuć się dowartościowane w naszych oczach, czuć się luźno, bezpiecznie, wesoło, muszą poczuć nić sympatii, aby dopiero tworzyć wyobrażenie przyszłego aktu seksualnego. To zajmuje czas. Kobieta wybiera partnera również intuicyjnie, ale kierując się głównie doborem genów dla potomstwa i, co najważniejsze, oceniając mężczyznę czy jest płodny i czy nadaje się na ojca rodziny.

Po świecie zawsze biegało sporo mężczyzn z charakterem Casanowy, którzy rozsiewali swoje geny wśród mężatek i cnotek. Dlaczego właśnie oni najczęściej przełamują lody, nawet u najbardziej cnotliwych dam. Bo burza hormonów, jaką wywołuje kobieca seksualność, zmusza je do uległości. Jeśli taki Casanowa lata z kwiatka na kwiatek, musi być bardzo płodny. A to pierwsze i najważniejsze kryterium kobiet. Jakkolwiek by to nazywać. Natura stworzyła nas właśnie w taki sposób. Miękną im nogi, latają motyle i, choć mężczyzna nie musi wyglądać jak boski Apollo, oddają mu się z drżeniem rąk i mdlejącym westchnieniem. Stałość jest kolejną cechą, decydującą w trakcie wyboru. Bogaci, stateczni, dobrze rokujący zapewnią dzieciom byt i wychowanie. Może z mniejszym drżeniem rąk, może z udawanym w łóżku westchnieniem, ale wybierają swoich potencjalnych partnerów wśród tych statecznych. I dobrze. Bo to zawsze matki dbają o dzieci i zawsze od ich wyboru zależy późniejsze życie ich potomstwa.

Wybór partnerów jest prawie zawsze taki sam. Czy to na jedną noc do łózka, czy na całe życie.

Jeśli kobieta zrozumie swoją seksualność, będzie jej prościej w życiu. Zawsze wybierani partnerzy są oceniani pod kątem ich płodności, zaradności i genetyki. Cała reszta, to tylko romantyczny dodatek. Bardzo ważny w związku. Ale bez tych podstawowych cech, kobiety nigdy nie dostaną motyli w brzuchu.

Gdy dochodzimy do kwestii naszych matek – gdzie ma zamieszkać w nich ich dawna seksualność? Partnera już znalazły, takiego co spłodził i zajmuje się dziećmi, a one stały się wzorem dla nich. Niemalże od chwili pojawienia się niemowlaka zmuszone są do zmiany – z seksownie kuszącej mężczyzn dziewczyny, do wiernej żony, zajmującej się wychowaniem dzieci.

Czy kobiece hormony dostają śpiączki w czasie ciąży i macierzyństwa? Większość kobiet twierdzi, że największą ochotę na seks mają właśnie w czasie ciąży. Czy to z tego powodu, że ich ciało się zmienia i boją się, że już nigdy nie będą wyglądać tak samo po urodzeniu dziecka. A może zdają sobie sprawę, że przyjdzie moment, w którym nie będzie czasu na seks, bo zastąpią go obowiązki pierwszych miesięcy macierzyństwa.

Już później wszystko się zmienia. Zmienia się także układ sił. Seks w małżeństwie staję się coraz rzadszy. Mniej namiętny. Bardziej przypomina codzienne ablucje, którym się oddajemy. Dzieci, mimo że urosły, nadal są w domu, a matki, mimo burzy hormonów, nie mogą nagle zacząć rozsiewać wokół swoich feromonów – mają przecież uczyć wzorowego życia swoje pociechy.

Dla mężczyzn wiele się nie zmienia. Nadal biegają ze swoją seksualnością, rozglądając się za potencjalnymi partnerkami, nawet jeśli tego nie wprowadzają w życie. Dla kobiet, sytuacja nie wydaje się ciekawa. Ich seksualność nie działa jak u mężczyzn. One potrzebują dowartościowania w oczach innych panów, a także stateczności i płodności. A jak już mają to wszystko?

Wiele z nich tłumi swoje seksualne pragnienia. Wstydzi się ich, głównie z tego powodu, że przecież starają się być wzorowymi matkami i żonami. Inne skrycie marzą. Jeszcze inne, gdy udaje im się znaleźć ku temu odpowiedni grunt, dają im upust.

Wielu poznanych mężczyzn opowiadało mi historie o mężatkach wyjeżdżających za granicę do pracy w czasach zmiany systemu ustrojowego. Z wzorowych matek zmieniały się w napalone kobiety. Opowiadali jak tej samej nocy potrafiły odwiedzić w nocy trzech mężczyzn, śpiących na materacach w tym samym pokoju. A już następnego dnia dzwoniły do kraju, pytając się o dzieci.

To znane przypadki, szczególnie z ostatnich lat, gdzie ponowna fala zarobkowej emigracji ruszyła na podbój Europy. Mężatki, matki, panny ruszyły w celach zarobkowych do innych krajów, gdzie zmieniły swoje środowisko. Tam bez problemu mogły dać upust swoim hormonom. Nikt przecież ich nie zna. I nie muszą się tego wstydzić.

Wiele kobiet wstydzi się swoich seksualnych pragnień. Każdy mężczyzna na pytanie czy chciałby mieć raz seks z dwiema kobietami naraz, odpowie, że to jego największe marzenie. Na to samo pytanie zadane kobiecie, większość nie odpowie lub da odpowiedź przeczącą. Czy dlatego, że nie mają takich pragnień seksualnych, czy dlatego, że się ich wstydzą?

Spotkałem sporo kobiet, które nudziły się w małżeństwie. Może to zły dobór partnera, może jego wina, że stracił swoje pożądanie, może jej wina, że przestała być dla niego atrakcyjna. Niemniej, kiedy tylko mogły i zdecydowały się na działanie, były niezwykle namiętnymi i rozwiązłymi kochankami. Już po, zawsze wstydziły się tego, jakby zupełnie bały się konfrontacji z pragnieniami i ze swoją seksualnością.

Zrozumieć swoją seksualność, to przede wszystkim – przestać się jej wstydzić. 

Komentarze czytelników

5 komentarzy do “Kobiety wstydzą się swojej rozwiązłości”

  1. ~D~ pisze:

    Jestem taką kobietą. I masz rację wstydzę się tego bo?
    B kobieta nie może, nie powinna.
    Bo mężatka musi się zadowolić tym co oferuje jej mąż i tylko to.
    Bo kobieta lubiąca seks to dziwka?
    bo kobieta marząca o seksie kilka razy dziennie jest wyuzdana?
    Ile jeszcze podobnych opinii napotkałam?

    Zazwyczaj tylko czytam ale musiałam skomentować.

    Niektóre kobiety próbowały się nie poddać ale zostały skrzywdzone i zamknęły się w sobie?
    Moja rozwiązłość, seksualność?
    to moja zmora.

    • adamambler pisze:

      To jest odwieczny problem małżeński. Naprawdę trudno dobrać się parami – nie tylko pod względem charakterów, ale również temperamentu seksualnego (i budowy ciała). Sam czasem się dziwię jak niektóre małżeństwa egzystują, kiedy słyszę o ich intymnych sprawach, które bardziej przypomina wiktoriańskie czasy, niż post hippisowski XXI wiek.
      A co do twoich pytań:
      Kobieta powinna być wyuzdana, choćby tylko dla męża (dla innych również, bo to zwiększa jej atrakcyjność seksualna i pozytywnie ładuję jej wizerunek jako kobiety), nie ma w tym nic złego, mało tego dla faceta, męża działa to lepiej niż jakikolwiek afrodyzjak.
      Nie powinna się wstydzić, ale to już zależy od nabywanych w dzieciństwie wartości.
      Zawsze jest tak, że jeśli mąż nie potrafi zadowolić partnerki, ta…prędzej czy później szuka zastępstwa. Ale czasem można spróbować dogadać się z mężem, nawet jeśli niedomoga, ma inne części ciała aby wspomóc się jako kochanek w łóżku.
      Mężczyźni marzą o seksie i kilkaset razy dziennie. Dla mnie kobieta marząca o nim kilka razy dziennie, jest bardzo podniecająca. A już szczególnie kiedy się do tego publicznie przyznaje.
      Właśnie o to mi chodziło w artykule. Kobiety są równie rozwiązłe jak mężczyźni, ale się tego wstydzą. Ale dlaczego? Bo jest matką, żoną, siostrą, córką. Nie trzeba być publicznie wulgarnym, aby być rozwiązłym. Można powiedzieć że mam ochotę dzisiejszego wieczoru pokochać się do białego rana. I nie będzie w tym nic złego. Wulgarnego. Ale to już chyba, musicie zmieniać, wy kobiety. Przyzwyczajać nas do tego. I środowisko wokoło. Innymi słowy, tak, nasze matki, nawet jak już zmieniają się powoli w babcie, też mają ochotę na seks.

      • ~D~ pisze:

        ” Można powiedzieć że mam ochotę dzisiejszego wieczoru pokochać się do białego rana.”

        Heh… gdybym tak powiedziała do mojego Mężczyzny to by stwierdził, że ze mną czas do psychiatry.

        Mamy zupełnie różne temperamenty ale to nie byłby może aż taki problem gdyby nie to że dochodzi do tego fakt innego spojrzenia na seks i seksualność.
        „Kobieta powinna być wyuzdana, choćby tylko dla męża”
        Moje pragnienia, otwarte rozmowy On traktuje jako coś nienormalnego. tak nie powinno być, kobiety się tak nie zachowują. Wyuzdana? wiesz jak to by się skończyło? Szlaban na seks na miesiąc.

        Ja się nauczyłam. Nie warto okazywać swoich pragnień.
        Schowałam je głęboko w szufladę i tam niech siedzą.

        • adamambler pisze:

          Myślę że nie warto chować swoich pragnień do szuflady, ale każdy ma swój czas, aby się o tym przekonać.

          Przykro mi o tym czytać, bo według mnie nie ma nieinteresujących kobiet, a najwyraźniej (czytając bloga) w swoim związku czujesz się jak ptak w klatce.

          Co do embarga seksu na miesiąc, jestem zdumiony. Odkąd obudziła się we mnie męskość, jedno wiem: Seks zawsze jest wyborem kobiet. My możemy się starać, prosić, tańczyć, śpiewać, ale moment kiedy uda nam się przekonać partnerkę do seksu, zawsze jest jej decyzją (oprócz gwałtu i płatnego seksu), to jest i będzie domeną kobiet.

          Moja rada. Zrób tak żeby on chciał. Jesteś z nim od dłuższego czasu, domyślam się że wiesz jakie lubi kobiety. Przypomnij sobie co najbardziej pociągało go, kiedy zalecał się do ciebie. Zacznij odrobinę zmieniać swój kobiecy image. Od ubioru, włosów, po kosmetyki. Bądź obojętna jak za szkolnych czasów, nie złośliwa. Mężczyzna zwraca uwagę na tajemnicze kobiety, a nie na jędze. Obudź w nim żądze i dawkuj je. Że radością, nie ze złośliwością.

          Jeśli zauważy zmianę i będzie chciał czegoś więcej – odmów. Boląca głowa, porządki w łazience, stresująca praca, ulubiony serial. Odmowa powinna być delikatna (może wieczorem, zobaczymy), nie tak aby jego pożądanie spaliło się w sekundzie. I buduj jego pożądanie. Jak kiedyś. Kokietuj, czaruj, pozwól sobie na małe seksualne prowokację. To musi działać.

          Przed czy po, pochwal go jako mężczyznę. Nawet jeśli skłamiesz.

          Zabaw się nim jak za czasów kiedy bawiłaś się tak innymi chłopakami (każda dziewczyna to robiła). Zrób tak, aby pożądał cię jako kobietę nie jako partnerkę, którą co noc od lat widzi w łóżku. Ukrywaj przed nim swoje kobiece atrybuty i kuś.

          Nawet jeśli z tego nic nie wyjdzie, będziesz miała dwie duże satysfakcje, zmianę swojego wyglądu (każda kobieta to lubi, szczególnie jeśli mężczyźni na ulicy będą zwracać na nią uwagę) i możliwość opisania tych starań.

          Pozdrawiam

  2. ~D~ pisze:

    eee…. Mogę mieć prośbę? Napiszesz do mnie @ ?

Komentuj