piątek Wrzesień 22nd 2017
reklamabanerustac.gif

Seks jest pojęciem względnym

Czy Einstein wpadł na pomysł swojej teorii względności w czasie uprawiania seksu? 

Rozwój nauki i mechaniki dał nam w prezencie zegarek, którym odmierzamy przepływający czas. Mierzy on upływ godzin, minut, a nawet sekund naszego życia. Ale czy oznacza to, że nasz czas jest dokładnie określony przez wyszukane czasomierze?

W teorii względności Einsteina upływ czasu ma być zależny od punktu odniesienia i grawitacji. Zegar umieszczony na ziemi w silnym polu grawitacyjnym, chodzi wolniej od zegara umieszczonego na wysokiej wieży. Dużo większe różnice są zauważalne, gdy mierzymy upływ czasu z dwóch rakiet poruszających się z dużą prędkością, przeciwlegle do siebie – nam, siedzącym w jednej z nich, wydaje się, że w drugiej rakiecie czas płynie wolniej. Ale co to ma wspólnego z normalnym życiem na ziemi?

Kiedy jesteśmy dziećmi – czas dla nas nie istnieje. Nie mamy pojęcia jego upływu. Dzień zlewa się w kolejny, odliczany kolejnymi posiłkami, poobiednią drzemką lub nocą. Czas trwania każdej doby nie wynika z tykania zegara, odmierzającego minuty, a jedynie z czynności jakie wykonujemy w tym momencie. Bywa, że chwila jest bardzo długa, kiedy każda minuta dłuży nam się w nudnym oczekiwaniu, innym razem zdarza się, że godziny mijają momentalnie, kiedy zafascynowani wspólną zabawą z innymi dzieciakami, jesteśmy zaskoczeni, że rodzice wołają nas do łóżka, bo przecież dopiero co rozkręciliśmy się na dobre, a tu nastała już noc.

No dobrze, z dziećmi jest prosto. Krótko żyją na świecie, niewiele jeszcze wiedzą o ośmiogodzinnym systemie pracy, nie znają systemu monetarnego, który zagościł między ludźmi w ich codziennym życiu i nieustannie przelicza minuty na złotówki. Minie kilka lat, a nauczą się tego, tak jak każdy z nas.

Ale czy jest tak wszędzie, czy nadal czas płynie liniowo, bez zakłóceń?

Są jeszcze takie miejsca na ziemi, gdzie czas nie jest odmierzany przez zegary. Najczęściej są to zagubione oazy ludzkich plemion, żyjące od wieków według ustalonych reguł. Tylko dla nich zegar nie odmierza czasu. Bo nie znają jego pojęcia. Są wolni od określania godzin według dwudziestoczterogodzinnej doby. Miernikiem czasu jest dzień i noc, ale nie określa on jego upływu, a jedynie tworzy fazy aktywności dziennej lub nocnej. I tylko w takim miejscu ucywilizowany człowiek, mierzący minuty swojego życia, ma szansę zagubić się w ich rzeczywistości. Zapominając o istniejących wielkich miastach, wypełnionych tysiącami ludzi, o samolotach latających na niebie, o telefonach komórkowych, telewizji, internecie i nowych zdjęciach na Facebooku u znajomych, o czasie jaki mamy, aby wypełnić dzisiejszego dnia zaplanowane przez nas zadania, o planowaniu naszego życia w sposób inny niż tylko zaspokojenie podstawowych potrzeb. Bo kiedy mamy pełny garnek, nie musimy iść na polowanie, gdy jesteśmy głodni – spożywamy jedzenie, gdy potrzebujemy iść za potrzebą – kucamy za jakimś krzakiem, mamy czasu aż zanadto, aby kontemplować życie, nie licząc zarobionych przez nas pieniędzy, ani przeliczanych na nie godzin. Może złudnie, ale jesteśmy wolni. Nie tylko od cywilizacyjnego jarzma, jakie jesteśmy zmuszeni nosić przez całe życie, ale również od czasu jaki kieruje naszymi krokami każdego dnia.

Kiedy staniemy na środku wielkiego miasta – upływ czasu widać wyraźnie. Setki osób biegnących w najróżniejszych kierunkach, dziesiątki samochodów zdążających w inne miejsca, autobusy i taksówki przewożące gromady zdążających gdzieś w pośpiechu ludzi. Wszystko po to, aby zdążyć na czas. Upływ sekund kieruje szybkością naszych kroków – im ich mniej, tym szybciej przebieramy nogami, czasem zmuszając się nawet do biegu, gdy przeliczymy, że mamy za mało czasu, aby dotrzeć na umówione miejsce. W ten sposób zegar rządzi naszym życiem, niemalże do momentu naszej śmierci.

Ale są takie chwile w życiu, kiedy czas nie ma dla nas znaczenia, mało tego – z ochotą zrzucamy jarzmo odmierzania sekund życia i cieszymy się możliwością kontemplacji świata i rzeczywistości, bez stopera w dłoni. I to nie tylko w nieprzebytych dotąd dżunglach, gdzie odnaleźć można nieskażonych zegarem przedstawicieli homo sapiens. Jest sporo takich momentów, kiedy względność teorii Einsteina zdaje się sprawdzać, nawet bez rakiet latających z prędkością światła i bez zmian działającej na nas grawitacji.

Nasz sen – moment spoczynku, kiedy oddajemy się w objęcia greckiego boga Morfeusza, choć również jest wyliczony czasem jaki mu poświęcamy, nie ma nic wspólnego z jego prawdziwym odmierzaniem. Bywa, że możemy spać ponad dziesięć godzin, a kiedy się obudzimy, wydaje nam się, że dopiero co położyliśmy się do łóżka. A straciliśmy prawie dziesięć godzin z naszego życia!

Ale już kolejnym razem, gdy śpimy śniąc sny, mimo że jest to zaledwie godzinna drzemka, przeżywamy we śnie życie z kilku tygodni. Pamiętacie nad rankiem takie momenty, kiedy budzi was alarm budzika (kolejny miernik czasu), a wy macie ogromną ochotę nie wstawać jeszcze z łóżka i te pięć minut, które macie do kolejnego dzwonka alarmu, rozciąga się w półśnie do kilku godzin?

Podobnie jest często w czasie seksu. Jeśli sen można określić jako zupełne wyłączenie świadomości, co poniekąd dyskredytuje go jako namacalny dowód na poparcie tezy o teorii względności – tym razem nie ma o tym mowy. Wszystko odbywa się świadomie. Pieszczoty, pocałunki, masowanie, dotykanie partnera i sam akt seksualny, jeśli tylko jest pełen namiętności, trwa w nieskończoność. W takich momentach wydaje nam się, że czas nie upływa, a zaburzenia w jego oddziaływaniu na nas, są namacalne.

Bywają chwile, gdy mija kilka godzin, a my jesteśmy zaskoczeni – jak to możliwe, bo przecież dopiero co zaczęliśmy całować swojego partnera. Nie oddziałuje na nas żadna zmienna grawitacja (oprócz teorii przyciągania się dwóch ciał).

Innym razem dziwimy się, że minęło zaledwie pół godziny, a my jesteśmy zmęczeni, jakby minęło kilka godzin. Gdyby ktoś skonstruował zegar do mierzenia czasu, upływającego podczas czynności seksualnych, mielibyśmy dowód na poparcie tezy o względności czasu. Może właśnie Einstein wpadł na tę teorię w czasie seksu, tak jak Archimedes, podczas kąpieli, odkrył prawo siły wyporu.

Ktoś powie, że to tylko złuda, ponieważ czas podczas seksualnych czynnośc nadal pozostaje niezmienny, stały. Tylko jego odbiór, sposób w jaki go odbieramy, zostaje zakłócony. Być może. Nie zmienia to faktu, że w takim momencie mamy dokładnie to samo wrażenie, jakbyśmy siedzieli w pędzącej z prędkością świetlną rakiecie. Dla nas czas płynie wolniej.

Fizyka najczęściej wymyka się spod naszej kontroli w czasie czynności seksualnych. Wydaje się, że w czasie uprawiania miłości, prawa fizyczne nie mają zastosowania. Czy jednak na pewno? Wiele z praw fizycznych ma wtedy zastosowanie (oczywiście w zależności od wyobraźni każdego z nas).

Moje ulubione prawa :)

I ZASADA TERMODYNAMIKI

Energię wewnętrzną ciała możemy zmienić albo przez wykonanie pracy, albo przez przekazanie ciepła. Oczywiście może też nastąpić równoczesne wykonanie pracy i przekazanie ciepła”.

ZASADA   ZACHOWANIA   ŁADUNKU

W układzie ciał izolowanych elektrycznie od otoczenia całkowity ładunek nie ulega zmianie. Ładunek może jedynie przemieszczać się z jednego ciała (lub jego części) do innego ciała (lub jego części)”.

PRAWO   OHMA

Natężenie prądu w przewodniku jest wprost proporcjonalne do napięcia przyłożonego między jego końcami”.

PRAWO   POWSZECHNEGO   CIĄŻENIA

Każde dwa ciała przyciągają się wzajemnie. Siła wzajemnego przyciągania dwóch ciał jest wprost proporcjonalna do iloczynu ich mas i odwrotnie proporcjonalna do kwadratu odległości między ich środkami”.

Komentarze czytelników

Jeden komentarz do “Seks jest pojęciem względnym”

  1. ~Scrubs pisze:

    a mnie od razu przyszły na myśl prawa Murphy’ego dotyczące seksu
    - Miłość jest sprawa chemii, seks – sprawa fizyki.
    i
    - Kobieta nigdy nie zapomina mężczyzn, których mogła mieć ; mężczyzna, kobiet, których nie mógł.

Komentuj