sobota Listopad 25th 2017
reklamabanerustac.gif

Orgazm jest jak śmierć

„La petite mort”- tak Francuzi nazywają orgazm. Mała śmierć. Dlaczego kraj, który odcisnął najmocniej swoje ślady w nowożytnej kulturze i zmienił na zawsze moralne i prawne obyczaje zachodniego świata, nazywa orgazm – małą śmiercią? Oczywiście to tylko eufemizm, opisujący moment największego przesilenia emocjonalnego u człowieka, żartobliwie upodobniając go do momentu naszej śmierci. A może nie tylko? Czy orgazm przypomina rzeczywiście śmierć?

Pojęcie orgazmu zostało sklasyfikowane przez naukę dopiero w dwudziestym wieku. Chociaż znano go od wieków u mężczyzn – dziesiątki lat odmawiano kobietom prawa jego istnienia, gdyż kojarzył się tylko z mężczyzną, który, podczas wytrysku nasienia, doznawał uczucia spełnienia. Grono seksuologów i naukowców, zajmujących się sprawami orgazmu, z zasady było płci męskiej, stąd nie dowierzano garstce odważnych kobiet, które bez ogródek opisywały swoje seksualne odczucia, szczególnie w purytańskich czasach, kiedy nawet odkryte damskie kolano kojarzono z nagością, wyuzdaniem i rozpustą. Dopiero w 1966 roku po wydaniu książki „Seksualne bodźce u człowieka”, napisanej przez parę amerykańskich seksuologów -Williama Mastersa i Virgini E. Johnson, powoli do świadomości społecznej wprowadzono nazwę orgazmu i jego umowny schemat, według którego do dzisiaj określa się jego podziały na etapy.
Masters i Johnson opisują w niej cztery podstawowe fazy orgazmu:
- podniecenie, często łączone z wcześniejszym pożądaniem, to moment, w którym zaczynamy pragnąć seksualnie partnera lub też pożądamy satysfakcji seksualnej,
- plateau – czas, w którym odczuwamy przyjemność, mamy przyspieszony oddech, poszerzone źrenice, przyśpieszone bicie serca, napięte mięśnie, wzrost ciśnienia krwi, skurcze mięśni miednicowych,
- szczytowanie, podczas którego ciało doznaje spełnienia, kulminacji przyjemności, w czasie której uwalniane są do naszego organizmu naturalne opiaty, powodujące uczucie zadowolenia i satysfakcji,
- oraz odprężenia, kiedy organizm powoli wraca do normalnego funkcjonowania, oddech i bicie serca wyrównują się, mięśnie wiotczeją, a całe ciało poddaje się relaksującemu odczuciu.
Koniec medycznych opisów, które i tak do tej pory stosuje się dość umownie, bo sama definicja orgazmu jest tłumaczona na kilkadziesiąt sposobów i nadal żaden z nich nie jest w stanie do końca naukowo wyjaśnić tego zjawiska. A co ma do tego śmierć?
Czy jest jakieś podobieństwo między orgazmem i śmiercią? Trudno na to odpowiedzieć. Choć wysyłamy każdego dnia tysiące argonautów, którzy przechodzą na drugą stronę życia, żaden z nich nie znalazł jeszcze sposobu, aby wrócić i opowiedzieć o tym, jak tam jest i jakie odczucia towarzyszą nam podczas umierania. Skąd pomysł, aby orgazm porównać do śmierci? Czy jest ona może podobna do uczucia orgazmu?
Śmierć polega na dysfunkcji żywego organizmu, najczęstszym fizjologicznym opisem śmierci jest ostatni oddech lub bicie serca. Czyli zupełne zaprzeczenie odczuć odbieranych w czasie orgazmu, gdzie serce bije jak szalone i z trudem łapiemy oddech, jak po wyczerpującym maratonie. Gdzie więc podobieństwo?

Podczas przeżywania orgazmu, nasze serce bije z dużą szybkością, wzrasta ciśnienie krwi, rozluźniają się wszystkie mięśnie, a do naszego systemu nerwowego wpuszczanych jest wiele substancji, między innymi niektóre z nich powodują uczucie euforii, a niektóre mają podobną strukturę znieczulającą jak morfina, tracimy kontrolę nad naszym ciałem, które mimo, że porusza się – przestaje być kontrolowane przez naszą świadomość, wykonuje jedynie rozkazy jakiejś pierwotnej, genetycznie zapisanej instrukcji – z wyglądu bardziej kojarzącą się z epilepsją, a grymas naszej twarzy do złudzenia przypomina ten, gdy wijemy się po podłodze z bólu. Krzyczymy, dyszymy, z trudem łapiemy powietrze, stękamy i rzęzimy jak podczas wielkiego wysiłku lub konania. I stąd pewnie to podobieństwo orgazmu do śmierci.
A może jeszcze inaczej.
Rodzimy się w bólu i krzyku, w ten sposób nasze matki ofiarują nam nasz dzień narodzin i tak go odbieramy sami, wyrwani z bezpiecznego snu w inkubatorze, którym była macica naszych matek. Krzyczymy, przerażeni nowo zdobywanym przez nas doświadczeniem: pierwszego oddechu, krzyku i setkami innych wrażeń, jakie odbiera nasze kruche, niezdarne ciało zaraz po wyłonieniu się z brzucha naszych matek.
Może to, co najprzyjemniejsze, jest tak nie rozłącznie powiązane ze strachem przed nieznanym, przed życiem, przed jego zagadkowością, bo przecież od tego momentu narodzin nie przestajemy zadawać sobie pytań i staramy się wyjaśnić każdy najmniejszy przejaw istnienia jakiego doświadczamy. Może orgazm jest takim krzykiem noworodka, w czasie którego pozbywamy się bólu i emocji, które nawarstwiają się w nas – w codziennym życiu.
Albo tak.
Obraz orgazmu, obserwowany przez człowieka, który nigdy jeszcze nie miał z nim do czynienia, może przerazić. Taki akt między obojgiem ludzi, przypomina kłótnię lub walkę, w której nawzajem się obnażają, obszukują, obmacują, obściskują, obłapiają, obwąchują, obijają, jakby chcieli wydrzeć ze swoich ciał kawałek siebie, w końcu drżą w paroksyzmach potęgującego się bólu, przeraźliwie krzycząc, aż do momentu kulminacji, w trakcie której krzyk przeradza się w rzężenie, a epileptyczne drgawki ciał zmniejszają swoją intensywność, powoli przechodząc w zupełny bezruch obu ciał.
Taki spektakl oglądaliśmy tysiące razy w filmach i na deskach teatru, gdzie aktorzy odgrywali śmierć granej przez siebie postaci. W dzieciństwie wielokrotnie błaznowaliśmy, odgrywając podobne rólki, parodiując swoją śmierć i używaliśmy tych samych sposobów teatralnej pantomimy, to zastygając, to wpadając w drgawki, wykrzywialiśmy nasze twarze w bólu, stękaliśmy, charczeliśmy, aż do momentu, w którym osiągaliśmy kulminację naszego aktorstwa – udawaną śmierć.

Francuzi maja rację – patrząc z boku, męski czy kobiecy orgazm, wygląda zupełnie jak odgrywana dla celów teatralnych – śmierć.
A może tak.
Seks tantryczny skupia się na jak najdłuższym przebywaniu w fazie plateau, wolno zwiększając przyjemność, aż faza druga zlewa się z fazą trzecią, z orgazmem lecz bez fazy końcowej, odprężenia. Ideą jest pozostanie w trzeciej fazie jak najdłużej, nie osiągając odprężenia. A stan, jaki wówczas osiągamy, ma być uduchowieniem, mistycznym kontaktem z innym światem, może właśnie z tym, który następuję po naszej śmierci? Nie można go wówczas nazwać pełnym szczytowaniem, bo nie następuje faza odprężenia, która jest najbardziej istotną częścią orgazmu.
Gdy nasza świadomość przeszywana jest strzałą rozkoszy, to nic innego – jak jej zupełna utrata, stan nirwany, znieczulenia, zresetowania, jaka jest nam ofiarowana przez organizm. Czy podobnie wygląda śmierć? Czy gdy przechodzimy na „drugą” stronę, odczuwamy coś na podobieństwo orgazmu, totalnej przyjemności, która pozbawia nas zupełnie świadomości? Nirwany? Podczas której łączymy się z naturą, z Bogiem, z kosmosem.

W życiu doświadczamy wielu stanów. Tych przyjemnych, kiedy potrafimy cieszyć się dobrym samopoczuciem: radości z otrzymanego prezentu, z narodzin dziecka, z randki z ukochaną osobą, ze śmiechu jaki potrafił ktoś w nas wzbudzić, a także tych negatywnych, pojawiających się ze strachu, bezsilności, choroby i bólu. Żaden z tych stanów nie wpływa na nas tak mocno jak orgazm, który dokładnie resetuje nasze ciało i umysł, nie bacząc czy jeszcze przed chwilą mieliśmy depresję, czy rozpaczaliśmy za kimś, czy zaśmiewaliśmy się z dobrego dowcipu lub przebyliśmy bardzo poważną rozmowę ze zwierzchnikiem w pracy – dobry orgazm zresetuje nasz nastrój, relaksując i odprężając, naładuje nasze emocjonalne baterie, na pewien czas da nam ochotę do życia.
A czy jest on podobny do śmierci? Kto wie. Może rzeczywiście te kilka sekund zaraz po spełnieniu, kiedy trwamy w niebycie, nie odczuwając już swoich ciał, nie odbierając żadnych bodźców zewnętrznych, pozbawieni myśli, potrzeb, jest właśnie taką małą formą śmierci… i jeśli jest tak naprawdę, przynajmniej każdy z nas już ją dobrze zna.

Powiązane wpisy:

Komentarze czytelników

8 komentarzy do “Orgazm jest jak śmierć”

  1. ~............ pisze:

    Jest wszystko jak w opisie. Ale -w kwestii umierania z pewnością organizm wydziela substancje, które łagodzą samą śmierć, chyba nikt nie przeszedł i powrócił, bo jest to bilet w jedną stronę, ale są przypadki udokumentowane bądź nie z pogranicza podświadomości…………

  2. ~kawusia pisze:

    w momencie śmierci wracamy do pierwszych zapisów naszych doświadczeń, widzimy tunel [drogi rodne i światło na jego końcu] widzimy osoby które nas kochały i już nie żyją, fakt, nie czujemy bólu.. bo gdy jeszcze boli, to jeszcze żyjemy. Już nigdy się nie chcę urodzić.

  3. Gdyby było wiadomo,że istnieje zycie po śmierci ,i że jest tam lepiej to byłyby masowe samobójstwa licznych frustratów.Tak to zostało wymyslone i tak ma być.Śmierć jest tylko etapem naszej podrózy to naprawdę nic strasznego.my i tak tu wrócimy

  4. brak sexu jest powodem alkoholizmu:) sex to nie zabawa =dzieci choroby internet rozwinął się dzięki porno:) zastępuje sex bez chorób i ciąż

    A wegetarianie nie zagryzają się jak wilki nie mają trupiego oddechu przy całowaniu:)a wegetarianki lubią nasionka!ale tylko wegetarian:)

    wegetarianki są najsexowniejsze:)od mięsożernych pasztetów,baleronów wolę melony wegetariańskie:)J.Krupa,P.Anderson,B.Bardot,T.Turner=70 lat wygląda na 30=bez smalcu:)nie są jak wieloryby/pasztety tylko jak piękne kwiaty/owoce=”jesteś tym co jesz”
    mięsożercom brakuje wegetariańskich melonów arbuzów i mają kompleks bananka:( chodzi o kuchnię a wam? o anemię z braku witamin z owoców?

    jeśli nie było orgazmu=był gwałt:(będą skazywać za nieudany seks? dowcip czemu huragany mają imiona kobiet?są ciepłe wilgotne a zabierają dom i auto:)od dziecka bawią się lalkami potem facetami im pozostają autka a do niedawna kobiet nie uczono czytać i nie miały praw wyborczych!

    sex to nie zabawa=ma poważne konsekwencje:dzieci choroby70%polek złapało męża na ciążę niezaplanowaną=tylko 20%polek stosuje antykoncepcję (na zachodzie 50%) a ile uprawia sex?

    to z powodu religijnego zacofania zamiast edukacji sexualnej? gdyby ludzie uprawiali sex tylko by mieć dzieci z tym z kim chcą je mieć wtedy kiedy mogą i chcą je mieć nie byłoby sierot zdrad rozwodów gwałtów prostytucji aborcji zboczeń. czy niedługo w szkołach zamiast religii będą uczyć sexu też na zajęciach praktycznych?i o dzieciach=skutkach sexu?

    w Anglii antykoncepcja jest darmowa a 80% aborcji cudzoziemek= Polki! 31 tys w 2008r! nastoletnie Angielki rodzą dzieci dla zasiłku państwo wspierając finansowo młode samotne matki (zapomoga na własne mieszkanie, utrzymanie) spowodowało falę urodzeń takich dzieci, bo niektóre dzieciaki zamiast szkoły, pracy, życia z rodzicami wolą taką „samodzielność”. Angielki wręcz gwałcą facetów by urodzić dziecko i dostać na nie zasiłek i mieszkanie: Pewna młoda Brytyjka zwabiła do publicznej toalety swojego znajomego na seks, a następnie oskarżyła go o gwałt, by wyłudzić odszkodowanie. Jednak jej intryga wyszła na jaw i teraz grozi jej więzienie

    Antykoncepcja i edukacja seksualna jest zdrowsza od homoseksualizmu, aborcji, transeksualizmu i zabijania niezaplanowanych dzieci
    htt p://w ww.sf ora.pl/Religijne-nastolatki-rodza-czesciej-a11623&&#comment-379661 Religijne nastolatki rodzą cześciej Częściej też dokonują aborcji. Amerykańskie stany, których mieszkańcy mają konserwatywne poglądy na religię notują wyższą niż liberalne stany liczbę ciąż i aborcji u nastolatek – czytamy na livescience.com . Naukowcy w raporcie opublikowanym przez „Reproductive Health” sugerują, że osoby, które dosłownie traktują słowo Biblii są też przeciwne zapobieganiu ciąży. Do tego dochodzi nieumiejętność kontrolowania życia seksualnego młodzieży. Religijnym konserwatystom łatwiej przychodzi powstrzymanie osób nieletnich przed używaniem środków antykoncepcyjnych niż przed samym seksem

  5. ciąża to nie choroba zobacz film poród doświadczenie orgazmu!naturalnie=bez bólu=w kucki kobiety rodziły kilkanaścioro dzieci! Rosjanka Fiodorowa Wasilijewa (1707-1782) to rekordzistka porodów doczekała się 69 dzieci, w ciąży była 27 razy, czyli przez około 20 lat a tylko dwójka nie wyszła z okresu niemowlęctwa.
    Pochodząca ze wsi Szui kobieta ani razu nie urodziła jednego dziecka. 16 razy miała bliźniaki, 7 razy trojaczki i aż 4 razy czworaczki. Rosjanka dożyła 75 lat. Ponoć po jej śmierci Fiodor szybko znalazł nową żonę. Nie ma jednak danych, czy urodziła mu kolejne

    ciąża to nie choroba zobacz film poród doświadczenie orgazmu! naturalnie=bez bólu=w kucki kobiety rodziły kilkanaścioro dzieci! same bez operacji w szpitalu nie na leżąco= wykorzystując grawitację parcie układu mięśni, od kiedy zaczęto zmuszać je do rodzenia na leżąco zaczęły się problemy
    poród jest bolesny trwa dłużej i jest zagrożeniem dla zdrowia i życia matki i dziecka dziś 95% chce lekarza szpitali leków cesarki itp. patologii a np.cesarka to poważna operacja grozi powikłaniami a pobyt w szpitalach w siedlisku chorób bakterii i zarazków zakażeniem

    a w szpitalu wszystko jest zrobione tak aby to lekarz miał wygodniej a nie rodząca kobieta to tak jak by robić kupę leżąc i wypiąć tyłek do góry
    do orgazmu podczas porodu jak do poczęcia potrzebny jest ojciec:) poleca się sex w ciąży bo rozluźnia pochwę przed porodem a kiedyś mity mówiły o zagrożeniu matki i dziecka itp.

    a sex też cię boli? wiec nie potrafisz się w pełni rozluźnić a do orgazmu podczas porodu jak do poczęcia potrzebny jest ojciec:) poleca się sex w ciąży bo rozluźnia pochwę przed porodem a kiedyś mity mówiły o zagrożeniu matki i dziecka itp.
    przyrost naturalny był dodatni kobiety rodziły i wychowywały po 10 dzieci a dziś:)?

    miałam stosunek ( bardzo delikatny ) niedługo przed terminem porodu. Podniecenie i orgazm, wywołał natychmiast akcję porodową. Rodziłam pierwszy raz. Od pierwszego bólu do urodzenia dziecka minęło 2,5 godziny. Poród expresowy, syn wypłynął gładko z wodami płodowymi. Wszyscy w szpitalu się dziwili, ale nikomy się nieprzyznałam o naszych figlach z mężem.

  6. ~Ewa pisze:

    Nie wiem jak jest ze śmiercią i wcale nie jestem jej ciekawa. Wiem za to jak jest z orgazmem. Uwielbiam go i już!

    :D

  7. ~weska100 pisze:

    Orgazm nie zresetuje organizmu i nie napełni baterii, gdy między dwojgiem ludzi nie ma prawdziwego uczucia.
    Jest to często tylko chwilowa przyjemność i być może poczucie dobrze spełnionego obowiązku, ale nic poza tym.
    Nie zapominajmy jeszcze o udawaniu orgazmu wg.jakiegoś wzoru mniej lub bardziej wymyślno-filmowego.
    I świadomość uczestniczy w orgazmie (uwierz mi)i kontroluje ciało- pod warunkiem, że człowiek jest świadomy siebie. Jeżeli nie jest człowiek świadomy siebie- przytoczony opis się zgadza.

Komentuj