sobota Listopad 25th 2017
reklamabanerustac.gif

Ideał współczesnej kobiety stworzyli geje

Od kilkudziesięciu lat z plakatów reklamowych, okładek kolorowych pism czy z reklam telewizyjnych atakują nas chłopięce, szczupłe sylwetki anorektycznych kobiet… Ideał ten został wykreowany przez gejów!

 

Jako miłośnik kobiet przez lata zastanawiałem się – dlaczego wzór kobiety, który lansują media, niezupełnie zgadza się z moim własnym i innych mężczyzn? Najpierw składałem to na karb mojego wychowania i zamiłowania do klasycznej sztuki – mogłem stać przed posągami Wenus w niemym zachwycie ponad godzinę. Chociaż były to wspaniałe dzieła sztuki, zachwyt bardziej wzbudzało we mnie perfekcyjne odwzorowanie kobiecych kształtów, a mniej to, że liczą sobie one tysiące lat. Ale nie każdy mężczyzna jest miłośnikiem antyku, mimo to większość z nich, opisując idealne ciało kobiece, zawsze kreśliło jej klasyczny wygląd. Na takie ciała kobiece mogliśmy patrzeć godzinami, podziwiając łuki bioder, sklepienia ramion, kolumny zaciśniętych nóg i zwieńczenia odstających piersi.
Już kiedy byłem podrostkiem (mniej niż naście), kolekcjonowałem wycięte z magazynów zdjęcia znanych kobiet o klasycznych kształtach: Samanty Fox, Sabriny (muzyka, którą grały, nie odgrywała jeszcze żadnego znaczenia), Sharon Stone i innych gwiazd, których głównym atutem było posiadanie pełnego, kobiecego ciała. Dopiero kilka lat później moja kolekcja (dzięki aparatowi fotograficznemu) zaczynała wzbogacać się o zdjęcia Marzeny z 8C, Iwony i Magdaleny z 7B, a później wielu innych dziewcząt ze szkoły średniej. Sporo z tych zdjęć jeszcze mam, na większości z nich jawią się twarze i (ubrane) ciała dojrzewających dziewcząt o pełnych, bujnych, kobiecych kształtach. W takich dziewczętach kochałem się, gdy byłem nastolatkiem.

 Afrodyta z Knidos dłuta Praksytelesa z ok. 360 p.n.e.

 

Gwiazda muzyki pop Samanta Fox

Gdzieś tam w tych czasach pojawiło się więcej kolorowych magazynów, programów w telewizji, a moje klasyczne piękności, zastąpiły szczupłe wysokie dziewczęta. Mimo, że dalej klasyki doprowadzały do wrzenia moją młodą krew, modne stały się kobiety modelki, których szczupły wygląd dał nowy trend kobiecej seksualności. Moja Marzena, Iwona i Magdalena straciły z piętnaście kilo, ubrały się w przykrótką koszulkę z angielskim napisem „HOT” i paradowały po moim mieście jako boginie kobiecego seksapilu. Jeszcze wówczas nie rozumiałem swoich odczuć i mimowolnie akceptowałem te zmiany, grzebiąc na długi czas klasyczny ideał kobiety, tym bardziej, że już wszędzie dziewczyny o takich kształtach wytykano palcami, twierdząc, że są grube.
Minęło odrobinę lat, podczas których ganiałem za różnymi typami kobiet, aż gdzieś w okolicach równika, ponownie przypomniano mi o klasycznych kształtach. W jakimś mało rozwiniętym technicznie społeczeństwie, kiedy wymieniałem z tubylcami uwagi na temat wyglądu współczesnych kobiet, zwróciłem uwagę, że lansowany na zachodzie wzór kobiety budzi wśród nich niechęć. Dla większości mężczyzn, współczesny wzór modelek, zupełnie nie kojarzył się z seksualnością. Mało tego, przebywając wśród nich, szybko odkryłem, że mają rację – że dla mnie również nie mają one za grosz seksualności. Wróciłem do korzeni. Znów zachwyca mnie klasyka kobiecego ciała, a współczesne dziewczyny z okładek pism odrzucają mnie swoim wyglądem. To był mój moment, w którym zadałem sobie pytanie: „Dlaczego tak jest?”. I zacząłem szukać na to odpowiedzi. Aż doznałem olśnienia.
Znacie może takie momenty z życia, kiedy kojarzycie wszystkie szczegóły i nagle napięcie neuronów w mózgu powoduje wyładowanie, które powoli rozjaśnia wam wszystko. Każdy z nas pewnie to miał. Na początku, kiedy jako malcy głowimy się, ile to może być dwa razy dwa i nagle mnożymy, dodajemy i już znamy odpowiedź, że to cztery i mało tego – zrozumieliśmy dlaczego tak jest.
Podobne olśnienia bywają już później. Nie zawsze, nie wszędzie, ale spadają nam na nasze głowy znikąd, aż mamy ochotę zakrzyknąć za greckim Archimedesem „Eureka!”, mimo że nie odkryliśmy kolejnego prawa natury, rządzącego fizyką tego świata. I nieistotne są tego przyczyny, czas i rodzaj tych „objawień”. Ważne jest ich zrozumienie i argumenty, dzięki którym możemy wyjaśnić innym, w jaki sposób one zaistniały.

Moje odkrycie nie jest eureką, jest raczej zrozumieniem mechanizmów, według których działają współczesne media, aczkolwiek jeśli mam rację, to nie wróży nam to nic dobrego.

Jest wiele ideałów kobiecej sylwetki. Najważniejszy z nich to ten, który wzbudza w mężczyźnie pożądanie, wówczas jest najprawdziwszy. Natura zadbała o to, aby mężczyźni wybierali kobiety na matki swoich dzieci, kierując się doborem zdrowych genów. I tak przez wieki wzorem były kobiety z proporcjonalnie zbudowanym ciałem, pełnymi biodrami, zaokrągloną pupą i sporymi piersiami. Gwarantowało to dobrą płodność, bezproblemowość porodów, łatwość w wykarmieniu potomstwa i zdrowie małżonki przez długi czas życia.
Ideał ten, bodajże od niepamiętnych czasów: poprzez antyczną Grecję, Cesarstwo Rzymskie i kilka wieków chrześcijańskiej Europy – nie zmieniał się zbyt wiele. Podobny wzór kobiecości propagowały inne cywilizacje: aborygeńskie, afrykańskie, azjatyckie, egipskie, prekolumbijskie czy sumeryjskie. Zachowało się wiele rzeźb, rysunków, figurek z tego czasu. Wszystkie one ukazują sylwetki kobiet o pełnych kształtach.
Porównując to z dzisiejszymi czasami, ideał drastycznie odbiega od normy. Od kilkudziesięciu lat z plakatów reklamowych, okładek kolorowych pism czy z reklam telewizyjnych atakują nas chłopięce, szczupłe sylwetki anorektycznych kobiet, które (niestety) dla wielu pokoleń męskich stały się ideałem kobiecości. Nie tylko dla mężczyzn. Młode dziewczyny starają się naśladować wzór anorektycznych kobiet: odchudzają się na siłę, stosując jak najbardziej wyrafinowane metody pozbycia się wagi, a wszystko po to, aby upodobnić się do lansowanych przez media modelek. Mimo tego, że większość mężczyzn nadal uwielbia klasyczne kształty kobiecego ciała, kobiety zażarcie walczą, aby upodobnić się do ideału, jaki prezentują modelki z prawie całego świata. Dlaczego tak się dzieje? Wydaje mi się, że znalazłem na to odpowiedź.
Ideał seksapilu współczesnej kobiety został wykreowany przez designerów mody, stylistów, fryzjerów, fotografów i dziennikarzy, których preferencja seksualna najczęściej jest homoseksualna.

 

Nie wydaje się, by było w tym coś dziwnego – od lat wiemy, że homoseksualiści są bardzo wrażliwi i mają świetne oko oraz styl w tworzeniu nowych kreacji. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nadal projektowali ubrania dla kobiet i mężczyzn, ale czy to przypadkiem, czy też świadomie, rozpoczęli kreowanie nowego wizerunku ciała kobiety i mężczyzny.
Popularność kreatorów mody zaczęła się z początku XX wieku (do tego czasu moda głównie pochodziła z dworów królewskich i książęcych lub z salonów burżuazji), dzięki popularności czasopism dla kobiet.
Rozwój feministycznych ugrupowań, które mocno zaczęły się rozwijać w czasie I Wojny Światowej (prawie 68 milionów mężczyzn walczyło na jej frontach, połowa z nich zginęła albo odniosła rany – kobiety musiały przejąć za nich ogromną ilość obowiązków, z którymi dotąd nigdy nie miały nic wspólnego, pracowały w tym czasie we wszystkich męskich zawodach, często stając się jedynymi żywicielami rodzin), powiększył prawa kobiet – to one zarabiały teraz pieniądze i one mogły je bez problemu wydawać. Najczęściej na ubrania i kosmetyki.
Od tego czasu zaczęły powstawać tematyczne pisma, domy mody, w których narzucano trendy ubioru, kreując do tego automatycznie ideał współczesnej wyzwolonej kobiety. Wszystko odbywało się dość powoli.
W ten sposób do głosu doszli projektanci mody, szybko rośli w siłę – starając się zaspokoić potrzeby kobiet na nowe ubrania, kosmetyki, fryzury. Projektowanie kobiecej mody i jej propagowanie w czasopismach, stało się głównie domeną mężczyzn (nie ma w tym nic złego, kobiety ubierają się po to, aby podobać się mężczyznom), ale paradoksalnie – mężczyźni ci nie byli zainteresowani kobietami. Prawie większość twórców świata mody: projektanci, fryzjerzy, fotograficy i dziennikarze byli mężczyznami tylko z urodzenia. Ich preferencje seksualne były odrobinę inne. Kochali mężczyzn. Byli homoseksualistami. I nic w tym złego, ponieważ, jak już pisałem, homoseksualiści mają niezwykłą wrażliwość i są świetni w projektowaniu fryzur, ubrań czy innych kobiecych gadżetów. Z tym, że nigdy nic nie zmieni faktu, że każdy projekt jest odbiciem osobistych preferencji kreatora, łącznie z jego preferencjami seksualnymi (gdyby samochody zostały zaprojektowane przez kobiety, na pewno znalazłoby się w nich miejsce na kosmetyki, a tak mamy popielniczkę i zapalniczkę do papierosów – mimo, że większość już nie pali w samochodach).
I tak jest również w modzie. Tak, jak dla mnie w czasie dorastania, seksualnym wzorem stało się pełne ciało dojrzałej kobiety, tak dla większości homoseksualnych twórców ideałem erotycznym stał się młody, szczupły, ładny młodzieniec.

I tak zaczął się kreować ideał kobiety drugiej połowy XX wieku.
Wkrótce kolorowe magazyny wypełniły zdjęcia cherlawych kobiet, wyglądem przypominających zdeprawowanych młodzieńców. Znikły atrybuty kobiecości: pełne piersi zastąpiły prawie płaskie wypukłości, kojarzące się z transseksualistami, a długie włosy upięto, ścięto lub uformowano na wygląd męski, szerokie biodra ściśnięto, pozbawiając ich wrzecionowatych kształtów, a sterczące krągłe pośladki zastąpiono płaskościami, na których dobrze układały się proste sukienki, zakrywające kobiece kształty. Jednym słowem – przerobiono Wenus na nastoletniego chłopca o twarzy cherubinka.

Znani projektanci, jak Karl Lagerfeld (Chanel), Marc Jacobs (Louis Vuitton), Christian Dior (Dior), Calvin Klein, Domenico Dolce i Steffano Gabbana (D&G), Valentino, John Galliano, Gianni Versace (Versace), Yves Saint Laurent, Jean-Paul Gaultier, Cristóbal Balenciaga, Giorgio Armani, Alexander McQueen, Tom Ford i wielu innych jest i była homoseksualna. Ci ludzie rządzą od lat światem mody i powiązanym z nim światem biznesu. Prawie wszystkie kreacje współczesnej mody tworzą geje, co nie byłoby niczym złym (nawet kobiety chwalą homoseksualnych mężczyzn za zdolności), gdyby skoncentrowali się tylko na szyciu kreacji, a nie tworzyli dość ułomny wizerunek kobiecego, i często męskiego, ideału.
Co do mężczyzn (choć nie mam takich preferencji), wydaje mi się, że udało im się uchwycić męskość, w końcu ideał homoseksualnego partnera fizycznie nie rożni się od ideału, który wielbią kobiety. Z kobietami – jak uważam – to straszliwa porażka. Zamiast perfekcyjnych kobiecych kształtów, opiewanych od tysięcy lat przez poetów, muzyków, malarzy, rzeźbiarzy z całego świata – wizerunek jaki otrzymaliśmy, przypomina chudego homoseksualnego młodzieńca.

Najbardziej znani fotograficy, uwieczniający na swoich zdjęciach twarze i sylwetki modelek, są również homoseksualni: Herbert Ritts, Francesco Scavullo, Mario Testino, Steven Meisel – to także geje. Widać to szczególnie na ich fotografiach, na których malują ostre rysy twarzy z kontrastem uwypuklającym mocny makijaż rodem z ulicy Czerwonych Latarni.

Fotografia Stevena Meisela

Znane fotografki, jak Annie Leibovitz, Sophia Wallace, Cathy Cade, Tea Corinne, Chloe Atkins, Deborah Bright, Fiona Arnold, Jill Posener, Linda Kliewer, Jean Weisinger, Zone Paraiso Montoya są także homoseksualne. Na fotografiach kobiety przypominają mężczyzn, a kobiece atrybuty zakrywają tak, jak gdyby chciały zlikwidować tę jedyną różnicę, przez którą nie mogą upodobnić się do mężczyzn.

Fotografia Annie Leibovitz

Gdzieś w tym wszystkim, w czasie zbierania informacji o nich, zaświtała mi myśl: to nic, że kobiety i mężczyźni chodzą w ubraniach zaprojektowanych przez homoseksualistów, ale dlaczego miliony heteroseksualnych ludzi patrzy i naśladuje wzorzec homoseksualny? Kobiety są ubierane, upiększane makijażem i fotografowane przez ludzi, których preferencja seksualnego piękna rożni się od naszej.
Wszyscy oni są wielkimi indywidualnościami, mistrzami w swojej pracy, ocierającymi się o geniusz, niestety ich preferencja seksualna odbija się zbyt mocno w ich twórczości, sprawiając, że miliony ludzi heteroseksualnych, zarówno mężczyzn, jak i kobiet, dąży do ideału kobiety jaki stworzyli – chudawego, bezpłciowego młodzieńca o kobiecej twarzy. Taki wzór kobiety istnieje już kilkadziesiąt lat i nie ma nic wspólnego z ideałem, jakiego pragną mężczyźni!

 

Media robią swoje i przez to kobiety starają się dopasować do tego wzoru, odchudzając, uchłopięczając się na siłę, odrzucając większość naturalnych cech kobiecości, jaka dana im jest przez naturę.

 

Oczywiście męski ideał kobiety zmieniał się przez wieki. Mimo to zawsze wzorem były kobiety z proporcjonalnie zbudowanym ciałem, pełnymi biodrami, zaokrągloną pupą i sporymi piersiami. Chude kobiety nigdy nie były popularne, ani pełne seksu, nazywano je chłopczycami, chudzielcami lub suchotnicami, gdyż najczęściej tak wówczas kojarzono brak tego i owego w ciele kobiecym – jako objaw gruźlicy lub innych chorób. Dopiero od kilkudziesięciu lat chude kobiety stały się ideałem kobiecości, głównie z jednego powodu. Ten typ modelek był promowany na wybiegach wielkich kreatorów mody, na okładkach znanych pism. W telewizji i w filmach.
Nie posuwam się do żadnych innych wniosków, ale geniusze mody, jej kreatorzy, z pewnością zdawali sobie z tego sprawę. Wiedzieli, że na ich modelki zaczęto wybierać kobiety wyglądające jak młodzi, smukli mężczyźni. Wiedzieli, że takie kobiety zaczną powoli wzbudzać choćby sztuczne podniecenie u młodych mężczyzn. Od tego czasu wychowało się kilka pokoleń męskich, którzy patrzyli na kolorowe okładki pism, marząc o chudych, bezpłciowych kobietach. Wybaczcie kobiety, ale najpiękniejsze jesteście w klasycznych kształtach, a nie na siłę odchudzając się, aby upodobnić się do młodych, namiętnych młodzieńców.
Gdzie zdążam tym artykułem. Nie wiem.
Wiem, że zrozumienie tego zajęło mi chwilę i dzięki niemu pogodziłem się sam ze sobą. Ponownie powróciłem do klasycznego ideału kobiecości, zarzucając ten wykreowany. I cieszę się z tego niezmiernie, bo sam przez lata próbowałem wykrzesać z siebie odrobinę ognia na widok chudawych kobiet.
Szkoda tylko, że od kilkudziesięciu lat miliony kobiet odchudzają się na siłę, cierpią katusze tylko po to, aby zatracić większość kobiecych cech, jakie były cenione przez wieki przez mężczyzn. Gdyby dać jako ideał dzisiejszą modelkę największym w historii malarzom, poetom czy pisarzom pewnie nigdy nie powstały by tak wspaniałe dzieła, opisujące piękno kobiecego ciała. Straszna jest też świadomość ile wycierpiało wiele pokoleń kobiet, aby dostosować się do oferowanego przez media wzoru. A ile kobiet zmarło, kiedy próbowały uzyskać wymarzone wymiary ciała modelek.
Na szczęście natura jak zawsze koryguje błędy ludzkie. Od kilku lat na nowo powraca się do klasycznego ideału kobiecego ciała. Z prostego powodu – heteroseksualni mężczyźni wybierają kobiety z pełnymi biodrami, piersiami i wydatną pupą. I nic tego nie zmieni. Takie kobiety były, są i będą dla nas ideałem kobiecości, mimo że na okładkach popularnych czasopism pokazywane są anorektyczne dziewczyny, wzorowane na pięknościach prosto z gejowskiego burdelu.

Od autora:
Nie jestem homofobem – mam kilku dobrych przyjaciół homoseksualistów, z którymi podzieliłem się artykułem przed jego publikacją. Wszystkim się podobał (pozdrawiam). Znam również sporo ludzi trzeciej płci, których szanuję, podziwiam i popieram za upór z jakim walczą o swoje prawa zaistnienia w naszym społeczeństwie. (Salam untuk semua Waria)

 

Powiązane wpisy:

Komentarze czytelników

11 komentarzy do “Ideał współczesnej kobiety stworzyli geje”

  1. ~Ewa pisze:

    „Gdzie zdążam tym artykułem. Nie wiem.”
    Drogi Autorze! Tym artykułem zdążasz do serc kobiet :) Może też i mężczyżni będą Tobie wdzięczni, bo uwierzą że ideałem kobiecej urody nie jest wychudzona modelka, a ich „osobista” żona czy dziewczyna ;D
    Otyłość jest szkodliwa dla zdrowia, ale nadmierne odchudzanie się też.

    Co do homoseksualizmu, to temat ostatnio tak samo popularny, jak odchudzanie. Nie mam nic przeciwko lesbijkom i homoseksualistom, znam (i lubię) kilka takich par, ale nie popieram reklamowania ich np. w „paradach równości”, które przez wielu ludzi odbierane są jako wymuszanie akceptacji. Tak samo jak nie popieram tego, żeby mogli adoptować dzieci. Przykro mi, ale nie.

    Dobrze się stało, że ktoś wreszcie otwiera nasze oczy i umysły na ten misternie zakamuflowany problem.
    Brawa dla Autora!

  2. ~arti_ pisze:

    Witam,
    no cóż, ja od siebie mogę dodać, że mam podobne upodobanie co autor. Po prostu lubię okrągłości u kobiety:D.

  3. ~janka pisze:

    A może niektóre kobiety nie chcą mieć „kobiecych” kształtów, bo się źle z nimi czują, ale nie dlatego, że świat mody napiera na nie i zrobił im pranie mózgu, tylko dlatego, że wolą siebie w wersji fit, bez fałd na brzuchu, ogromnych ud i galaretowatych ramion, z zarysem mięśni na brzuchu, uniesioną pupą ?
    Nie generalizujmy – jak baba będzie chciała mieć „powabne” według Autora kształty, to będzie je miała, jeśli jednak lepiej czuje się w sportowej sylwetce – to co nam do tego ?

    • ~Ewa pisze:

      Każdy ma prawo wyglądać tak, jak lubi. I właśnie o tym (moim zdaniem) jest ten artykuł.
      Autor sprzeciwia się lansowaniu na siłę przez media i dyktatorów mody wzoru kobiecości. Sama nazwa „dyktatorzy” wzbudza niechęć, ale i mówi wszystko. Mnie nikt nie musi dyktować w co mam się ubierać, ani jak mam wyglądać, ale niektóre dziewczyny od dziecka kierują się tym przymusem. Do tego stopnia, że są gotowe robić operacje plastyczne, głodzą się prawie na śmierć, żeby tylko dopasować się do medialnego i modowego wzoru kobiecości – który z kobiecością ma tyle wspólnego, co jego dyktatorzy…
      Co do Twojego zwrotu o „babie” – pogarda jaką okazujesz świadczy o tobie, bo „baby” wydłubuje się z nosa za pomocą palca (ble ;P).

  4. ~Aga pisze:

    bardzo ciekawy tekst, prawie całkiem się z nim zgadzam
    ale odniosłam wrażenie jakby posiadanie przez kobiety idealnych kobiecych wymiarów(duży biust, ładna talia i krągłe uda ) mogło być tylko ich wyborem… o tym decydują geny… jestem osobą szczupłą bo taką mam przemianę materii i budowę.koniec. Myślę również, ze ogólne promowanie szczupłych osób, nie jest złe w dobie rosnącej nadwagi, i nazywanie tego ‚kobiecymi kształtami’ jest dla osób posiadających tuszę przyzwoleniem i wymówką dla ich choroby jaką jest otyłość, to o wiele wiele większy problem.

    Inną sprawą jest fakt, że właśnie takie pulchniejsze dziewczyny są przez facetów odrzucane i obśmiewane.

    • ~Ewa pisze:

      Ago, wydaje mi się że właśnie o to chodzi żeby geny były jedynymi „dyktatorami”. Różnorodność jest piękna, interesująca, inspirująca, więc nie wolno dać się zwariować i ślepo podążać za modą.
      Promowanie zdrowego stylu życia nie jest złe, tak samo jak nie chodzi tu o szukanie wymówek dla otyłości. W artykule jest mowa o normalności i przyzwoleniu na lubienie tego, co się naprawdę podoba, a nie tego co wypada wielbić ze względu na modę.
      Osoby pulchne są wyśmiewane, to prawda. Ale czy nie z powodu tej nagonki dyktatorów mody i mediów?

  5. ~Michał pisze:

    Droga Janko.
    Teraz to Ty przesadzasz. Mozna byc fit i miec ksztalty.
    Do Autora: Niestety to my faceci jestes sobie winni. Niestety zamiast bronic swoich prawdziwych racji dalismy sie zlapac obludzie i caly czas sie degenerujemy.
    Gdzie sie podziali faceci honorowi, z zasadami?

    • ~K pisze:

      No właśnie, gdzie? Gdybyś znalazł odpowiedź na to pytanie, proszę pilnie się nią ze mną podziel a ja zakołyszę pełnymi bioderkami z wdzięczności :)

  6. ~Tomek pisze:

    Czesciowo zgadzam sie z autorem tekstu, jednak chcialbym dorzucic swoje trzy grosze. Kobiety „chlopczyce” doskonale pasuja do wizji projektantow, stylistow, etc…pozwolmy stylistom wyrazac swoja wizje piekna. Nikt nie broni heteroseksualnym mezczyzna projektowac i promowac stylu kobiety o pelnych ksztaltach. A to jak wyglada kobieta, ktora nie jest modelka, to juz zalezy od niej samej. Ona sama decyduje co jej sie podoba i komu chce sie podobac. Pozostawmy prawo wyboru i nie linczujmy nikogo za wybory i upodobania.
    Mysle tez, ze nalezy nauczyc sie odrozniac kobiete jako „narzedzie” w rekach artysty od kobiety jako osobe w zyciu codziennym czyli ta ktora szuka partnera i ktora jest „szukana”, jako matke, jako docelowego odbiorce mody stylu i „seksapilu”.
    W tej pierwszej sytuacji lubie patrzec na kobiete wlasnie taka jaka promuja ja artysci. W tej drugiej wole kobiety bardziej ksztaltne, zdrowe i kragle (nie mylic z otylymi – bo granica jest cienka).
    Pisze to jako osoba homoseksualna…

  7. ~Mia pisze:

    Tez tak wyglądam, ale to dlatego, że od kilku dni nic nie jadłam :/ Kiedyś miałam naprawdę wręcz idealną, kobiecą figurę, ale czasem nagle trzeba pogłodować zanim przyjdzie komornik ….

  8. ~Dorota pisze:

    Przeczytała, ale mam mieszane uczucia . Kształtne kobiety górą tak? Ale gdzie ? Na pewno nie w Polsce. Sama do takowych należałam – byłam proporcjonalnie zbudowana – talia pięknie zarysowana, duży biust, krągłe biodra- jednak nie przyjmuje się to we współczesnym świecie bo dla większości byłam po prostu gruba. Ja czułam się dobrze w swoim ciele, jednak otoczenie, wywarło taki a nie inny wpływ, że uległam i schudłam. Oczywiście to co kiedyś było moim atutem teraz ucierpiało- ale cóż „taki mamy świat”niestety my musimy się do niego dostosować, a nie on do nas. Obecnie uważam się za „w miarę normalną”- mówię o mojej budowie- dlaczego w miarę ( Celowo używam takich „dziwnych” określeń a nie podają wagi/wzrostu bo wiadomo różne są budowy ciała) – wracając – mam teraz rozmiar 38-40- zależy, jednakże dążę do 36/38 i sądzę,że wtedy będę „normalna”. Czy czuję się teraz dobrze, ze swoją sylwetką – hmm ciężko odpowiedzieć- mam mieszane uczucia. Lubiłam swoje „krągłości”….. Obecnie na każdy kroku słyszę- jak Ty pięknie wyglądasz – odpowiadam z przekorą- zawsze pięknie wyglądałam ;) Stąd – niekoniecznie zgadzam się z opinią autora, że faceci lubią takie, a nie innego kobiety (od kilku lat jestem singlem, nie wiem może teraz to się zmieni- zobaczymy). Jednakże, chciałabym aby „kobiece kształty”, a właściwie „moda na nie” wróciły – kobiece – nieotyłe. Biust, talia, biodra powinny być piękne zarysowane.

Komentuj