piątek Lipiec 21st 2017
reklamabanerustac.gif

Lekarka dusz z piekła

„Ile ludzi, tyle historii” – powtarzał zawsze mój historyk, bodajże jedyny z nauczycieli, którego szanowałem za to, że uczył nas o tym przedmiocie w inny sposób: mówił, że historia to nie tylko suche daty i wydarzenia, a ludzie i ich życie pełne upadków, wzlotów, sukcesów i osobistych tragedii.
Z Daszmilą spotykam się w małej kawiarni w kilkumilionowym mieście. Zgodziła się na spotkanie ze mną, wiedząc, że opowie mi swoją historię, a ja ją napiszę. Przez kilka lat słyszałem o niej tylko z opowiadań mojego przyjaciela, który znał ją dość długo i miał z nią kilkunastomiesięczny romans, który nieomal skończył się ich małżeństwem. Zawsze chciałem z nią porozmawiać, a może dokładniej – od momentu, kiedy usłyszałem z ust mojego przyjaciela słowa:
- Powiedziała mi, że lubi swoją pracę bardziej niż pieniądze.
Znam dużo kobiet, które pracują w taki sam sposób jak Daszmila. Niektóre mówią dobrze o tym, co robią, inne wstydzą się, a jeszcze inne nie chcą mówić na ten temat. Niemniej pierwszy raz usłyszałem, że ktoś lubi tę pracę bardziej niż pieniądze.
Kiedy pojawiłem się w kawiarni, Daszmila już w niej była. Zamówiła kawę latte z kawałeczkiem sernika z borówkami. Przywitałem się i usiadłem. Na początku rozmowa nie kleiła się zbytnio. Rozmawialiśmy o naszym wspólnym przyjacielu. Dopiero przy drugiej kawie zapytałem  dlaczego powiedziała kiedyś do niego to zdanie.
Spojrzała na mnie poważnie.
- Bo to prawda. Czasami chciałabym już skończyć z moją pracą, szukam kogoś z kim mogłabym spędzić resztę życia, ale wydaje mi się, że nie mogłabym żyć już inaczej. Ja lubię swoją pracę. Bardziej niż pieniądze, jakie dzięki niej zarabiam.
Uśmiechnąłem się.
- Ale dlaczego – zapytałem. – Większość znanych mi kobiet, które wykonują ten zawód, wstydzi się i zawsze tłumaczą, że muszą to robić z powodów ekonomicznych. Ale nigdy, przenigdy, żadna z nich nie powiedziała, że bardziej lubi tę pracę, niż pieniądze za nią otrzymywane. Nawet pomimo tego, że wielokrotnie wydawało mi się, iż jest to dla nich styl ich życia, że bez tego już nie mogą żyć. Co w niej lubisz? Przyjemność? Kontakt z mężczyznami?
- Lubię być potrzebna – odpowiedziała. –  Lubię pomagać ludziom. W mojej wiosce, z której pochodzę, była szeptucha, taka znachorka lecząca za darmo ludzi. Choć prawie cały kraj jest wyznania muzułmańskiego, jest sporo wsi, w których żyją chrześcijanie, oczywiście wyznania prawosławnego. W jednej z takich i ja się urodziłam. W naszej kulturze najważniejsza jest gościnność, często mówimy „Jeśli twój sąsiad będzie szczęśliwy, ty też będziesz”. Najważniejsze to pomagać drugiemu. Ta szeptuna leczyła chore ludzkie dusze. Ja też jestem pewnego rodzaju lekarzem dusz. Pomagam mężczyznom w ich problemach. I wierz mi, w czasie osiemnastu lat spotkałam ich wielu. Każdy z tych, którzy przychodzili do mnie, miał chorą duszę. A ja starałam się im zawsze pomóc.
Zaniemówiłem.
- Czyli robisz to, aby rozwiązać męskie problemy? Aby pomóc mężczyznom?
- Teraz, chyba głównie z tego powodu. Zarobiłam już wystarczająco pieniędzy, abym mogła żyć innym życiem. Ale nie chcę. Brakowałoby mi tego. To chyba sens mojego życia. Czuję się szczęśliwsza. Spełniona i potrzebna.
Spojrzałem w jej duże, ciemne oczy z delikatnym, azjatyckim przymrużeniem. Choć lekko śniadawa cera i długie ciemne włosy wyraźnie świadczyły o jej arabskich lub nawet perskich korzeniach, to małe przymrużenie oczu dawało znać antropologom, że pochodzi gdzieś ze stepu, gdzie przed wiekami jej przodkowie mieli kontakt z mongolskimi nomadami. Opowiedziała mi swoją historię.

Daszmila urodziła się w dalekim Turkmenistanie. Miała dużą rodzinę, z której spora cześć wyemigrowała do innych republik radzieckich, a później – kiedy kraj ogłosił niepodległość – za granicę: do Europy, USA, Kanady i Australii. Turkmenistan jest prawie w całości muzułmański, a te kilka procent ludności prawosławnej ma sporo problemów w zachowaniu swoich własnych tradycji wśród muzułmańskiej społeczności, mimo że i tak większość z nich ma wspólne korzenie stepowych i pustynnych koczowników. Dużo z nich emigruje, choćby do pobliskiego Kazachstanu, gdzie żyje się bardzo podobnie, ale jest w nim dużo więcej ludzi wyznania prawosławnego. Daszmila z domu wyjechała już bardzo wcześnie. W szkole uczyła się bardzo dobrze i nauczyciele załatwili jej stypendium studenckie, najpierw w szkole z internatem w Aszchabadzie, a później w Instytucie Politechniki w Charkowie. Cała rodzina była z niej dumna, a kiedy wyjeżdżała, żegnała ją cała wioska. To właśnie na charkowskim kampusie poznała swojego przyszłego męża – Jurija, który studiował w tym samym czasie na wydziale elektroniki. Daszmila po kilku latach została inżynierem stacji energetycznych. Już po studiach wyszła za Jurija. Ślub był dość skromny, wzięli go w Charkowie, zapraszając tylko rodziców i kilku znajomych. Rok po studiach urodziła córeczkę, której dali imię Ołena. Nadszedł czas upadku radzieckiego komunizmu. Jej kraj ogłosił niepodległość, w tym samym czasie Charków, w którym mieszkali, stał się częścią niepodległej Ukrainy. Jurij za pożyczone pieniądze kupił wizę na zachód i wyjechał na „zarobki”. Daszmila znalazła pracę w nowo powstałym rosyjskim koncernie gazowym Gazprom, który zajmował się również wydobyciem gazu na terenach Turkmenistanu. Przeniosła się razem z córką z powrotem do swojego kraju. Praca, mimo że wykonywała ją w kraju swoich urodzin, nie dawała jej zbyt dużej satysfakcji. Gdyby nie dolary wysyłane przez Jurija, nie dałaby radę utrzymać siebie, córki Ołeny i kobiety, która się nią zajmowała, wtedy gdy ona pracowała, wyjeżdżając w teren nawet na kilka tygodni.

Prawie cały Turkmenistan to ogromna pustynia Kara Kum. Zaledwie kilkanaście procent kraju ma zwyczajną glebę i tam ludzie mogą żyć oraz uprawiać rośliny.  W większości sadzi się tam, przeznaczoną na eksport, bawełnę. Złotem Turkmenistanu są duże zasoby naturalnego gazu i ropy naftowej. W takich miejscach wydobycia gazu ziemnego pracował ojciec Daszmili. W 1971 roku był w ekipie robotników kopiących w poszukiwaniu ropy naftowej w rejonie wsi Darweze. Podczas jednego z kolejnych odwiertów miał miejsce wypadek, ziemia osunęła się tworząc krater, który szybko wypełnił się gazem. Rosyjscy inżynierowie, aby naprawić swój błąd i zminimalizować straty w środowisku naturalnym oraz niebezpieczeństwo, że trujący gaz zacznie zagrażać okolicznym wsiom, wymyślili prosty sposób – podpalili szyb, tak aby gaz mógł się spalić, a wówczas mogliby kontynuować jego ponowną eksplorację. Żaden z nich nie przewidział, że zasoby gazu mogą być bardzo wielkie. Płonący szyb o średnicy siedemdziesięciu metrów, a głębokości dwudziestu, pali się nieustannie od 1971 roku, czyli już ponad czterdzieści dwa lata. Miejscowi nazwali go bramą piekieł. Jego wygląd, szczególnie nocą, jest niesamowity, a już porażająca jest świadomość, że pali się on nieustannie od kilkudziesięciu lat.
Daszmila zna dobrze ten krater, pracowała prawie dwa lata w jego pobliżu, instalując jedną ze stacji wydobycia gazu ziemnego. Nie opowiada zbyt wiele o swojej pracy. Mimo, że spędziła lata ucząc się swojego zawodu, zarabiała grosze i praca nie dawała jej satysfakcji. Kilka lat później, kiedy jej mąż Jurij dostał wizę emigracyjną dla siebie i dla całej rodziny, spakowała swój dobytek do dwóch walizek i wyleciała za granicę do męża. Na lotnisku czekał na nią Jurij w towarzystwie innej kobiety, Ukrainki. Wręczył jej wszystkie dokumenty, odrobinę pieniędzy i powiedział, że zrobił dla niej wszystko co mógł, ma sobie teraz radzić sama. On, razem ze swoją nową ukochaną, wraca na Ukrainę. Po czym wsiadł w powrotny samolot. Jej małżeństwo, jak wiele innych, nie przetrwało rozłąki emigracyjnej.
Dla Daszmili to był szok. Zupełnie nie wiedziała, co z sobą począć. Ktoś na lotnisku pomógł jej odnaleźć adres schroniska dla prześladowanych kobiet, taksówkarz zawiózł ją do niego i tak zaczął się jej nowy etap życia, w obcym kraju na emigracji. Dostała mieszkanie, dostała zapomogę od państwa, jednak w czasie pierwszych kilkunastu miesięcy zrozumiała, że kariery jako inżynier w tym kraju nie zrobi, a samotne matki bez żadnego doświadczenia i dobrego języka, mogą liczyć tylko na słabo płatne prace, które nie pokryją nawet kosztów wynajęcia niańki dla dziecka.
Imię Daszmila pochodzi z arabskiego języka Jamila (Dżamila), co oznaczą piękną. Rodzice nadali jej to imię kiedy była jeszcze noworodkiem, nie wiedzieli jak bardzo będzie ono do niej pasować, kiedy już stanie się kobietą. Daszmila była piękna. Ciemne długie włosy okalały ładną, śniadą, spaloną słońcem i pustynią twarz. Bardzo delikatne rysy i wąskie usta nadawały jej orientalny, tajemniczy wygląd. Piękna Daszmila podjęła decyzję, by zacząć pracę w studiu masażu, licząc, że dzięki wysokim zarobkom, da sobie jakoś radę w życiu.
Minęło kilka lat, choć Daszmila nadal mieszkała w rządowym budynku, który oferował tanie mieszkania dla samotnych matek z dzieckiem, do biednych już nie należała. Zapłaciła za licencję masażystki, otworzyła własne studio masażu i zatrudniła w nim dwie dziewczyny. Za oszczędzone pieniądze kupiła połówkę domu, później apartament, który wynajęła studentom. Z Turkmenistanu sprowadziła swoją siostrę z mężem i z rodziną, już później dalszych kuzynów. Wszystkim pomogła na początku, często znajdując im pracę i wpłacając im zaliczkę na kupno domu lub apartamentu.
Jej córka Ołena skończyła studia i wyszła za mąż za syna rosyjskiego emigranta. Powoli zaczynają myśleć o dziecku.
Daszmila, mimo że zbliża się do pięćdziesiątki, wygląda nadal świetnie. Śniada, orientalna uroda i zadbana sylwetka przyciągają spojrzenia dojrzałych mężczyzn, siedzących w kawiarni. Ma w sobie jakieś dystyngowane piękno i spokój, wobec którego ciężko przejść obojętnie. Doskonale rozumiem mojego przyjaciela, który był gotowy ożenić się z nią, mimo że odradzałem mu związek z kobietą pracującą w biznesie. Sam czuję się w jej towarzystwie odrobinę onieśmielony, może to różnica wieku, może wrażenie, które miewam chwilami, że rozmawiam ze swoją daleką ciotką. Mimo to drążę temat.
- Lubisz swoją pracę. Czy to z powodu seksu?
- Seks jest w porządku, ale przecież nie z każdym mam z tego przyjemność. Są tacy stali klienci, z którymi jest to naprawdę zadowalające. Ale nie tylko seks jest ważny. Ci mężczyźni nie przychodzą do mnie tylko po to, aby rozluźnić się seksualnie. Większość z nich pozostaje w związkach małżeńskich, które są dla nich dość toksyczne. Nie mają zadowolenia ze swojego życia, z pożycia małżeńskiego czy rodzinnego. Z różnych powodów nie chcą, aby rodzina się rozpadła, więc nadal są w związku, mimo że cierpią przez to. Ja staram się ich zrozumieć i dać im to, czego nie dają im ich życiowe partnerki i nie mówię w tym przypadku tylko o seksie.
- Ale przecież większość mężczyzn właśnie po to przychodzi do ciebie. Po płatny seks.
- Teoretycznie tak. Gdzieś w nich wzbiera jakaś złość, niechęć do swoich partnerek, u innych – tych samotnych – potrzeba kontaktu z kobietą, wreszcie najmniejsza z nich część potrzebuje wyżyć się seksualnie. Ale zdziwiony byłbyś ilu z tych mężczyzn siedzi tylko u mnie i rozmawia, a sam seks jest tylko małym dodatkiem, czasem nawet go nie ma.
- Czyli mężczyźni płacą ci za rozmowę? – pytam.
- Za towarzystwo – odpowiada. – Za czas, jaki im poświęcam, wysłuchując ich. Gdyby wszystkie żony, oprócz własnego gadulstwa, pozwoliły też mówić mężczyznom, mój zawód byłby na wymarciu. Gdybym opowiedziała ci wszystkie historie, jakie słyszałam od mężczyzn, nie starczyłoby wolnych kartek we wszystkich tomach „Wojny i pokoju” Tołstoja. Kiedy już mężczyzna się otworzy, to gada więcej niż kobieta. U mnie mają możliwość poczuć się jak mężczyźni, bo płacą za seks i dodatkowo, mają do tego sesję terapeutyczną, kiedy opowiadają mi o swoim życiu i partnerkach.

- Masz jakąś radę dla moich czytelniczek, co zrobić, aby ich mężowie nie przychodzili do kobiet pracujących w twoim zawodzie? – pytam.
- Pewnie. Po pierwsze docenić swoich mężczyzn. Poczucie niedocenienia to najczęstsza przyczyna, dla której do nas przychodzą. Chcą czuć się mężczyznami. I my im to dajemy. Słuchamy ich historii, chwalimy ich męskość. Mam klienta, który od dziesięciu lat jest impotentem, leczył się nawet u lekarzy. Ma impotencję na swoją żonę. Dopiero u mnie okazało się, że nadal jest zdrowym mężczyzną. Żona zamiast go wspierać, ignoruje, a nawet śmieje się wśród znajomych, podsuwając głupawe komentarze. Robi z niego życiowego niedołęgę. Dla mnie to jeden z klientów, z którym naprawdę mam zadowolenie ze stosunku – jest męski, czuły i bardzo namiętny. Jego żona nawet nie wie, co traci.
- Czyli udało ci się wyleczyć jego impotencję. Naprawdę jesteś lekarzem. Bez żadnych środków farmakologicznych, bez viagry? – pytam.
- Oczywiście, że bez. Viagra działa na ciało, ale nie naprawi duszy. Ja wyleczyłam jego duszę, bo ciało miał zdrowe.
- Jak myślisz, ilu mężczyznom, tak jak jemu, pomogłaś?
Wzruszyła ramionami.
- Nie wiem, nigdy nie liczyłam. Zaczęłam pracować dość późno w tym zawodzie. I sam początek raczej nie obfitował w pomoc, bo nie mogłam się w nim jeszcze odnaleźć, zaakceptować tego co robię, miałam w sobie niechęć do mężczyzn, po tym jak porzucił mnie mój mąż, bałam się konsekwencji, że ktoś się może dowiedzieć o tym, co robię i mogą zabrać mi moje dziecko. Tak czasem bywało w moim kraju. Kiedy już przez to przeszłam, pojawiła się miłość do tego zawodu. Satysfakcja z pieniędzy i zadowolenie z tego, że klient wychodził ode mnie spełniony i wkrótce wróci ponownie. Stali klienci są podstawą mojego biznesu. Myślę, że do tej pory pomogłam przynajmniej ponad kilku tysiącom mężczyzn, nie liczę oczywiście tych, którzy byli u mnie tylko raz lub tych, których choroba duszy była już zbyt zaawansowana, abym mogła im pomóc. To mężczyźni, którzy nadal mnie odwiedzają, choć wielu z nich już rzadko i nie wpadają już do mnie po seks, tylko na rozmowę. Nadal mają mnie w swoim sercu, ponieważ pomogłam im w ich problemach. Uleczyłam ich dusze.
- Słucham cię i przychodzi do mi do głowy tylko jedna myśl. Tak jak mówiłaś, mężczyźni przychodzą do ciebie, aby poczuć się nimi. Czy nie znalazłaś złotego środka dla męskiego rodu?
- Nie ma złotego środka. Każdy z nich jest inny. Są tacy, którzy w złości chcą się wyzbyć poniżenia, jakim zostali potraktowani przez partnerki, a są tacy, którzy mają ochotę po prostu wziąć mnie za dłonie i mówić jaka jestem wspaniała, i jak mnie uwielbiają. Inni lubią słuchać pochwał na swój temat. Mężczyźni, choć twardzi, są bardzo czuli na punkcie swojej męskości. Łatwo ich urazić.
- Co najlepiej działa na mężczyzn jako terapia?
- Mówiłam ci już, słuchanie ich. Trzeba ich sprowokować do mówienia. Najlepsze komplementy to te, które potwierdzają ich męskość, a szczególnie męski wigor.
- Nie myślałaś nigdy, aby zostać psychoterapeutką? Jesteś inteligentna, po wyższych studiach, znasz cztery języki.
Daszmila roześmiała się. Był to bardzo kobiecy śmiech.
- Nie. Jako terapeutka miałabym do czynienia z trudnymi przypadkami. Ja tylko umiem leczyć dusze. Po za tym lekarz stoi na piedestale, każde pytanie waży, a pacjent zastanawia się pewnie nad każdą odpowiedzią, aby nie został uznany za wariata. A u mnie każdy facet mówi o wszystkim otwarcie. Często nawet prowokując. Miałam kiedyś przemiłego klienta, który przychodził do mnie przebierać się w damskie ciuszki. Uwielbiał kobiece rajstopy. Nie mieliśmy nigdy seksu, a cały czas spędzał na przebieraniu się i paradowaniu w tym przede mną. No i rozmowie.
- Ale to chyba trochę nienormalne? – zapytałem.
- Dlaczego? Jeśli ktoś lubi na obiad rybę, a inny kurczaka, nie robimy z tym żadnego problemu. A jeśli ten mężczyzna lubi przebierać się w damskie rajstopy, dlaczego nie potraktować tego podobnie jak z wyborem jedzenia. Biedak musi się ukrywać przed społeczeństwem i robi to tylko w moim towarzystwie.
- Masz rację – potwierdziłem. – Chociaż można się w tym doszukiwać jakichś skrzywień, przecież to tak naprawdę nic groźnego. Ja zawsze lubiłem nosić kapelusze, ale dzisiaj nikt tego już nie robi i na ulicy wyglądam na dziwaka, jeśli założę jeden z nich. Na siłę dostosowuję się do tego, co robi reszta społeczeństwa – powiedziałem, mimo że między noszeniem kapelusza, a noszeniem damskich rajstop, była dość istotna różnica.
Spojrzała na mnie i ponownie się uśmiechnęła.
- No widzisz. Zrozumiałeś, o co mi chodzi.
- Mam ostatnie pytanie. Trochę przykre. Masz już swoje lata, jak długo myślisz pracować w tym zawodzie?
- To trudne pytanie. Tęsknię za związkiem, jak każda kobieta, ale ilekroć spotykam mężczyzn poza ścianami mojego przybytku, wydają mi się inni, sztuczni, mało kolorowi. Miałam dużo propozycji od moich klientów, którzy się we mnie zakochali. Z kilkoma z nich spróbowałam, ale zawsze na drodze stała moja praca – upiła odrobinę kawy z filiżanki. – Mężczyźni są zazdrośni, nawet o nas – dodała już cichutko. – Wiem, że nie będę już młodsza, ale nie narzekam na brak pracy. Kiedyś pewnie zmuszona będę przejść na emeryturę. Nadal mam sporo klientów i wciąż zyskuję nowych. Najgorsze jest to, że ja tę pracę lubię, tak jak już mówiłam wcześniej, lubię ją dużo bardziej niż pieniądze.

Powiązane wpisy:

Komentarze czytelników

39 komentarzy do “Lekarka dusz z piekła”

  1. ~Ewa pisze:

    Fajna historia.
    Większość gardzi prostytutkami, oficjalnie nawet ci którzy sami korzystają z ich usług, a tu okazuje się że mają takie same problemy jak wszyscy, że w większości przypadków sytuacja zmusiła je do podjęcia tej pracy – czyli mają tak, jak większość z nas.
    Brzydzę się ludżmi którzy rozbijają małżeństwa, związki, a prostytutka przecież sypia z cudzymi mężami, cudzymi narzeczonymi itp. Jednak ona sypia z nimi dla pieniędzy, a oni korzystają z jej usług żeby dostać to, czego nie dostają w swoich związkach. Więc czy można obwiniać prostytutkę? OK, niektórzy mawiają, że „gdyby suka nie dała, pies by nie wziął”, więc gdyby nie było prostytutki facet by nie zdradził. Ale czy napewno? Zdradzając z prostytutką płaci jej i idzie dalej, natomiast gdyby zdradził np. z sąsiadką, to nie byłoby „zakończenia transakcji” i konsekwencje mogłyby być o wiele gorsze… No i tak jak już napisałam pod innym wpisem Autora tego bloga, mój mężczyzna musi być „syty” dosłownie i w przenośni, żeby nie musiał się „dokarmiać” poza domem ;) A jeśli zdradziłby mnie pomimo moich starań, to nie mamy o czym ze sobą więcej rozmawiać…

    1. Ps: Znam przypadek że dziewczyna lubi swoją pracę prostytutki, bo lubi seks.

    2. Ps: Obojętnie co sobie ktoś pomyśli, już od dawna wiadomo że „światem rządzi d..a i pieniądz”. Niestety…

    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! :)

    Pozdrawiam ;)

    • ~zszylko pisze:

      Tak,,,ale skąd będziesz wiedziała,,ze Twój mężczyzna jest,,,”syty”,,jak ludzie nie potrafią ze sobą na te tematy,,,rozmawiać?

      • ~Ewa pisze:

        Może niektórzy nie potrafią rozmawiać o swoich potrzebach, marzeniach, fantazjach, ale my rozmawiamy. Oczywiście nie przy śniadaniu czy obiedzie :D ale w sytuacjach intymnych. Kochamy się, lubimy, przyjażnimy i liczymy się z potrzebami drugiej osoby. Nie ma nic wstydliwego w tym, że lubimy seks. Nikomu nie robimy tym żadnej krzywdy. A jako małżeństwo jesteśmy „jednym ciałem i jedną duszą”.

  2. ~Dora pisze:

    Też prowadzę blog (www.intymnachwila.blog.pl). Proszę napisz do mnie, bo mam propozycję. dora@intymnachwila.pl

  3. ~lol pisze:

    gdyby kobiety-żony były mądre i choć troszeczkę interesowałyby się swoimi mężami – nie istniałby problem prostytucji. Drogie żonki – jesteście w 100% same sobie winne.

    • Czy jeśli mąż lubi kobiety lekkich obyczajów do tego stopnia, że nie potrafi się bez nich obejść, żona powinna zostać prostytutką, aby maż był zadowolony?

    • ~bea pisze:

      a jesli sie interesuje problemami męża,daje wszystko,mam pomysly na to i owo,a facet to odrzuca i nie chce mnie(wymuszony celibat)-to ja powinnam isc na męskie k…

    • ~karinag pisze:

      jakby niektórzy ludzie się nie bogacili to by złodzieja nie kusiło i by nie kradł, taka pokrętna logika. Jak jest problem to się rozwiązuje wspólnie, przez rozmowę, jak nie działa rozmowa to się odchodzi. Nie pojmuje ludzi, którym jest źle w związku i w nim nadal tkwią. Masochiści.

    • ~Ewa pisze:

      Może i masz rację, ale są też i tacy mężczyżni, ktorzy nie potrafią być wierni, lubią zdobywać, zaliczać i nie doceniają domowego ciepełka. Na takich nie ma rady…

  4. ~Wi pisze:

    No nie kazdy gardzi dla mnie to profesjonalistki :) a nie kazda kobieta moze byc PRO w tych sprawach dlatego mowi sie ze najlepsza zona to ….d ….:)
    Pozdrawiam

  5. ~Miko pisze:

    Ja też to lubię. Mam nawet swoje ulubione pozycje: http://www.exitdoor.pl/zwiazki/7-pozycji-ktore-uwielbiaja-mezczyzni/ Dobra zabawa nie jest zła!

  6. ~Michał pisze:

    Dla mnie kobiety są super i trzeba je szanować. Na potencję super są szparagi. Polecam prosty przepis: http://www.ciam.pl/przepisy-warzywa/przepis-szparagi-zielone-z-bulka-tarta

  7. ~Agnieszka pisze:

    a ja niestety gardze prostytutkami a wiesz dlaczego?bo jes to droga na skroty i kazdy/kazda to potrafi:) szanowalabym gdyby wstawala o 6 rano i poszla sprzatac np. piekarnie, o 11.00 rano poszla sprzatac sklep, o 16 tej poszla sprzatac biuro, a o 19 tej kible:) i dla takiej kobiety bede miala szacunek dla prostytutki nigdy

  8. ~Majka pisze:

    Bardzo fajny artykuł. Warto też odwiedzić stronę http://jakpowiekszycpenisa24.pl w szczególności jeżeli zależy nam na poprawie życia seksualnego.

  9. ~Seba pisze:

    No cóż, fajnie że robi to dla czegoś więcej, bo to niesłychanie ważne móc się wyżalić dla osób z problemami ale mimo tego dla mnie to tylko usprawiedliwienie gdyż obydwoje czyli i ona i ci faceci nie unią znaleźć innego sposobu na tą sytuacje chociaż takie są.
    Tak jak ona czuje się doceniona że pomaga tak samo tamci czują się docenieni że słyszą od niej dobre rzeczy i mogą porozmawiać ale czy to musi być prostytucja jest odpowiednim rozwiązaniem tej sytuacji ?
    Tam pani mówi że do psychologa nie chcą chodzić bo byli by uznani za kogoś ale przecież skoro boją się opinii innych to nie muszą nikogo informować o tym do kogo się udają tak samo jak pewnie nie mówią nikomu że udają się do niej na wizyty. Dodatkowo psycholog czy też psychoterapeuta pomógł by im rozwiązać problemy przez które oni sami są winni takiej sytuacji a nie że tylko ich partnerki są złe, my ludzie potrafimy być nieświadomi tego że sami jesteśmy problemem. Do samego zwierzenia się i poczucia docenienia wystarczy znaleźć dobrego znajomego czy znajomą, matkę, brata, szwagra czy siostrę albo kogoś na internecie osobę która ta osoba będzie miała tak samo otwarte serce na innych jak ta pani a odbędzie się to bez zdrady tylko do tego trzeba odwagi albo co najmniej chęci bo jak to mówi mój kolega nie trudno jest być dobrym gdy jest dobrze.
    Rozumiem również że można coś takiego zrobić, sam jestem ostatnio zły na życie i tracę wiarę właśnie dla tego że inni są w stanie robić takie rzeczy, ja sam jestem stuprocentowym samcem, spragnionym seksu, bliskości, troski, docenienia i oparcia i choć nie zdradziłem nigdy nikogo to rozumiem że komuś może się to zdarzyć ale nie uważam że to jest właściwym rozwiązaniem nawet jednorazowym, uważam to raczej za odreagowanie na daną chwilę z powodu ludzkiej słabości.
    Ludzkiej, dla tego nie ukrzyżuję nie przeklnę nikogo jak nie znam za to co zrobił ale pytanie tylko ile tej słabości ma w sobie człowiek i co się stało że się tego dopuścił, czy tym razem to nie był krok w tył.
    Przecież takich panów którzy nie doceniają swojej kobiety ona również ma ale skąd może to ona wiedzieć, człowieka zanim się pozna mija dużo czasu, czasem sami go wiele potrzebujemy by zrozumieć dobre i złe rzeczy i co wtedy powie że pomogła temu małżeństwu ? Czy nie stanie się wtedy gwoździem do trumny za to że z nią taki spał ?
    Pisze o panach z którymi chciała się związać ale żaden nie mógł przebrnąć przez jej prace gdyż był zazdrosny pomimo iż każdy korzystał dla czego skoro to miało by być tego warte ?
    Pisze o panach co nie chcą rozwalać swoich rodzin dla tego do niej chodzą ale gdy spotkają w życiu inną zwykłą kobietę która ich doceni i się zakochają też ją porzucą dla dobra zepsutego małżeństwa? Co wybiorą wtedy ci panowie żeby patrzyły ich dzieci na piękno rozdzielonego małżeństwa czy na mordobicia i kwasy rodzinne.
    Dla mnie to co oferuje ta pani to jak w filmie Ojciec Chrzestny czyli człowiek inteligentny, z pięknymi zasadami dający dużo dobrego ale nie dostrzega drugiej strony – Gdyby to rzucił i stał się uczciwym biznesmenem mającym dalej swoje zasady byłby człowiekiem godnym podziwu jego moralności a tak to jest jak nasze prawo ma duże luki ale tak właśnie wygląda nasze życie.

  10. ~bobek pisze:

    poprostu sa kakie ktore to lubią i tyle, wiele juz miałem propozycjii ……tylko sex i nic więcej

    • ~bea pisze:

      to przykre-ostatnio przeczytałam fajny tekst:”nie szukaj idealnego faceta,tylko takiego samego wariata jak ty”-piekne,prawdziwe(az do bolu),ale (dla mnie)za późno.

  11. ~Grazyna Poszytek pisze:

    A ja uważam że takie kadzenie mężczyznom jest sztuczne i jednostronne bo nie wiemy czy może zona wielokrotnie próbowała własnie rozmawiać o problemach w związku a ci męzczyzni tego nie chcieli..
    Rozmawiac z kimś obcym jest łatwo(np znane jest opowiadanie nawet historii swojego zycia w pociagu komuś obcemu) a potem sobie idziemy dalej i nie musimy uzerac sie z tym kimś na codzień bo to jest znacznie trudniejsze.I taką „terapią” nie rozwiązemy problemu w naszym związku.Dlatego też Daszmila doskonale zdawała sobie z tego sprawę nie chcac być psychoterapeutką a tez i sex jest łatwiejszy i przyjemniejszy.Znam małzeństwo w ktorym mąż mial wsparcie w problemach zawodowych,był chwalonyi miał dobry sex a jednak odrzucił to wszystko tylko dlatego ze żona miała jednak jakies wymagania wobec niego(jako męza i ojca) zamiast traktowac go jak kolejne dziecko(nie chciał tez o tym rozmawiac ,własnie wolał pójść do kochanki bo ona nic od niego nie wymagała oprócz sexu.

  12. ~suko pisze:

    jasne, jak mężczyzna wraca od ciebie i żonę zbluzga, zmiesza z błotem to oczywiście dlatego że u ciebie poczuł się doceniony?
    gdybyś potrafiła mu naprawdę dogodzić to wracałby w lepszym humorze

  13. ~Don pisze:

    Taaa, czytając ten blog, zrozumiałem co miała na myśli pewna dziewczyna, która też „pomaga”, a przynajmniej też tak twierdzi. Tak, to jakas forma pomocy, jak niesienie siatki z zakupami babci, czy przeprowadzenie niewidomego przez ulicę? Jednak twierdzę, że takie motywowanie swojej „pracy” jest należne tylko….nimfomankom. To one „dorabiają” ideologię do profesji. Jak juz wcześniej napisano, ludzie lubią się wyżalać czy to w przedziale pociągu, czy sali szpitalnej. Nikogo nie uleczyła ta pani z dalekiego kraju, co najwyżej pozwoliła się wygadać albo zrobić mężczyźnie coś, za co byłby skarcony w domu. Nie, nie jestem pruderyjny ale to dorabianie ideologii mnie ubawiło. Znałem i znam kilka nimfomanek i one też uwielbiają jak się im spowiada, jednak przypuszczam, że to je nakręca, a facetowi „spada kamień z serca” i bez obciążenia psychicznego może rozpoczynać „akcję” Po prostu łatwiej wejść do łóżka kobiety, która nie myśli o codzienności dnia i z nią baraszkować, bo ona na pewno nie przypomni o…wyniesieniu choinki! O odwiezieniu Jasia do szkoły itd. Jeżeli kobieta pracuje w „biznesie” to na 100% ma zrytą psychikę, a słuchając wynurzeń kilkuset klientów, ma prawo zbzikować. Czyż psychiatrzy nie lądują często jako pacjenci w… swoich szpitalach? Ta pani zapewne nie doradzi mężczyźnie, jak ma się wyzbyć kłopotów, czy problemów. Jest nastawiona na odbiór i…kasę. Są różne metody i sposoby wyciągania kasy z klienta (patrz markety), ta pani zastosowała (nie nowatorski) sposób, by nie zwykłą rąbanką, wyciągnąć więcej. Gdyby to cvzyniła za darmo…o to pełny szacunek, jednak tak nie czyni. Inną sprawą, jest to, że faceci chętnie „wyspowiadaliby się” swoim żonom, kochankom, ale na 100% mieliby to „na talerzu” przy pierwszej sprzeczce czy kłótni! Pani A. jest bezpiecznym spowiednikiem, który „robi dobrze” a że za pieniądze? No cóż…Z mojej strony, brawo za marketing pani A. i….moim znajomym nimfomankom :-)

  14. ~jasiek pisze:

    prosty przykładzik swoimi ustami moja żona całuje moje dzieci….

  15. ~dreamrock pisze:

    Ja nie gardzę prostytutkami, ja jestem dla nich pełen respektu. Przecież to co sprzedają to tylko ciało, a zachowują czystość duszy. Ja natomiast muszę sprzedawać umysł, wyobraźnię, wrażliwość, bo mojego ciała nikt nie chce. W Tajlandii bycie prostytutką nie jest uważane za poniżające kobietę, wprost przeciwnie. W kraju gdzie nie istnieje system emerytalny, młoda, ładna dziewczyna, która to robi, żeby pomóc rodzinie uważana jest za wzorową córkę, przykład dla młodszego rodzeństwa. Za kilka lat zestarzeje się, zbrzydnie i wówczas będzie musiała spędzać cały dzień w kuchni, przyrządzając posiłki, w trzydziestu kilku stopniowym skwarze, bez klimatyzacji. Prostytucja to zawód jak każdy inny; czasem żałuję, że nie jestem kobietą, życie byłoby wówczas o wiele łatwiejsze.

    • ~Don pisze:

      Wyjdzie na to, że jedynym miejscem na Ziemi, gdzie nie ma tirówek i prostytutek to…Alaska? Wybacz, prostytucja zawsze była i będzie, jednak nie widzę potrzeby stawiania jej na piedestał. Skoro w naszej szerokości geograficznej nie była (prostytucja) nigdy normą i nobilitowana, to nie widzę potrzeby, by na przestrzeni ostatnich 20 lat, robić z k*** damę i męczennika. Kult seksu sprawił, że odbija coraz młodszym. Dobrze, że gdzieś na Globie nie jest modna i preferowana pedofilia, bo zapewne też znalazłby się ktoś pełen „uznania”. Darujmy sobie

      • ~Don pisze:

        …dodam może jeszcze z własnych obserwacji, że prostytucja jest najczęściej wybierana przez osobniki, które nie mają pomysłu na własne życie…tak łatwiej i prościej.Ponieważ obecnie jest istny wysyp galerianek, młodych i starszych prostytutek, to tylko potwierdza moją tezę a piosenka „My Słowianki” tylko …utwierdza w przekonaniu. Zwyczajnie spodliło się nasze życie i wszelkie tłumaczenia natury ekonomicznej tak kobiet: że dla chleba i mężczyzn że: To tańsze niż żona sprawia, że o moralności, empatii i miłości możemy powolutku zapomnieć. Historia z hedonizmem w herbie powtarza się, tylko nikt nie chce pamiętać czym się zakończyła.

      • ~Ktoś pisze:

        To że na historii nauczyciel nie mówi o seksie nie znaczy że go nie było.
        Tzw. kurtyzany to ekskluzywne prostytutki. Obecnie jest to ładniejsze określenie, jak „panna lekkich obyczajów”, które jednak w praktyce jest synonimem prostytucji. Dawniej jednak (wcale nie tak dawno, sto lat temu) w europie było tego rozróżnienie.
        Kurtyzany to były kobiety wykształcone, często z możnych domów, szlachty. Wszelkiej maści hrabiny czy księżne. Robiły to (często za przyzwoleniem rodzin i otwarcie) dla zabawy bo mężowie nie byli zainteresowani, na zasadzie „przysługa za przysługę”, dla poszerzenia wpływów. Kurtyzany były cenione i NIE były gardzone. Były szanowane.
        Plebejuszka mogła, właśnie w ten sposób, awansować nawet do…królowej. Ale aby była uznawana za kurtyzanę a nie prostytutkę musiała pokazać że ma coś więcej niż tylko biust i otwór między nogami.

        To jest historia europy o której na lekcjach historii się nie mówi. Błędnie używa się określenia kurtyzany jako „lżejszej” wersji prostytutki. Zaciera „niechlubne” ślady. Ale takie są fakty. Oferowanie ciała za pieniądze (nie sprzedawanie! się bo to jest dobrowolne niewolnictwo i też istniało w swoim czasie) jest bardziej skomplikowane i w tym zawodzie również są „mistrzowie” i „nieuki”. Ten kto myśli że to jest droga na skróty…proszę bardzo. Droga wolna. Większość nawet gdyby spróbowała skończyłaby najwyżej tak samo zamożna jak kasjerka w sklepie.

  16. ~Kamila pisze:

    a ja znalazłam super faceta na sponsoraszukam.pl i też mu pomagam , on mi oczywiscie tez

  17. ~dżaskier pisze:

    „Z prostytutką spotykam się w małej kawiarni w centrum miasta”- taaak, na pewno :) to raz.
    Dwa to, że… kobita ma wiele racji. Kobiety uwielbiają być przytulane, obdarowywane kwiatami, ale i ostro brane w łóżku w nieco przedmiotowy sposób. Żadna sensacja :)

  18. ~dżaskier pisze:

    „Z prostytutką spotykam się w małej kawiarni w centrum miasta”- taaak, na pewno :) to raz.
    Dwa to, że… kobita ma wiele racji. Kobiety uwielbiają być przytulane, obdarowywane kwiatami, ale i ostro brane w łóżku w nieco przedmiotowy sposób. Żadna sensacja :)

  19. ~HMM pisze:

    Tą prostytutką może być prawie każda kobieta ,szczegół jest w tym że za darmo daje dupska każda BABA i za razem poradę …… każda z nas ? Żona daje za darmo albo ZA bluzeczkę ze sklepu „kupisz mi kochanie ?” a czy to możemy kupić ….. albo ” kochane to jest nam potrzebne” dajemy porady za darmo i to łoże-nie za ….. coś .OKAZYWANIE niby miłości ,czy to nie jest prostytucja ??? :) LEGALNA ,przed urzędem i kościółkiem :) Więc drogie panie COŚ za coś, PROSTYTUTKI cenią się i niech tak pozostanie > Dobra żona to taka która jest dobra gosocha w ciągu dnia ( no może zmusi męża do pomocy ) a w ciągu-nocy jest ……. Morał z tego :) I W TYM WSZYSTKIM JEST AMBARAS, ABY DWOJE CHCIAŁO NA-RAZ . Można być kobietą i z wieczora PROSTYTUTKĄ , to zależy od kobiety i jej szczunku do samej siebie .Można zrozumieć potrzeby drugiego człowieka w postaci MĘŻCZYZNY ,tylko trochę wyobraźni KOBIETY :) ŻONY ,PARTNERKI i nie za cenę ….kasy …. to można mieć za cenę własnego szacunku .Pozdrawiam autorkę ,trafny tekst :)

    • ~Don pisze:

      Jeżeli małżeństwo w Twoich oczach to też forma…prostytucji, to gratuluję samopoczucia! Jeżeli widzisz tylko seks jako całość pożycia dwojga ludzi, to Jesteś jak Miś Puchatek…o małym rozumku. Przykro mi to pisać, ale z Twoich małoletnich wypocin wynika taka bzdura. Jak dorośniesz, to pojmiesz różnicę. Jeżeli nie pojmiesz…no cóż, takie czasy

    • ~Ewa pisze:

      HMM, czy Ty naprawdę myślisz tak, jak to opisałaś?

      „Tą prostytutką może być prawie każda kobieta (…) Żona daje za darmo albo ZA bluzeczkę (…) OKAZYWANIE niby miłości (…)”

      Owszem, prostytutką może być każda kobieta, ale na szczęście nie jest.
      Żona nie „daje” za darmo, albo za bluzeczkę, tylko z miłości. Jeśli udaje że kocha, to jest gorsza od prostytutki u której zasady są jasne – seks za pieniądze i zero miłości.

      Miłość – pojęcie wieloznaczne i trudne do zdefiniowania, odnoszone do uczuć, stanów emocjonalnych, relacji międzyludzkich, postaw, zwykle wiązana z silną więzią międzyludzką i poczuciem szczęścia. Przez niektórych ludzi bywa uważana za sens życia, czyniąc je prawdziwym i w pełni szczęśliwym.

      Staram się być tolerancyjna, staram się zrozumieć innych, jednak nie zawsze mi się to udaje.
      Jestem tylko żoną, która kocha swojego Męża.

  20. ~Darek pisze:

    Droga autorko. Dlaczego nie piszesz powieści, scenariuszy itp.? Bo chyba blogowanie stoi w sprzeczności z wymyślaniem historii, i to tak od początku do końca. Jak dla mnie to nic innego jak zwykłe oszukiwanie ludzi. Sądząc po komentarzach sporo się ich, w szczególności kobiet nabrało.

    • ~Ewa pisze:

      Drogi Darku :) tego bloga redaguje mężczyzna, autor książki „Seksturysta”.
      Powinien sam się odezwać, ale widocznie nie ma czasu.

  21. ~Lena pisze:

    Pracowałam teraz pół roku na mieszkaniówce.
    Wśród facetów pełny przekrój, ale zdarzają się perełki, na które się czeka. Z jedną taką perełką jestem teraz.
    Gdy wydawało mi się, że mniej więcej wiem jacy mężczyźni przychodzą do mnie, pojawił się facet, który twierdził że w małżeństwie jest szczęśliwy, seks ma, wszystko ok, ale jednak lubi od czasu do czasu jakieś urozmaicenie. Dla mnie to było okropne, bo dotarło do mnie, że niektórzy mężczyźni, nawet „syci”, lubią coś „podjeść” poza domem. A ponieważ niedługo później dowiedziałam się kilku rewelacji o moim prywatnym znajomym, to wiem też, że to często są osoby, których nikt by nie podejrzewał…

  22. ~Beata pisze:

    No, cóż…każda kobieta, która w tym pracuje musi to lubić. W przeciwnym wypadku osiwiałaby po tygodniu. A dorabianie ideologii, że się pomaga? Żałosne. Takich, którym się pomaga, jest promil, nawet nie procent

    • ~Ewa pisze:

      Niekoniecznie każda prostytutka lubi swoją pracę. Są takie, które po prostu nie mają innej alternatywy. Podobnie jak sprzątaczki. Czy każda z nich lubi sprzątać cudze brudy? Wątpię. Nie można ludzi mierzyć jedną miarą, bo każdy jest inny i każdy ma inne przejścia.
      Co do pomagania klientom, to nawet jeśli ta prostytutka pomaga 1 promilowi klientów, to też się liczy.
      W tym opowiadaniu jest mowa tylko o żonatych mężczyznach, którzy nie są szczęśliwi w swoich związkach. Ale klientami burdelów są różni faceci np. niepełnosprawni. Im nie jest łatwo znależć partnerki, więc prostytutka bywa jedynym rozwiązaniem.
      Natomiast jeśli facet idzie do burdelu poskarżyć się na swoją żonę, a sam jest daleki od ideału, to jest kretynem i zwykłym s…synem.

Komentuj